Robert Fisk: Syryjscy chrześcijanie w cieniu śmierci

Zaledwie 15 mil od linii frontu walk z „Państwem Islamskim”, które prześladuje wyznawców chrześcijaństwa, chrześcijanie z Kamiszli zebrali się w kościele Najświętszej Marii Panny na ślubie Maleka Aissy i Ilany Hacho.


Panna młoda jest siostrą księdza, pan młody – informatykiem. Powitały ich starodawne śpiewy syriackie wykonane przez chór młodych kobiet odzianych w biel i rząd duchownych w różowych, złotych, szkarłatnych i czarnych szatach. Gdyby ktoś zapomniał, że chrześcijaństwo to religia Wschodu – nie Zachodu, ślub Maleka i Ilany natychmiast by o tym przypomniał. Były liczne błogosławieństwa, mnóstwo płonących świec i jeszcze więcej śpiewów między modlitwami.

Ale kościół był zapełniony jedynie w połowie, a z pustymi klęcznikami wiąże się tragedia. Z ośmiu tysięcy chrześcijan z Kamiszli, w mieście pozostało jedynie pięć tysięcy, a wielu z nich szykuje się do opuszczenia miasta. Winne jest IS.

Destrukcja i śmierć, które wcześniej spotkały chrześcijan Mosulu, wywołały panikę, a nawet główna droga łącząca Kamiszli i Hasakę nie jest bezpieczna. Miasto położone na północnym wschodzie Syrii otacza kordon pułków armii i lokalnych oddziałów gotowych go bronić. Ziemie na wschodzie są w rękach syryjskich Kurdów. Granica z Turcją została zamknięta a resztę okolicznych terenów kontroluje IS i inni islamiści.

Jak twierdzą sami chrześcijanie, ich eksodus z Bliskiego Wschodu zaczął się po angloamerykańskim ataku na Irak. Jak wiadomo, odpowiedzialni zań byli „narodzeni na nowo” chrześcijanie.

”Kiedy chrześcijanie musieli uciekać z Mosulu i prowincji Niniwa myśleliśmy, że to, co dzieje się w Iraku, powtórzy się tutaj, w Kamiszli” mówi ksiądz Saliba po zakończonym wieczornym ślubie. „IS zrobiło wtedy wiele rzeczy przerażających, dlatego nasi ludzie uciekają. Oczywiście, jako Kościół nie chcemy, żeby emigrowali. Ale co możemy zrobić?” Ksiądz Saliba stracił już połowę parafian.

Rodzice pana młodego zaprosili mnie na przyjęcie weselne, ale przyjechałem tu rozmawiać z księżmi. Siedzieli w salce przy kościele, już nie w kolorowych szatach, ale w czarnych sutannach, które wydawały się pasować do ich nastrojów. Wszyscy potępili IS, kilku twierdziło – jak wielu zwolenników władz syryjskich – że „Państwo Islamskie” to wytwór Ameryki stworzony do rozbijania krajów Bliskiego Wschodu.

Nie jestem do końca pewien czy wszyscy reprezentowali poglądy wiernych, choćby dlatego, że część tych, którzy uciekli szuka bezpieczeństwa w Stanach Zjednoczonych. „Nie uważamy, by IS reprezentowało islam” mówi ksiądz Saliba. „Nasze społeczeństwo jest tolerancyjne i traktowaliśmy się jak równi przez 1400 lat. Realizowany jest projekt dzielenia naszych krajów by w ich miejscu ustanowić słabe państwa, które nie będą mogły się bronić. Wszyscy wiemy, że działania te finansują państwa Półwyspu Arabskiego”.

W rozmowie kilka razy pojawiło się porównanie między ludobójstwem na Ormianach z 1915 i obecnymi cierpieniami chrześcijan, przypomnienie, że dziesiątki tysięcy chrześcijan syriackich także padło ofiarą rzezi zorganizowanych przez Turcję podczas pierwszej wojny światowej.

Wśród księży był też ksiądz Gabriel, ze zmęczonymi oczami, pociemniałą twarzą, chory od czasu kiedy uciekł z Deir Ezzor 29 lipca 2012 r. „Front al-Nusra całkowicie zniszczył nasz kościół i nasze domy”, powiedział. „Myśleliśmy, że uda nam się wrócić po dwóch tygodniach…” To samo myślało wielu Palestyńczyków wygnanych ze swych domów w 1948 r.

Inny ksiądz mówił głośno i gniewnie „Utrata chrześcijan będzie miała bardzo negatywne konsekwencje. Kraje, które zachęcają ich do emigracji wcale nie myślą o tym, co dla nich najlepsze. Chcą byśmy roztopili się w ich społeczeństwach. Orient to mozaika ludów, Zachodowi się to nie podoba. Jeśli Zachód naprawdę chce nam pomóc, niech pomoże nam tu zostać i żyć godnie. Ale dopóki będzie trwał kryzys, ludzie będą chcieli wyjechać”.

A co powiedziałby Chrystus, gdyby był świadkiem tego eksodusu i zagrożenia powodowanego przez IS? Ksiądz Saliba odpowiada natychmiast: „Powiedziałby, żeby im wybaczyć, bo nie wiedzą co czynią”. Inny ksiądz wtrąca: „Chrystus zapłakałby tak jak płakał nad Jerozolimą”.

Duchowni szacują, że w centralnej Syrii co najmniej osiemdziesięciu chrześcijan syriackich zostało zamordowanych. Znacznie więcej poległo walcząc w szeregach armii syryjskiej. Znów nawiedza nas myśl o Ormianach, których połamane kości wciąż można odnaleźć na polach wokół Kamiszli.

Ksiądz Saliba przypomina, że w czasie ludobójstwa Ormian, liczba ich zabitych była dwukrotnie wyższa od ówczesnej liczby syriackich chrześcijan. Potem powraca do problemów swojej społeczności.

”Zachód przyjmuje nas nie dlatego, że jest chrześcijański. Kraje zachodnie są świeckie. Chcą zniszczyć tutejszą społeczność chrześcijańską, bo wiedzą, że tu jesteśmy zakorzenieni. Po kilku pokoleniach społeczność syriacka w pełni wtopi się w społeczeństwa europejskie”.
„Po wydarzeniach w Mosulu Francja ogłosiła, że przyjmie chrześcijan do siebie, ale uważamy, że powinniśmy mieszkać tutaj. Nawet teraz chcemy to przekazać. Mimo mediów, nasze słowa nie są słyszane na Zachodzie. Teraz IS próbuje nas zniszczyć, żeby nie było dla nas miejsca w naszym kraju. Od początku uważaliśmy, że stanowią oni zagrożenie dla naszej obecności na Bliskim Wschodzie”.

Kościół syriacki jet głęboko zakorzeniony w Kamiszli. Połowa biskupów jego synodu pochodzi stąd i wspominają słowa Baszara Asada, które padł na spotkaniu z biskupami w Damaszku: „Gdziekolwiek się znajdziecie, Syria jest waszym domem”. Ale Asad nie powstrzyma ucieczki chrześcijan, dopóki cała wschodnia Syria nie będzie bezpieczna.

”My i Syria dzielimy wspólną nazwę” powiedział jeden z księży „To część naszego dziedzictwa.” Gdyby tylko jego słowa mogli usłyszeć ludzie, którzy zaczęli wojnę w Iraku.

Artykuł pierwotnie opublikowany na Xportal.pl
Źródło: The Independent

Podobne...

Dodaj komentarz

Top
error: