Tomasz Panek: Grzegorz XVI a ruchy rewolucyjne (cz. II)

„Kondycja Europy, a szczególnie Włoch, nie pozwala mieć nadziei, że następny papież będzie miał spokojniejsze rządy. Burza wisi w powietrzu; rewolucja niedługo wybuchnie.” (Grzegorz XVI)


PI44811-hr


(Część I)


Reakcje na encyklikę

         Mimo tego, że adresat encykliki wydaje się oczywisty w dokumencie nie wymieniono nazwiska x. Lamennais.[1] Od samego początku jego pobytu w Rzymie papież był nie tylko niechętny potępieniu francuskiego księdza, ale w ogóle wydawał się jego problemem niezainteresowany, tak jakby był przekonany, że zniechęcony Lamennais sam się wycofa. W Rzymie zdawano sobie sprawę z tego, że myśl menezjańska ma wielu zwolenników – nie tylko, we Francji, ale również w Belgii[2], Polsce, na terenie Prus oraz w samym Rzymie, nie tyle wśród wiernych, co raczej wśród kleru. Z jednej strony wyrażano obawę, że „jeśli zostanie potępiony, on i jego liczni zwolennicy mogą doprowadzić do schizmy”, z drugiej zdawano sobie sprawę, że jeśli „uzyska aprobatę to będzie jej nadużywał”, natomiast „jeśli Rzym zachowa milczenie [Lamennais – T. P.] potraktuje to jako równoznaczne z poparciem.”[3] Powody wymienione w poprzednim rozdziale zaważyły na wydaniu takiego, a nie innego wyroku. Jednak forma dokumentu miała być zachętą do korekty stanowiska i próbą skierowania geniuszu Lamennais`go do pracy w innych częściach „winnicy pańskiej”.

            Jeszcze zanim ukazał się dokument papieski oceniający doktrynę francuskiego księdza, jego przyjaciel, o. Ventura[4], proszony przez komisję badającą sprawę francuskich liberalnych katolików o wydanie o nim opinii stwierdził, że nie wyobraża sobie, aby Lamennais rzeczywiście „mógł się zbuntować.” Według niego jest on „zbyt wiernym katolikiem.”[5] Przeciwnego zdania była „partia gallikańska” działająca we Francji, która od dłuższego czasu wątpiła w szczerość ultramontańskich deklaracji środowiska „l`Avenir”. Wyrażała ona przypuszczenie, że zapalczywy ksiądz wystąpi z „jakimś aktem sprzeciwu, jeśli nie z otwartą rebelią.”[6] Lamennais, jak zawsze oryginalny, zaskoczył wszystkich. Gallikanów, składając papieżowi deklarację bezwzględnego posłuszeństwa. Swoich umiarkowanych zwolenników, co wyszło na jaw nieco później, nieczystością intencji i swoim odstąpieniem od tej deklaracji. Zachowując zewnętrzne pozory posłuszeństwa rozgoryczeni menezjaniści, w prywatnej korespondencji, atakują orzeczenie papieskie. Montalembert nazywa encyklikę „następstwem listu dyktowanego przez rosyjskiego księcia Gagarina”[7] i wieszczy, że przyczyni się ona do zniszczenia „partii katolickiej” we Francji. Lacordaire, mimo, że niezwykle (jeśli porównać go do ks. Lamennais) umiarkowany i od jakiegoś czasu pozostający w sporze ze swoim mistrzem[8], w liście, który znalazł się w posiadaniu biskupa Tuluzy, pisze: „nasze poglądy nadal są takie jakimi były.”[9] Kilka dni po opublikowaniu encykliki, w liście do hrabiny Senfft Lamennais stwierdza: „Przeczytaliśmy ją [encyklikę – T. P.] z niemałą trudnością. Jej założenia są jak bandaże, którymi owija się egipską mumię. Mówi ona o świecie, który już nie istnieje. Brzmi jak odległe dudnienie, które jest słyszane w poświęconych grobach Memfis.” Postulaty w niej zawarte są nieakceptowalne dla zwolenników Lamennais`go w tym samym stopniu, w jakim akceptowalnymi pozostają dla nich ich dotychczasowe poglądy. Rzym jawi się francuskiemu księdzu jako miejsce gdzie „zamiast boga są interesy”, gdzie „sprzedaje się ludy, sprzedaje się ludzką rasę, sprzedaje się Trójcę Świętą.”[10], sam papież jest natomiast „aktywnym stronnikiem partii despotycznej, przeciwnej prawom ludzkości.”[11] Nie przeszkadza mu to w złożeniu deklaracji posłuszeństwa i wysłania jej do Stolicy Apostolskiej. W związku z papieskim listem z 8 maja 1833 roku do biskupa Tuluzy, w którym papież stwierdził, że mimo wiary w „szczere zaakceptowanie [papieskiego – T.P.] osądu” przez stronników Lamennais`go został on „po raz kolejny zmartwiony przez rzeczy, które były rozprowadzane wśród ogółu społeczeństwa”[12], Lamennais 4 lipca tego samego roku złożył wspomnianą deklarację posłuszeństwa, która zawierała zapewnienie o tym, że w kwestiach „oceny tego co dobre i użyteczne” zawsze będzie się zgadzał z Głową Kościoła i, że „nikt bardziej nie jest gotów poddać się decyzjom odnośnie spraw wiary i moralności płynącym ze Stolicy Świętej”, a także wszelkim pochodzącym od niej „orzeczeniom dyscyplinarnym.”[13]

            Ta taktyka „działania w milczeniu” przez dziesiątki lat była – z wymiernymi skutkami – praktykowana we Francji przez jansenistów do których porównał stronników Lamennais`go kard. Bernetti mówiąc, że chcą oni katolików „przekonać i milczą, lecz my wiemy, że oni działają: jest to milczenie jansenistów.”[14] Trudno mu się dziwić, że użył tego porównania.[15] Nie sposób nie ulec sugestii, że na bazie jansenistycznego wybiegu, który sprowadza się do przekonania o tym, że pomimo, iż „Kościół ma prawo potępić jakieś zdanie jako błędne (quaestio iuris), to jednak w rozstrzyganiu pytania, czy zdanie zawiera się książce lub nie, albo jaką była myśl autora, nie posiada przywileju nieomylności (quaestio facti)”[16] Lamennais buduje swoje przekonanie o tym, że o ile papież ma prawo wypowiadać się na temat ogólnych zasad, prawd wiary oraz moralności i w tych kwestiach należy mu się posłuszeństwo, o tyle w sprawach wykraczających poza te kwestie posłuszeństwo jego orzeczeniom nie jest konieczne, a on [Lamennais] „w tej sferze, która nie podlega kompetencji władzy duchowej, nigdy nie zrezygnuje z niezawisłości i nie będzie zwracał się ku czemuś innemu, jak tylko ku własnemu sumieniu i rozumowi.”[17] Pomijając to, że katolik ma obowiązek okazywania szacunku wobec orzeczeń papieskich nie będących częścią nieomylnego Magisterium, a którego dowody braku Lamennais dawał w wielu prywatnych wypowiedziach, problematyczną wydaje się granica „kwestii wiary i moralności”, którą wyznacza francuski ksiądz. Zgodnie z jego przekonaniem brak posłuszeństwa wobec władzy świeckiej w ogóle nie jest problemem moralnym, a co za tym idzie orzeczenia papieskie włączające to posłuszeństwo w granice „tradycji apostolskiej” są nieistotne.[18] Stąd wynika jego brak pohamowania w napaściach na władzę cywilną. W ten sposób przygotował sobie ideowy grunt pod publikację dzieła – uznawanego za jedno z najbardziej „wywrotowych” dzieł w historii ludzkości – pod tytułem „Paroles d’un Croyant” („Słowa wierzącego”, 1834).

            Zanim jednak przejdziemy do opisu kolejnych wydarzeń warto wspomnieć o jeszcze jednej istotnej kwestii związanej z wydaniem encykliki „Mirari vos”. W momencie w którym przekonanie o konieczności wybuchu otwartego buntu środowiska „l`Avenir” przeciwko orzeczeniu papieskiemu okazało się płonne to hierarchowie o poglądach gallikańskich, ceniący niezależność francuskiego episkopatu, najsilniej lansowali tezę, którą można streścić słowami, którymi atakowano później – w trakcie prowadzenia polityki laicyzacji w III Republice – jezuitów: „milczą, a więc spiskują!”[19] Jak dzisiaj wiemy, a czego – znając niezwykłą zapalczywość francuskiego księdza – można się było wtedy domyślać, nie bezpodstawnie. Więcej, na co chcemy zwrócić uwagę, jak się okazało, ta ich aktywność przyczyniła się nie do „utrącenia” dążeń ultramontanistycznych wzbierających we Francji na sile, ale wprost przeciwnie, do utwierdzenia Stolicy Świętej w przekonaniu, że prymat Stolicy Piotrowej potrzebuje jaśniejszego uzasadnienia i wyraźniejszego podkreślenia, co znalazło odzwierciedlenie kilkadziesiąt lat później na soborze, a co ostatecznie pogrzebało gallikańskie marzenia na temat Kościoła francuskiego silnego przez swoją niezależność. Jak się okazało – by posłużyć się obrazowym porównaniem jednego z historyków Kościoła – „duch Bossueta i gallikanizmu wycofywał się przed duchem Loyoli i jezuityzmu.”[20]

„Singulari nos”     

            Jak już wspomnieliśmy, jeszcze w grudniu 1833 roku, a więc w momencie gdy „Paroles…” było już ukończone[21], Lamennais w liście do papieża deklarował „posłuszeństwo we wszystkich sprawach dotyczących doktryny, kościelnej administracji i dyscypliny.”[22] Miesiąc wcześniej obiecywał „ani nie pisać, ani nie wspierać niczego przeciwnego encyklice.”[23] Jak okazało się w roku następnym zapewnienia te były składane „na wyrost”. Nowa praca niepokornego księdza ukazuje się 30 kwietnia 1834 roku w Paryżu. Szok wywołany jej publikacją jest ogromny. O pracy dyskutują wszyscy, rządy i „ulica”, pracodawcy i pracownicy, duchowni i wierni, a linia podziału oceny pozytywnej i negatywnej pokrywa się prawie dokładnie z dokonanym przez nas podziałem na tych, którzy „są wyżej” i tych, którzy „są niżej”. Pracownicy drukarni, która przygotowuje egzemplarze pracy, zafascynowani treścią dzieła francuskiego księdza odrywają się od pracy, aby czytać jego fragmenty.[24] Studenci dzielą się między sobą cytatami zapożyczonymi z „literackiej wersji ‚Manifestu komunistycznego’.”[25] Dziennikarz lewicowej „Le Populaire” stwierdzi, że ta książka ma dla ich sprawy „większą wartość (…) niż tysiąc bagnetów.”[26] Z drugiej strony, jeden z francuskich arystokratów – przyjaciel Lamennais`go, baron de Vitrolles – przytacza kilkadziesiąt opinii na temat książki wśród których pojawiają między innymi takie, że „to apokalipsa Szatana (…) To czerwona czapka wolności na krzyżu.”[27] W podobnym tonie wyrazi się o niej „Gazeta Augsburska” w której można było przeczytać opinię, że „jeśli diabeł odwiedzi ziemię to przybędzie z „Paroles…” w ręku.”[28] Książka, której – według słów Lacordaire – „jego [Lamennais`go – T.P.] własny brat nie ośmielił się przeczytać” stała się przyczyną skandalu międzynarodowego. Do Paryża i Rzymu spływają protesty z Wiednia i z Moskwy.[29] O powadze sytuacji mogą świadczyć słowa, stroniącego przecież od egzaltacji, Metternicha, który przerażony treścią dzieła stwierdził, że co prawda „zwyczaj palenia heretyków i ich dzieł minął, [jednak – T.P.] w tym szczególnym przypadku wolno nam tego żałować.”[30]

            Dzieło Lamennais`go to, mimo literackiego języka, skondensowany na kilkudziesięciu stronach, opis powstawania rozwarstwienia społecznego i postulowanych sposobów jego przełamania. Rewolucyjna triada Wolności, Równości i Braterstwa znajduje w gorliwym księdzu radykalnego obrońcę, który nie tylko wystawia im wspaniałe pomniki, ale – dodatkowo – „demaskuje” tych, którzy chcą je obalić. W przekonaniu Lamennais`go władza gospodarcza[31] i polityczna powstaje z powodu chciwości nielicznych, którzy idąc za podszeptem Szatana, starają się podporządkować sobie innych ludzi – mimo, że „wszyscy rodzą się równi” i „nikt przychodząc na świat nie przynosi ze sobą prawa do rozkazywania.”[32] W sytuacji gdy „św. Paweł deklarował, że władza pochodzi od Boga, Lamennais mówił, że władza pochodzi z piekła.”[33] W jego przekonaniu – aby utrzymać ten niesprawiedliwy stan – władza stara się dzielić uciskanych przez siebie ludzi i wprowadza w stosunki międzyludzkie nienawiść, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że braterstwo wszystkich ludzi i narodów doprowadziłoby do upadku tyranii. Temu samemu celowi – utrzymaniu tyranii królów – służy walka z „Wolnością”. Prowadzi się ją na kilku polach, używając do tego siedmiu narzędzi wymienionych przez „siedmiu mężów odzianych w purpurę i o głowach opasanych koronami.”[34] Kolejno wymieniają oni te narzędzia – mają nimi być: odrywanie ludzi od religii, utrzymywanie ich w ignorancji poprzez zwalczanie nauki, restrykcyjna cenzura, sianie niezgody, opresyjna polityka, deprawacja oraz korumpowanie duchownych. Aby przeciwstawić się tej walce władzy z wolnymi ludźmi należy, według autora, zjednoczyć się przeciwko niej i spróbować obalić ją w sposób siłowy. Nawet gdyby ten cel miał pozostać przez długi czas niezrealizowany nie zwalnia to ludzi z obowiązku walki o wyzwolenie – nagroda czeka rewolucjonistów niezależnie od powodzenia ich sprawy, gdyż śmierć rewolucjonistów jest „śmiercią męczenników”, a przelana przez nich krew „będzie jako krew Abla.”[35]

            Niezależnie od oceny treści dzieła bretońskiego księdza nie sposób odmówić mu talentu literackiego. W „Słowach wierzącego” osiąga on szczyt stylistycznej doskonałości. Książka jest pełna pasji, która udziela się czytelnikowi – jednych przeraża, innych podburza, jednych wprawia w osłupienie, innych pobudza do działania.[36] Rewolucyjne proroctwa przeplatane wezwaniami do miłości bliźniego tworzą niepowtarzalny klimat czasu przełomu, gdy uczucie konieczności nastania „końca historii”, wiecznego pokoju zbudowanego na fundamencie Wolności, Równości i Braterstwa, zdaje się być nie marzeniem, ale rzeczą pewną. Nawet, od początku nieprzychylny ks. Lamennais, kardynał Lambruschini, któremu papież zlecił przeczytanie i zrecenzowanie swojej osobie nowej książki bretońskiego księdza, mimo, że jest wstrząśnięty treścią dzieła, które nazywa „nową apokalipsą, inspirowaną przez szatana”[37], a jej autora „nowym wysłańcem z piekła dla wymordowania świata”[38], potrafi docenić jej walory literackie i stwierdza, że jest ona „równie wspaniała lub nawet wspanialsza niż ‚Raj utracony’ [Miltona – T.P.].”[39]

            Publikacja książki Lamennais`go stawia Stolicę Apostolską w trudnej sytuacji. Z jednej strony rządy europejskie – z austriackim na czele – starają się wymóc na papieżu wyraźne potępienie poglądów księdza lub jego zdyscyplinowanie, z drugiej strony niektórzy hierarchowie (niekoniecznie nawet sympatyzujący z niepokornym księdzem) obawiają się, że publikacja papieskiego dokumentu zamiast zniechęcić wiernych do czytania tej książki, może zadziałać wprost przeciwnie. Z jednej strony kardynał Lambruschini, nuncjusz papieski we Francji, świetnie orientujący się w tamtejszej sytuacji, uważający, że „milczenie Rzymu (…) jedynie pomoże zwiększyć wpływ tej książki”, proponuje wysłanie „formalnego listu, zaadresowanego do biskupów francuskich, potępiającego książkę”, z drugiej – arcybiskup paryski, Quelen, jeden z bardziej zagorzałych krytyków Lamennais`go, przekonany, że „właściwą postawą będzie nie zwracać na nią uwagi i potraktować tę książkę jako idealistyczną wizję niezrównoważonego umysłu, którą nikt nie może traktować dosłownie”[40], proponuje by nie robić nic. Ostatecznie, papież nie tylko przychylił się do pierwszej propozycji, ale jeszcze poszerzył jej zakres. Zamiast listu adresowanego do biskupów francuskich wydaje on list zaadresowany do wszystkich biskupów świata.

            Encyklika, wydana z datą 25 czerwca 1834 roku, „Singulari nos” wydawała się „niezwykle ciężkim młotem”[41] jak dla jednej krótkiej książki[42]. Do tej pory, w podobnych sytuacjach, książkę „wciągano” na Indeks, a na jej autora – jeśli był duchownym – nakładano cenzury. Tutaj sytuacja kształtowała się odmiennie. Nie tylko do potępienia książki użyto jednego z wyższych rangą dokumentów kościelnych, ale – co ciekawe – w związku z odrzuceniem książki w tej formie i w związku z tym, że była to druga interwencja Stolicy Apostolskiej w sprawie poglądów księdza Lamennais, nie nałożono na niego żadnej kary kościelnej, a papież – jakby na przekór utrwalonemu w historiografii wizerunkowi skłonnego do przesady „despoty” – ograniczył się jedynie do wyrażenia nadziei na jego powrót do ortodoksji.

            Na początku encykliki papież wyraża radość z powodu wspaniałych dowodów „wiary, posłuszeństwa i przywiązania”, które dotarły do niego bezpośrednio po opublikowaniu encykliki „Mirari vos”. Papież jeszcze raz podkreśla, że nauka zawarta w poprzednim dokumencie jest „godna zaufania” i, że wielką radość sprawiły mu oświadczenia posłuszeństwa „złożone przez wielu ludzi, którzy akceptowali inne, tak smucące (…) rady i opinie”. Pośród tych osób znalazła się jedna, której papież zechciał poświęcić szczególną uwagę, a która pomimo to nie skorzystała z jego ojcowskich rad i, która kontynuowała swoją szkodliwą działalność. Ksiądz Lamennais, którego przyjęto „z tak dobrą wolą i życzliwością”, mimo kolejnych upomnień i wydania przez niego oświadczenia, które „wyraźnie potwierdzało, że będzie on postępował jedynie i całkowicie według nauczania podanego w naszej encyklice, i że nie będzie on pisał lub akceptował czegokolwiek, co jest od tego odmienne”, opublikował broszurę, która „chociaż mała wielkością, jest ogromna niegodziwością.”

            W kolejnych akapitach papież przypomina nauczanie zawarte w „Mirari vos” dotyczące konieczności posłuszeństwa władzy, a także szkodliwości wolności myśli, słowa i sumienia. Według niego Lamennais lekceważąc nauczanie papieskie występuje przeciwko tej nauce. Francuski ksiądz „przypisuje władzę książąt władzy szatana (…), jak gdyby była ona niebezpieczna dla prawa Bożego, równa dziełu grzechu.” Jego doniesienia na temat walki władzy z ludem nazywa „snem”, a myśli te – „ohydnymi”. Demaskuje go jako rewolucyjnego podżegacza sprzyjającego „grupom i stowarzyszeniom we wściekłej walce, która wszystko pochłania”, jako pseudo-proroka nadużywającego „Pisma Świętego jako pretekstu do zwolnienia ludzi od prawa posłuszeństwa”, który „w zuchwały i chytry sposób przekręca słowa Pisma Świętego aby mocno ugruntować swe majaczenia.” Odrzucony zostaje także system filozoficzny francuskiego księdza zgodnie z którym prawda, jako zgoda rozumu uniwersalnego, może znajdować się także poza Kościołem. Po potępieniu „zasługującego na pogardę i niepowstrzymanego pragnienia innowacji” Grzegorz XVI prosi, aby katolicy szukali prawdy „tam, gdzie ona się znajduje – w przekazanym i świętym dziedzictwie apostolskim.”

            W związku z tym wszystkim, swoją apostolską władzą, papież potępia książkę Lamennais`go „na zawsze”, gdyż zawiera ona „fałszywe, oszczercze i pochopne twierdzenia, które prowadzą do anarchii, które są sprzeczne ze Słowem Bożym, które są bezbożne, skandaliczne i błędne, i które Kościół już potępił.” Wzywa on również biskupów do uświadamiania wiernych o „przebiegłości innowatorów” i do „sprzyjania zdrowej doktrynie”, która zawarta jest w dokumentach papieskich oraz w nauczaniu Kościoła będącego „filarem i podporą prawdy.”

            W ostatnich zdaniach encykliki papież wyraża żal z powodu postawy księdza. Cierpiący „w największym smutku” wznosi on modlitwę do „Tego, który jest władcą mądrości i roztropności”, aby jak najszybciej oświecił rozum i serce zbuntowanego księdza, którego papież – jak gorąco wierzy – z pewnością będzie miał „pomyślną i szczęśliwą okazję (…) uścisnąć i objąć jak syna wracającego na łono swego Ojca.”[43] Ponadto ma on nadzieję, że teraz „nastanie zgoda nauczania, jeden bieg myśli, harmonia działania i zgłębiania wiary wśród wszystkich”, które nie tylko pomogą przywrócić porządek publiczny, ale które również wydatnie przyczynią się „dla dobra spraw świętych”[44].

            Encyklika, mimo łagodności jej zakończenia, stanowiła druzgocącą – nie tyle merytorycznie, co w praktyce życia kościelnego – krytykę poglądów i postawy bretońskiego księdza. W jej przypadku, inaczej niż po opublikowaniu „Mirari vos”, nie mogło być mowy o niejasności, co do tożsamości osoby, która jest przez nią krytykowana. Nie dziwi więc fakt, że uczniowie Lamennais`go, którzy w większości byli osobami duchownymi[45], zaczęli się od niego odwracać. Wspominaliśmy o przypadku Lacordaire`a, który – niezależnie od własnego zdania na temat encykliki i potępionych w niej poglądów – już po opublikowaniu encykliki „Mirari vos” nie miał złudzeń, co do tego, że działalność niepokornego księdza musi go doprowadzić do podporządkowania się przyszłemu potępieniu lub do apostazji, a który po wydaniu „Singulari nos” przyłączył się do najzagorzalszych krytyków „Paroles” dowodząc, że książka ta ma na celu „przygotowanie w imię człowieczeństwa wojny przeciwko kościołowi”[46] – co zresztą znalazło potwierdzenie w dalszej działalności publicznej (już nie-księdza) Lamennais`go. Wyraźnie od mistrza odcina się również Gerbet, demaskując jego demokratyczne poglądy zawarte w „Paroles” i nazywając jego twórczość „kontynuacją szkoły Rousseau.”[47] Podobnie postępują Rohbacher i Salinis. Spełniła się „przepowiednia” Lacordaire, że jeśli Lamennais „swój nowy plan wykona (…) najdawniejsi jego przyjaciele i najgorętsi współpracownicy go opuszczą.”[48] Dwadzieścia lat później[49] okaże się, że również bretoński ksiądz miał rację pisząc w „Paroles”, że tylko „bezbożnik jest sam na świecie”. Lamennais umiera w 1854 roku – zgodnie ze swoją ostatnią wolą – nieopatrzony sakramentami, w samotności, odmawiając pojednania nie tylko z Bogiem i Kościołem, ale nawet z przyjaciółmi i własnym bratem. Jego ciało zostaje złożone w zbiorowej mogile na paryskim cmentarzu Père Lachaise.

            Niezależnie od tego, czy uznamy, że „Lamennais nalegając na jasne zdefiniowanie zajmowanych pozycji stworzył między Kościołem a rewolucją większą wyrwę, niż tego wymagała sytuacja”, czy „po prostu podkreślił on tylko napięcie, które było nieuniknione”[50], jego bezkompromisowość więcej środowisku „l`Avenir” zaszkodziła niż pomogła. Nawet jeśli rzeczywiście miał rację co do konieczności przyszłych zmian w Kościele[51], jeśli „przerastał swoją epokę”[52] to mimo to nie dorósł do wypełnienia zadania jakie sam sobie powierzył. Jego działalność zmusiła Stolicę Apostolską do oceny jego poglądów, która musiała być negatywna, co stworzyło wrażenie, że Kościół jest wrogi wolności. Główny cel działalności księdza, wyraźne przyłączenie się Rzymu do „sprawy wolności” pozostał niezrealizowany, nie dlatego, że Kościół wolność odrzucał, ale dlatego, że w sytuacji niepewności i powszechnych niepokojów został zmuszony do oceny prób łączenia swojej nauki z obcymi sobie prądami, a natychmiastowe wypracowanie pozytywnego nauczania odnośnie wolności skutkowałoby najpewniej osłabieniem dopiero co wydanego potępienia. Impas ten zostanie przełamany dopiero kilkadziesiąt lat później, w nauczaniu Leona XIII.

”Cum primum”

            Chęć utrzymania ciągłości i spójności narracji wymusza na mnie konieczność odstępowania w pewnych miejscach od porządku chronologicznego. Stąd byłem zmuszony pominąć chronologicznie wcześniejsze wypowiedzi papieskie, a wśród nich jeden z istotniejszych i ciekawszych, szczególnie dla polskiego czytelnika, dokumentów wydanych przez Grzegorza XVI. Chodzi tu o list „Cum primum” do którego omówienia teraz przejdę.

            W nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku – w odpowiedzi na sukcesy rewolucji we Francji i w Belgii – na terenie Królestwa Kongresowego wybuchło antycarskie powstanie. Poparcia buntowi udzieliła większość biskupów z terenu Królestwa i część biskupów litewskich. Większość z nich nie czyniła jednak tego dobrowolnie, czemu dawano wyraz pasywnością lub późniejszym odżegnywaniem się od tego poparcia i wskazywaniem na możliwość bycia represjonowanym w związku z postawą zachowawczą.[53] Przykładem tego, że brak zaangażowania propowstańczego spotykał się z represjami może być to jak potraktowano senatora, biskupa podlaskiego, Marcelego Gutkowskiego, któremu – po tym jak odmówił podpisania aktów powstańczych i starał się sabotować działania rewolucyjne w swojej diecezji – odebrano tytuł senatorski i pensję.[54]

            Inaczej sprawa poparcia dla ruchu niepodległościowego wyglądała wśród niższego kleru. Wielu duchownych przebywających na terenie Królestwa – przede wszystkim młodych – nie tylko udzieliło szczerego poparcia powstaniu, ale nawet wzięło w nim czynny udział. Zdarzały się przypadki porzucania stanu kapłańskiego i brania udziału w walce. Silnego poparcia udzielili powstańcom niektórzy zakonnicy. Szczególnie „wsławili się” tutaj pijarzy spośród których rekrutowało się kilku członków Towarzystwa Patriotycznego.[55] Jeszcze szersze poparcie uzyskano na Litwie, gdzie większość niższego duchowieństwa aktywnie włączyło się w działania rewolucyjne. [56] Na całym terenie powstania – w zasadzie – jedynie starsi księża oraz zakony o cięższej regule (np. warszawscy lazaryści) nie zaangażowali się w żaden sposób w walkę i wzywali ludność do jej zaprzestania.[57]

             Informacje na temat postępów rewolucji przekazywał do Watykanu nuncjusz wiedeński abp Hugon Spinola. Początkowo przekonany o niezaangażowaniu kleru, po kolejnych doniesieniach z Królestwa, musiał zrewidować swoją opinię na ten temat. Do Rzymu wysłano pro-powstańcze homilie duchownych, z których część mogła konkurować w żarliwości i radykalizmie z odezwami rządu rewolucyjnego.[58] Wywołało to niepokój w Rzymie, co nie znaczy, że nie rozumiano pobudek jakimi kierują się duchowni polscy. Mimo, że kardynał Bernetti uznał wspomniane doniesienia za „kompromitujące” podkreślał, że zdaje sobie sprawę z tego, że „trudno zwyciężyć ducha narodowego.”[59]

            Kolejne prośby posła rosyjskiego Gagarina skłaniają nowo wybranego papieża do wydania dokumentu w którym ustosunkuje się on do problemu udziału duchownych w powstaniu listopadowym. Już dwa tygodnie po inauguracji pontyfikatu Grzegorza XVI światło dzienne ujrzał list Ojca Świętego skierowany do biskupów polskich, zatytułowany „Impensa caritas”.

            List był niezwykle, jak na zamiłowanie Grzegorza XVI do emfatycznego stylu, łagodny i ostrożny. Można to tłumaczyć faktem braku posiadania dokładnych informacji na temat tego, co się dzieje na terenie Królestwa Kongresowego i dysponowaniem jeszcze mniejszym zasobem informacji odnośnie sytuacji na Litwie. Poseł rosyjski reprezentował stronę sporu, co budziło podejrzenie braku obiektywizmu, a nuncjusz wiedeński niewątpliwie był pod wpływem sugestii Metternicha, który co prawda był niezwykle poważany w Rzymie i prowadził dość niejednoznaczną politykę w sprawie powstania w Królestwie, ale samej idei niepodległości Polski był zdecydowanie przeciwny, co również nie czyniło go obiektywnym. Nie bez znaczenia było także to, że w połowie lutego 1831 roku niepowodzenie rewolucji nie było wcale sprawą pewną, a ostre potępienie powstania mogło skomplikować ewentualne przyszłe stosunki ze zwycięskim rządem narodowym. Stąd list w ogóle nie zawiera oceny powstania, ale jedynie upomnienie duchowieństwa, które według życzenia Stolicy Apostolskiej, nie powinno wspierać naruszeń pokoju publicznego.[60] Trudno też nie odnieść wrażenia, że Watykanowi zależało na tym aby dokument pozostał bezskuteczny. Dokument został wysłany do dwóch biskupów – jednego, litewskiego, który według wszelkich informacji nie mógł popierać powstania oraz, drugiego, który od dłuższego czasu nie żył, co było Kurii wiadome. Zabiegi te okazały się niepotrzebne ponieważ Rosjanie uznali list za mało przydatny i nie został on użyty.[61]

            Wspomniane niezdecydowanie Stolicy Apostolskiej nie zostało przez stronę polską wykorzystane. Polski poseł, hrabia Sebastian Badeni jadący do Rzymu z adresem rządu powstańczego zredagowanym w sposób, który mógł sugerować menezjańskie inspiracje[62] najwyraźniej nie orientował się w priorytetach polityki zagranicznej – szczególnie istotnej w kontekście niemożności samodzielnego poradzenia sobie z problemami wewnętrznymi – Watykanu. Może o tym świadczyć przygotowany przez niego i przedstawiony w Rzymie memoriał, w którym dla uzasadnienia polskich racji, powoływał się na przykład belgijski – najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z zaangażowania władzy papieskiej w powstrzymanie dążności rewolucyjnych na terenie rozbijanego na części Królestwa Niderlandów.[63] Z powodu tej nieporadności, a przede wszystkim w wyniku coraz wyraźniejszej przewagi wojsk carskich, które ostatecznie stłumiły powstanie, obiecana przez rząd pontyfikalny pomoc polskim katolikom musiała się ograniczyć do prób łagodzenia represji władz rosyjskich.

            24 lutego 1832 roku światło dzienne ujrzał Statut Organiczny Królestwa Polskiego, w którym car – mimo, że statut w pełni wcielał tereny polskie do Rosji – w artykule 5 zapewniał, że religia katolicka „będzie zawsze szczególnym przedmiotem opieki i protekcji Rządu”[64], a w kolejnych zapowiadał m.in. poszanowanie własności kościelnej (art. 6) i walkę cenzury z pismami atakującymi religię (art. 13). Statut został przyjęty przez Watykan jako wyraz dobrej woli cara, więc nie może dziwić gotowość wyjścia naprzeciw prośbie rządu carskiego skierowanej do papieża w sprawie wydania nowego dokumentu w którym Stolica Apostolska jeszcze raz odniosłaby się do ostatnich wydarzeń na terenie Królestwa. Projekt takiego dokumentu – napisanego najprawdopodobniej przez samego papieża[65] – został przedstawiony już 21 maja tego samego roku i po konsultacji z poselstwem rosyjskim opublikowany z datą 9 czerwca 1832 roku.[66] Akt o którym piszemy, skierowany do biskupów polskich, był zatytułowany „Cum primum”.

            W dokumencie tym papież stwierdza, że winni nieszczęściu jakie spadło na Królestwo Kongresowe są Ci, „którzy pod pozorem religii” wystąpili „przeciwko legalnej książąt władzy.” Dlatego wzywa polskich biskupów do tego, aby starali się powstrzymywać zgubny wpływ tych ludzi na wiernych Kościoła, którzy przez swoją łatwowierność mogliby zostać wykorzystani w celu „zakłócenia spokoju państwa i porządku społecznego.” Stara się także „uzbroić ich” w zasady Pisma oraz tradycji Kościoła, aby ta walka ze szkodliwymi wpływami mogła zakończyć się sukcesem. Podstawową zasadą, która powinna sobie zostać przyswojona jest konieczność posłuszeństwa „ustanowionym przez Boga władzom.” Od zasady tej można odstąpić tylko w jednym przypadku – gdy władze cywilne „coś boskiemu i Kościoła prawu przeciwnego rozkazują.”[67] Nawet jednak takie nadużycie władzy nie jest podstawą do buntu. W tym kontekście w dokumencie pojawia się – przywoływany przez nas wcześniej – opis posłuszeństwa pierwszych chrześcijan, powtórzony później i rozwinięty w encyklice „Mirari vos”.

            Warto zauważyć, że „Cum Primum”, przygotowany dla celów doraźnych i skierowany jedynie do biskupów polskich zawiera wezwanie do posłuszeństwa, które antycypuje naukę skierowaną do wszystkich biskupów katolickich zawartą w „Mirari vos”. W czasie trwania powstania w Rzymie przygotowywano się już do odpowiedzi na postulaty menezjanistów, a w kontekście radykalnie antyrządowej postawy ks. Lamennais, przy tej okazji, Watykan musiał odnieść się do problemu posłuszeństwa władzy cywilnej. Nie ulega więc wątpliwości, że powstanie listopadowe – podobnie jak inne powstania mające ówcześnie miejsce – zostałoby, co prawda pośrednio, ale jednak skrytykowane, a krytyka ta miałaby miejsce niezależnie od wydania „Cum Primum”. Trudno więc zgodzić się ze stanowiskiem, popularnym w polskiej historiografii, że papież został, co do intencji powstania, wprowadzony w błąd i, że żałował wydania dokumentu o tej treści. Szczególnie, co podkreśla prof. Żywczyński, że Grzegorz XVI kilka razy (w tym co najmniej dwa razy w ostatnich latach swego pontyfikatu) powoływał się na ten dokument i zawartą w nim naukę.[68] O ile więc można dywagować na temat żalu lub jego braku z powodu wydania dokumentu o tyle nie ulega wątpliwości, że pouczenia w nim zawarte w pełni zgadzały się z nauką Stolicy Apostolskiej. Trudno natomiast negować papieską troskę o życie religijne w Polsce. 22 lipca 1842 roku światło dzienne ujrzała alokucja „Haerentem diu”. W dokumencie tym Grzegorz XVI potępił wszelkie represje spadające na katolików na terach podległych carskiej Rosji.

Inne dokumenty papieskie i koniec pontyfikatu

            Kolejnym dokumentem, istotnym ze względu na temat naszych zainteresowań i wydanym w czasie pontyfikatu Grzegorza XVI, jest encyklika „Commissum Divinitus”. W encyklice tej, skierowanej do szwajcarskiego duchowieństwa, przy okazji omawiania niepokojącej go sytuacji w Szwajcarii, papież zajmuje się właściwymi relacjami pomiędzy państwem a Kościołem. Jest to jeden z tych dokumentów papieskich, które rewidują wizerunek Grzegorza XVI jako bezkrytycznego obrońcy każdej władzy świeckiej, któremu obca jest jakakolwiek refleksja: pozytywna na temat wolności[69] oraz negatywna na temat prób niezdrowego „zacieśnienia” sojuszu władzy świeckiej i duchownej.

            W latach 30. XIX wieku w Szwajcarii, przy udziale liberalnych władz kantonalnych, rozpoczęła się walka z wpływami Kościoła katolickiego. Doszło do próby oderwania Kościoła szwajcarskiego od Rzymu, czemu sygnał dało opublikowanie w 1834 roku tzw. „artykułów badeńskich”, które postulowały całkowite podporządkowanie spraw kościelnych władzy świeckiej. Odżyła atmosfera prześladowań religijnych, która swoimi korzeniami sięgała porewolucyjnej republiki helweckiej, a która utrzymała się aż do wybuchu I wojny światowej.[70] Stolica Apostolska zareagowała niespełna rok po zjeździe w Baden wydając, z dniem 17 maja 1835 roku, encyklikę „Commissum divinitus”.

            W dokumencie tym papież dowodzi, że Chrystus dał hierarchom władzę nauczania w kwestiach religii „nie tylko po to, aby Kościół w żaden sposób nie był podległy cywilnemu rządowi państwa, ale również, żeby mógł on być całkowicie wolny i niepodległy jakiejkolwiek ziemskiej dominacji.”[71] Grzegorz XVI podkreśla, że warunkiem rozwoju religii, a więc również wspierania pokoju publicznego, jest to aby władza ta przysługiwała wyłącznie hierarchii kościelnej. Wszelkie pretensje liberalnej władzy do regulowania spraw wewnątrzkościelnych uznane zostają za przejaw despotyzmu, nadużycia władzy, a biskupi oraz księża są wezwani do nierespektowania tego typu żądań i do stałego szafowania sakramentów, których udzielanie przysługuje wyłącznie Kościołowi.[72]

            Jak już wspomnieliśmy, często rysuje się obraz papieża Grzegorza XVI jako obrońcy opresyjnych despotyzmów, zwalczającego wszelkie wolnościowe roszczenia, jako wroga całej ludzkości, marzącego o zaprowadzeniu na świecie despotycznego porządku. O tym, że zdanie to nie ma związku z rzeczywistością oraz, że Stolica Apostolska w XIX wieku włączyła się w obronę konkretnych oraz – w jej przekonaniu – słusznych praw i wolności może świadczyć, poza wymienionymi wcześniej przykładami dotyczącymi praktyki władzy papieskiej na terenie Państwa Kościelnego, list apostolski „In supremo apostolatus”.

            Dokument odczytany w dniu 3 grudnia 1839 roku na czwartym prowincjonalnym synodzie w Baltimore poświęcony jest problemowi niewolnictwa. Grzegorz XVI starając się swoim dokumentem „odsunąć wiernych od nieludzkiego handlu niewolnikami czarnej rasy i wszystkimi innymi ludźmi” wpisuje się w ciąg kolejnych papieskich wystąpień przeciwko instytucji niewolnictwa tym razem kierując swoje wezwanie do konkretnej grupy wiernych, katolików żyjących w Ameryce. Papież przypomina, że już Jezus Chrystus – żyjący w czasach powszechnego niewolnictwa – domagał się od wiernych tego, aby „nie tylko szanowali swych niewolników jak swoich braci, szczególnie jeśli są to chrześcijańscy niewolnicy, ale aby skłonni byli do uwalniania tych, którzy są tego godni.” Do tego wołania od samego początku przyłączyła się Stolica Apostolska, która ustami kolejnych papieży wzywała do zniesienia instytucji niewolnictwa i to właśnie zasługą „wiary kierowanej Miłością” jest to, że „od kilku wieków, nie ma niewolników pośród wielkiej liczby narodów chrześcijańskich”. Papież zdaje sobie jednak sprawę z tego, że „w odludnych i odległych krajach” od jakiegoś czasu „pośród wierzących ludzi są tacy, którzy haniebnie oślepieni przez pożądanie ohydnych korzyści (…) nie zawahali się uczynić niewolnikami Indian, czarnoskórych i innych nieszczęsnych ludzi” i inni ludzie, którzy „przysługują się ich niegodnym praktykom” poprzez handel niewolnikami. Grzegorz XVI zwraca uwagę na to, że utrzymywanie instytucji niewolnictwa jest nie tylko głęboko niemoralne, ale również ma zgubne skutki dla ewangelizacji, gdyż w jej wyniku „ludzie niewierzący będą bardziej i coraz bardziej umacniani w ich nienawiści do religii prawdziwej.” Stąd, odwołując się do potępień Pawła III, Benedykta XIV, Piusa II i Piusa VII, papież Grzegorz XVI przy użyciu „apostolskiej władzy, odrzuca wszystkie wyżej wymienione praktyki jako niegodne chrześcijańskiego imienia”. Mocą tej samej władzy zabrania on wszystkim wierzącym nie tylko „obrony, jako dopuszczalnej, praktyki handlu czarnoskórymi”, ale również „publikowania lub rozpowszechniania w jakikolwiek sposób, publicznie lub prywatnie, opinii przeciwnych do tego co poruszono w tym liście apostolskim.”[73]

            W latach 30. Grzegorza XVI zaczęły męczyć dolegliwości powodujące zmiany chorobowe na twarzy.[74] Przez 10 lat utrudniały one życie papieżowi, mimo to nie powodowały ograniczenia jego działalności.[75] W wieku 81 lat następca św. Piotra nadal pozostawał aktywny i nie oszczędzał się w żaden sposób. Jeszcze pół roku przed śmiercią uczestniczył w męczących rozmowach z carem Mikołajem I w czasie pobytu tego ostatniego w Rzymie (12-17 grudnia 1845 r.).[76] Na jego stan zdrowia miał też na pewno wpływ wybuch kolejnego powstania na terenie Państwa Kościelnego pod koniec 1845 roku. Nagły atak choroby nastąpił 30 maja 1846 roku. Dwa dni później – nad ranem, 1 czerwca 1846 roku – papież Grzegorz XVI, po ponad piętnastoletnim pontyfikacie, nagle zmarł.[77] W chwili śmierci papież zdawał sobie sprawę z tego, że mimo usilnych prób nie udało się – i najpewniej nie uda – powstrzymać nadciągającej coraz szybciej rewolucji. Kilkanaście dni przed śmiercią wyznał, że „kondycja Europy, a szczególnie Włoch, nie pozwala mieć nadziei, że następny papież będzie miał spokojniejsze rządy. Burza wisi w powietrzu; rewolucja niedługo wybuchnie.”[78]


(Część I)


Przypisy:

[1]    Do egzemplarza encykliki, który otrzymał Lamennais dołączony był list, którego autorem był kardynał Pacca, w którym wyraźnie stwierdzono, że dokument, mimo, że nie wymienia imienia księdza, jest skierowany do jego środowiska. F. Nielsen, The history…, t. II, s. 70-71. Z osobistego polecenia papieża kardynał, w koncylicyjnym tonie, pouczył też księdza, że „roztropność  wymaga  w  pewnych  razach  tolerancyi  celem  uniknienia  większego  złego,  ale  nie  należy nigdy  przedstawiać  tych  swobód  jako  coś  dobrego,  jako  rzecz  pożądaną.” Słownik apologetyczny wiary katolickie podług dr-a Jana Jaugey`a, pod red. W. Szczęśniak, t. III, Warszawa 1896, s. 627.

[2]    Poparcie dla liberalnego katolicyzmu w Belgii, szczególnie wśród niższego kleru, było zdecydowanie większe niż w innych krajach Europy. Konstytucja belgijska, przygotowana przez członków istniejącego już od początku lat 20. XIX wieku sojuszu katolicko-liberalnego, dająca kościołowi belgijskiemu tylko jeden przywilej – „przywilej wolności”, mogłaby być napisana przez samego Lamennais`go. Zgodnie z nią państwo zapewniało wolność religijną (art. 14 Konstytucji), nie miało żadnego wpływu na wybór biskupów, nie mogło kontrolować korespondencji między kościołem lokalnym a Rzymem, nie mogło ograniczać publikacji bulli papieskich (art. 16), zniesiono cenzurę. Z drugiej strony w Belgii wprowadzono jedne z najbardziej liberalnych przepisów odnośnie małżeństw oraz zagwarantowano konstytucyjnie wolność sumienia, nie wspominając nawet jednym słowem o religii katolickiej. O. Chadwick, A History…, s. 16-17. Fragmenty Konstytucji dotyczące kwestii religijnych, razem z komentarzem zob. w: Sidney Z. Ehler, Church and State Through the Centuries. A collection of historic documents with commentaries, Maryland 1954, s. 271-272. Na temat belgijskiej unii katolicko-liberalnej zob. w: P. N. Stearns, Ksiądz…, s. 67-68. Na temat sytuacji w Belgii zob. również w: Z. Zieliński, Papiestwo…, s. 177-179. Warto wspomnieć, że „liberalno-katolicki” pokój nie trwał w Belgii długo. W latach 1879-84 wybuchła tam tzw. „pierwsza wojna szkolna”, wywołana utworzeniem szkół podstawowych w których nie nauczano religii. C. Clark, W. Kaiser, Culture wars. Secular-Catholic Conflict in Nnineteenth-Century Europe, Cambridge 2003, s. 1.

[3]    O. Chadwick, A History…, s. 19-20.

[4]    Na tyle dobrym, że w czasie swojego oczekiwania na werdykt papieski, przed wydaniem „Mirari vos”, Lamennais mieszkał – na jego zaproszenie – we Frascati. W. Gibson, The Abbe…, s. 215.

[5]    O. Chadwick, A History…, s. 20.

[6]    W. Gibson, The Abbe…, s. 223.

[7] O. Chadwick, A History…, s. 25. Chodzi tu oczywiście o encyklikę „Cum primum”, której treść miała być konsultowana z przedstawicielem rządu carskiego.

[8]  Ich konflikt, zakończony kłótnią i cichym wyjazdem słynnego dominikanina z La Chênaie, miał tło polityczne. Lacordaire był zagorzałym monarchistą i po jednej z kolejnych antyrojalistycznych diatryb Lamennais`go, nie żegnając się osobiście, opuścił jego „szkołę”, zostawiając jedynie „chłodny i suchy” list. Na ten temat zob. w: W. Gibson, The Abbe…, s. 226-228; A. Sikora, Lamennais…, s. 78-79.

[9]    O. Chadwick, A History…, s. 26.

[10]  W. Gibson, The Abbe…, s. 221.

[11]  Oeuvres posthumes de Lamennais, Paris 1858, t. II, s. 270; Cyt. za: A. Sikora, Lamennais…, s. 87.

[12]  W. Gibson, The Abbe…, s. 244.

[13]  Ibid., s. 245. Odpowiedź papieska, formalnie jako list do biskupa Rennes, pojawiła się dwa miesiące później. Grzegorz XVI zarzucił francuskiemu księdzu, że „nadal jest przepojony zasadami”, które papież chciałby żeby Lamennais „potępił”. W tym samym liście skrytykował także francuskie tłumaczenie „Ksiąg pielgrzymstwa” autorstwa Adama Mickiewicza, które wstępem opatrzył Montalembert, Ibid., s. 247.

[14]  A. Sikora, Lamennais…, s. 87.

[15]  Zresztą Lamennais zdawał sobie sprawę z tego, że jego działanie było porównywane do „pełnego szacunku milczenia” jansenistów czemu dał wyraz w „Affaires de Rome”. W. Gibson, The Abbe…, s. 224.

[16]  W. Krynicki, Dzieje…, t. II, s. 508.

[17]  Oeuvres posthumes…, s. 382; Cyt. za: A. Sikora, Lamennais…, s. 87.

[18]  Wyraz temu dał w swoim ostatnim liście do Rzymu, z 2 listopada 1833 roku. Obszerne fragmenty listu zob. w: W. Gibson, The Abbe…, s. 248-249. Warto wspomnieć, że to przekonanie o „limitowanej nieomylności” papieskiej było francuskiemu księdzu obce w momencie, gdy papież się z nim zgadzał. Jeszcze na początku swojej działalności publicystycznej Lamennais wyrażał przekonanie, że nieomylność papieska jest „w praktyce niczym nieograniczona” i, że koniecznym jest podporządkowanie się mu w każdej kwestii, nawet jeśli zachodziłoby podejrzenie, że się myli – co zgadzało się z poglądami kard. Capellariego wyrażonymi w „Il trionfo della Santa Sede”. W. Gibson, The Abbe…, s. 251

[19]  J. McManners, Church and State in France 1870-1914, London 1972, s. 42; Cyt. za: G. Kucharczyk, Kielnią i cyrklem…, s. 64.

[20]  F. Nielsen, The history…, t. II, s. 89. Warto również wspomnieć, że wycofał się przed nim – już ostatecznie – duch Port-Royal i jansenizmu.

[21]  Lamennais w jednym ze swoich listów z kwietnia 1834 roku stwierdza, że utwór ten „został ukończony prawie rok temu”, a więc w pierwszej połowie 1833 roku, gdy autor deklarował, że nikt bardziej niż on „nie podporządkowuje się z głębi serca i bez zastrzeżeń decyzji, które pochodzą lub będą pochodzić od Stolicy Apostolskiej.” P. N. Stearns, Ksiądz…, s. 210. Również w: W. Gibson, The Abbe…, s. 258.

[22]  O. Chadwick, A History…, s. 27.

[23]  W. Gibson, The Abbe…, s. 254. O szczerości tej deklaracji niech świadczą słowa skierowane do Montalemberta, z 1 stycznia 1834 roku: „Byłem zdecydowany podpisać, nie tylko to czego oni ode mnie oczekiwali, ale również wszystko bez wyjątku, co mogli zasugerować, nawet gdyby to była deklaracja, że papież jest Bogiem.” Ibid.

[24]  O. Chadwick, A History…, s. 28.

[25]  H. Laski, Authority…, s. 255.

[26]  O. Chadwick, A History…, s. 29.

[27]  Correspondance inédite entre Lamennais et le Baron de Vitrolles, Paris 1886, s. 248; Cyt. za: H. Laski, Authority…, s. 255; Więcej określeń wymienionych przez Vitrolles’a zob. w: W. Gibson, The Abbe…, s. 267-268.

[28]  H. Laski, Authority…, s. 256.

[29]  Ibid., s. 256-257.

[30]  A. Sikora, Lamennais…, s. 77.

[31]  Co ciekawe, mimo, że Lamennais uważa obydwie władze za pochodzące z „podszeptu Węża” wzywa do „obalenia” tylko tej politycznej. Mimo, ze krytykuje stosunki kapitalistyczne, staje w obronie własności prywatnej konstatując, że nie sposób „czyniąc ludzi ubogimi, zmniejszyć liczbę ubogich.” H. F. R. de Lamennais, Słowa wierzącego, w: id., Wybór…, s. 138-140.

[32]  Ibid., s. 159. Lamennais dowodzi również, że ludzie będą wolni i równi jedynie wtedy, kiedy sami będą wybierać tych, którzy decydują o ich „majątku, przemyśle, pracy”, którzy każą „robić to, a nie robić tamtego.” Ibid., s. 161.

[33]  O. Chadwick, A History…, s. 30.

[34]  H. F. R. de Lamennais, Słowa…, s. 143.

[35]  Ibid., s. 147.

[36]  Wystarczy wspomnieć, że np. słynny kompozytor, Franciszek Liszt deklarował, że dopiero po przeczytaniu tego dzieła zaczął poważnie zastanawiać się nad kapłaństwem. Niższe święcenia otrzymał w 1865 roku z rąk samego Piusa IX. S. Babuchowski, Hulaka w habicie, w: Gość Niedzielny, nr 41 (2011), s. 56-57.

[37]  M. Żywczyński, Geneza i następstwa…, s. 56.

[38]  Ibid., s. 56.

[39]  O. Chadwick, A History…, s. 29.

[40]  Ten i poprzednie cytaty za: Ibid., s. 29.

[41]  Ibid.., s. 30.

[42]  Polskie wydanie „Słów wierzącego” – z którego korzystałem – ma 82 strony.

[43]  Nie było więc tak jak donosi Adam Sikora twierdząc, że przez wydanie encykliki Lamennais „zostaje praktycznie odłączony od katolickiej społeczności.” A. Sikora, Lamennais…, s. 80. Na księdza, jak zaznaczyliśmy wcześniej, nie zostały nałożone żadne kary – nie zakazano mu nawet głosić kazań. Co zresztą w jego przypadku byłoby bezcelowe gdyż Lamennais jeszcze przed rozwiązaniem sporu zaprzestał odprawiać Mszę Świętą. Zapewnienia o modlitwie za księdza wyrażał Grzegorz XVI także później, np. jeszcze w 1836 roku mówił o tym Montalembertowi. E. E. Y. Hale, Pio Nono…, s. 47. Również Pius IX, za pośrednictwem o. Ventury, zapewniał go o swoim błogosławieństwie i oczekiwaniu na moment, gdy będzie mógł go objąć. Ibid., s. 47-48.

[44]  Ten i poprzednie cytaty za: Grzegorz XVI, Singulari Nos, za: http://www.ewtn.com/library/encyc/g16singu.htm [dostęp dnia 2.05.2011 r.]

[45]  Jak zauważa Adam Sikora jego zwolennicy należący do stanu kapłańskiego tym razem zostali postawieni przed koniecznością wyboru „pomiędzy wiernością nauczycielowi a podporządkowaniem się autorytetowi kościoła.” Inaczej sprawa wyglądała w przypadku, świeckiego, Montalemberta. Ten jeszcze przez jakiś czas utrzymywał kontakty z bretońskim księdzem. A. Sikora, Lamennais…, s. 79-80.

[46]  Ibid., s. 79.

[47]  Ibid., s. 79. Sam Gerbet przebył zresztą najdłuższą „drogą” spośród uczniów Lamennais`go. Wyszedłszy ze szkoły La Chênaie zakończył swoją podróż jako prekursor „Syllabusa błędów”.

[48]  H. Wodzicki, Odnowiciel…, s. 432.

[49]  Na temat lat działalności Lamennnais`go, które nastąpiły po jego zerwaniu z Kościołem zob. m.in. w: A. Sikora, Lamennais…, s. 79.

[50]  P. N. Stearns, Ksiądz…, s. 7.

[51]  Co wydaje się stanowić przekonanie większości badaczy myśli francuskiego księdza. Przekonanie, jak nam się wydaje, błędne. Kościół nigdy – nawet w okresie największych prześladowań komunistycznych – nie przejął agresywnej, antyrządowej retoryki „l`Avenir”, nigdy nie zrewidował swojego nauczania dotyczącego konieczności posłuszeństwa władzy, nie zaakceptował postulatów pełnego rozdziału Kościoła od państwa i nie ogłosił pochwały niczym nieograniczonej wolności. W swojej rewolucyjnej istocie i formie poglądy ks. Lamennais były i zapewne pozostaną obce nie tylko światopoglądowi, ale nawet mentalności większości hierarchów Kościoła katolickiego.

[52]  Ibid., s. 8.

[53]  Wyjątkiem był tu biskup krakowski, Karol Skórkowski, który nie tylko gorliwie wsparł bunt, ale próbował mu również nadać charakter powstania w obronie religii. Szerzej na temat postawy biskupów wobec powstania zob. w: M. Żywczyński, Geneza i następstwa…, s. 125-140.

[54]  Ibid., s. 125-127. Innymi – bardziej drastycznymi – przykładami tego jak powstańcy obchodzili się z członkami polskiej elity, którzy nie wyrazili zgody na udział lub poparcie powstania był sposób w jaki potraktowano kawalerów Orderu Virtuti Militari, generałów: Stanisława Trębickiego, Józefa Nowickiego i Maurycego Haukego. Wszyscy trzej zostali zamordowani na ulicy próbując namówić podchorążych do powrotu do koszar. Ten ostatni został zabity w obecności żony i dzieci.

[55]  Ibid., s. 144-146. Jeden z pijarów – ks. Aleksander Pułaski – był nawet wiceprezesem Towarzystwa.

[56]  Ibid., s. 147-150.

[57]  Ibid., s. 140-144.

[58]  Szczególny przykład żarliwości na tym polu – od której później przyszło mu się odżegnywać – dał biskup krakowski, Karol Skórkowski, który za swoją działalność rewolucyjną został, po stłumieniu powstania, na wniosek władzy carskiej, zmuszony przez osobistą interwencję papieża do opuszczenia swojej diecezji. Na ten temat zob. w: Ibid., s. 214-233.

[59]  Ibid., s. 87.

[60]  Ibid., s. 90-91.

[61]  Ibid., s. 91-93.

[62]  W zakończeniu adresu powstańcy wzywają papieża, aby „uznając prawowitość wysuniętych racji, pobłogosławił broń, podniesioną w obronie wolności i religii.” Ibid., s. 111.

[63]  Ibid., s. 118-120.

[64]  Dziennik Praw Królestwa Polskiego, 1832, t. XIV, nr. 54-55, s. 181. Cały Status zob. w: Ibid., s. 173-249.

[65]  Nie wszystkie dokumenty wydane przez papieży są ich autorstwa. Często ograniczali się oni jedynie do wprowadzenia poprawek w tekstach przygotowanych przez kurialistów lub wyznaczonych do tego teologów. Na temat problemów w ustaleniu autorstwa tekstu zob. w: M. Żywczyński, Geneza i następstwa…, s. 168.

[66]  Na temat kontrowersji dotyczącej wspominanego wcześniej „nanoszenia poprawek” w dokumencie przez posła rosyjskiego zob. w: Ibid., s. 168-170.

[67]  Cytaty za: Grzegorz XVI, Cum Primum, za: http://www.nonpossumus.pl/encykliki/Grzegorz_XVI/cum_primum/ [dostęp dnia 30.05.2011 r.]

[68]  M. Żywczyński, Geneza i następstwa…, s. 267-268.

[69]  Jest to, co prawda, jeden z nielicznych dokumentów w których papież używa wyrazu „wolność” nadając mu pozytywne znaczenie i jest to wypowiedź, która dotyczy przede wszystkim wolności religijnej, ale sam fakt, że tak się dzieje wskazuje na umiejętność dostosowania języka do sytuacji oraz różnicę w pojmowaniu wolności przez Kościół i liberałów. Warto wspomnieć, że w encyklice „Mirari vos”, która bezpośrednio dotyczy liberalnych zasad i postulatów, wyraz „wolność” mimo, że wymieniony dziesięciokrotnie, ani raz nie ma pozytywnego wydźwięku – jest za to okraszany takimi określeniami jak „odstręczająca”, „wyuzdana”, „szalona”, „sromotna”. Natomiast w encyklice „Commissum Divinitus” możliwość wyznawania wiary i postępowania według niej nazwana jest „wolnością ewangeliczną”, co dobrze koresponduje z definicją wolności przedstawioną przez Leona XIII w encyklice „Libertas”.

[70]  Więcej na temat stosunków państwa i Kościoła na terenie Szwajcarii zob. w: W. Krynicki, Dzieje…, t. II, s. 583-585; Z. Zieliński, Papiestwo…, s. 176-177; O. Chadwick, A History…, s. 44-46.

[71]  Cytat za: Grzegorz XVI, Commissum divinitus, za: http://www.papalencyclicals.net/Greg16/g16commi.htm [dostęp dnia 01.06.2011 r.]

[72]  Warto zwrócić też uwagę na to, że jest to pierwszy dokument w którym Stolica Apostolska posługuje się pojęciem „magisterium”, stara się go wytłumaczyć i zakreślić jego granice. Na ten temat zob. w: A. J. Figueiredo, The magisterium-theology relationship, Roma 2001, s. 8.

[73]  Ten i poprzednie cytaty za: Grzegorz XVI, In supremo apostolatus, za: http://www.papalencyclicals.net/Greg16/g16sup.htm [dostęp dnia 03.06.2011 r.]

[74]  Męczyła go róża lub rak twarzy – nie ma co do tego pewności. Aby nie narażać papieskiego skarbca na duże wydatki jakie wiązały się z każdą wizytą lekarza,  Grzegorz XVI nie tylko nie pozwalał się leczyć, ale nawet badać. Za: Monument to Gregory XVI, za: http://www.saintpetersbasilica.org/Monuments/GregoryXVI/GregoryXVI.htm [dostęp dnia 03.06.2011 r.]

[75]  Dla przykładu – w 1837 roku osobiście, krocząc z zapaloną świecą na czele procesji, prowadził ponad czterogodzinną uroczystość w czasie której niesiono ulicami Rzymu obraz „Marii z Wieczernika”, a w sierpniu 1841 roku, gdy choroba zaatakowała już jego twarz, odbył dwumiesięczną podróż po swoim kraju. Na ten temat zob. w: F. Nielsen, The history…, t. II, s. 79-80.

[76]  W czasie tych rozmów – to kolejny dowód na brak uległości Grzegorza XVI wobec despotyzmów – miał on zwrócić się do Mikołaja I słowami: „Panie! Nadchodzi dzień gdy oboje będziemy musieli stanąć przed Bogiem i złożyć mu rachunek z naszych uczynków. Ja, jako bardziej zaawansowany w latach, będę zapewne pierwszy; i nie ośmieliłbym się pokazać przed oczami mojego Sędziego, jeśli nie usiłowałbym dziś obronić religii której obronę mi powierzono, a którą Ty uciskasz. Panie! Zastanów się nad tym: Bóg stworzył królów, aby byli ojcami, a nie tyranami, dla tych, którzy im podlegają.” L. C. Farini, The Roman…, s. 139.

[77]  Z. Zieliński, Papiestwo…, s. 194.

[78]  F. Nielsen, The history…, t. II, s. 99.

Podobne...

Dodaj komentarz

Top
error: