Peter O’Dwyer: Na przekór wszelkim przeciwnościom – triumf Kościoła Katolickiego w Japonii

Jeden z najbardziej niesamowitych przykładów wierności wszechczasów jest jednocześnie jednym z najbardziej zapomnianych. Jest to okoliczność dość ponura, nie tylko dlatego, że dzieje Kościoła Katolickiego w Japonii są istotne same w sobie, ale z uwagi na to, czego uczą nas o nadziei.


japanesemadonna


Chrześcijaństwo przyniósł do Japonii św. Franciszek Ksawery w połowie XVI wieku. Wysiłki podjęte w celu szerzenia wiary sprawiły, że w ciągu następnych 50 lat nawróciły się setki tysięcy Japończyków. Katolicyzm zaczął rozkwitać w Kraju Kwitnącej Wiśni. Portowe miasto Nagasaki rozwijało się prężnie jako główny ośrodek nowej wiary.

Jednakże ten złoty okres był możliwy jedynie z powodu pozostawania Japonii w stanie permanentnej, trwającej cały wiek, wojny domowej – epoki Sengoku (nazwa oznacza „okres kraju w wojnie”).  Panowie feudalni, nazywani daimyo, byli zbyt zajęci walką między sobą, by martwić się o zagrożenia zewnętrzne. Przybysze z Portugalii dostarczali wielu z nich środków i uzbrojenia. Europejczycy byli tolerowani dzięki przywożonym przez nich dobrom i najnowocześniejszej broni. Tam gdzie się udawali, przynosili też katolicyzm. Społeczności chrześcijańskie zaczęły się pojawiać wzdłuż całego archipelagu japońskiego.

Jednak szybko zaczęła się krystalizować opozycja wobec katolicyzmu. W bitwie pod Nagashino w 1575 roku europejskie muszkiety okazały się decydujące w pokonaniu daimyo Takedy Shingena i jego klanu. Bitwa ta ułatwiła dojście do władzy klanu Tokugawa, co miało się okazać katastrofą dla katolików.

Pod koniec XVI wieku okres Sengoku dobiegał końca. Zaczęło dochodzić do sporadycznych aktów przemocy wobec chrześcijan. Klan Tokugawa ostatecznie przejął władzę nad całym krajem, a jego przywódca objął urząd sioguna.

Dokonawszy zjednoczenia Japonii, siogunat Tokugawów zaczął interesować się sytuacją w regionie. W tym czasie europejskie mocarstwa zagarniały bogactwa Azji i dokonywały agresywnej kolonizacji Chin i Filipin. Obawiając się, że chrześcijaństwo stanie się narzędziem krajów zachodnich i mając w pamięci rolę, jaką odegrali Europejczycy w okresie Sengoku, rządzący Japonią zaczęli stosować represje wobec katolików.

Ponadto katolicyzm kolidował z wieloma drażliwymi dla japońskiej kultury kwestiami. Sprawy takie, jak wyobrażenie piekła i ostre potępienie homoseksualizmu (który był rozwpowszechniony w ówczesnej Japonii) wielu Japończyków uznawało za obraźliwe. Cechy te były łatwym celem dla władz, które dążyły do napiętnowania ich jako „niejapońskich”. Zdarzało się, że japońscy katolicy byli skazywani na śmierć za odmowę dokonania aktów homoseksualnych. Katolicyzm został uznany za obrazę wobec panujących tradycyjnych religii, atak przeciwko japońskim wartościom i zdradę.

W 1614 roku represje stały się oficjalną polityką władz. Wszyscy misjonarze i duchowni zostali wygnani, a wszyscy konwertyci mieli zostać zgładzeni. Każdy kapłan, który ośmieliłby się pozostać w kraju, miał zostać pozbawiony życia.

Siogunatowi udało się całkowicie złamać Kościół Katolicki w Japonii. W ciągu kilku lat wszyscy księżą zostali zamordowani lub wygnani. Pozostali w kraju chrześcijanie zostali zmuszeni zejść do podziemia. Ci, którzy zostali odkryci, byli torturowani i zabijani.

W międzyczasie, w latach trzydziestych XVII wieku Japonia zaczęła kompletnie się odgradzać od świata zewnętrznego, ucinając wszelkie kontakty z obcymi ludami. Każdy obcokrajowiec, który wylądował na japońskiej ziemi był uśmiercany. Każdy Japończyk, który opuścił kraj, nie miał prawa powrócić.

W 1644 roku ostatni ukrywający się jezuita został odnaleziony i zabity. Od tej pory japońscy katolicy byli zdani jedynie na siebie, pozbawieni kapłanów i możliwości kontaktu z Rzymem. W Japonii nastały mroczne czasy.

Nawet Imperium Rzymskiemu i potęgom muzułmańskim oraz reżimom Związku Sowieckiego i jego satelitów nie udało się się stłumić chrześcijaństwa w tak ogromnym stopniu. A dla ocalałych katolików w Japonii te pogromy było dopiero początkiem.

Każdy, kto uparcie trzymał się wiary był skazywany na śmierć. Egzekucje wykonywane przez japońskie władze były wystarczająco brutalne, by zawstydzić najbardziej okrutnych rzymskich katów. Wiele metod było zbyt makabrycznych, aby je tu opisać. Do najmniej okrutnych należało ukrzyżowanie, ścięcie, czy spalenie żywcem. Jednak wielu czekał jeszcze straszliwszy koniec po wielu dniach męczarni.

Ale tam, gdzie szerzy się grzech, łaska szerzy się tym obficiej. Okropieństwu śmierci i cierpień, jakich doświadczali męczennicy, dorównywała jedynie odwaga, jaką okazywali, gdy ich czas nadszedł. W czasie eksterminacji księży kapłani idący na spotkanie śmierci błogosławili tłumom, obiecując, że na ich miejsce przyjdą inni pasterze (ich obietnice zostały w końcu spełnione). Ci, którzy mieli zostać spaleni, całowali stosy, do których byli przywiązani, z wdzięczności za uznanie ich godnymi męczeństwa za wiarę.

Święty Paweł Miki, jedna z pierwszych ofiar prześladowań chrześcijan, wygłaszał kazanie wisząc na krzyżu, co było niesamowitym wysiłkiem, zważywszy na trudności z oddychaniem występujące przy ukrzyżowaniu.

Kościoł japoński musiał się przystosować, aby przetrwać. Zszedł do podziemia, a japońscy katolicy stali się znani jako Kakure Kirishitan – „ukryci chrześcijanie”. Jedną z pierwszych kwestii do rozwiązania było Pismo Święte, literatura religijna i teksty liturgiczne. Katolicy musieli zniszczyć jakiekolwiek dowody ich fizycznego istnienia. Biblia, liturgia i prawdy wiary musiały zostać zapamiętane i przekazywane ustnie.

Wszelkie posągi i symbole zostały tak skonstruwane, by imitować artefakty związane z buddyzmem i shinto. Rzeźby Jezusa były tworzone w taki sposób, by przypominał Buddę. Podobnie było z wizualnymi przedstawieniami Dziewicy Maryi.

Nawet liturgia była zamaskowana. Obrzędy modlitewne (nie było wówczas księży mogących odprawiać msze) zawierały powierzchowne elementy buddyjskie, zachowując katolicką treść.

Gdy trop japońskich katolików się urwał, władze zdecydowały się zmusić ich do ujawnienia. Od poddanych zaczęto wymagać dokumentu potwierdzającego przynależność do grona wyznawców religii państwowej, wystawianego przez mnichów buddyjskich.

Ponadto władze wprowadziły praktykę zwaną Fumi-e. Ludzie byli przymuszani do zdeptania wizerunku Chrystusa lub Maryi. Każdy kto odmówił, był poddawany torturom w celu zmuszenia go do wyrzeczenia się wiary. Ci, którzy się oparli mękom, byli zabijani. Katolików czekało mnóstwo odrażających sposobów uśmiercania, wliczając w to wrzucenie do aktywnego wulkanu.

Kościół trwał. Ci, którzy byli zmuszeni do Fumi-e „ochrzcili” tę praktykę i przystosowali ją jako celebrowanie miłosierdzia Chrystusa.

Prześladowania trwały z niesłabnącą siłą przez 250 lat, dopóki Japonia znowu nie otworzyła się na świat w połowie XIX wieku. Kościół japoński mógł wreszcie wyjść z cienia.

Ksiądz Bernard-Thadée Petitjean był jednym z pierwszych, którzy postawili stopę na japońskiej ziemi po ponownym otwarciu granic. Gdy przybył w 1865 roku, zaczepiła go pewna kobieta i zapytała, czy jest kapłanem od papieża w Rzymie. Zaskoczony, że wiedziała ona, kim jest kapłan, nie mówiąc już o papieżu, postanowił dowiedzieć się więcej. Gdy przekonał ją o swojej tożsamości, przedstawiła go Kościołowi podziemnemu, złaknionej duchowości, lecz wytrwałej wspólnocie, która nie widziała kapłana od dwóch i pół stulecia.

Ksiądz Petitjean odkrył, że ukrywający się katolicy japońscy dokonali jednego z najwięszych wyczynów w historii zbawienia. Zniósłszy trwającą 250 lat kampanię eksterminacji, bez opieki kleru, Japończycy zdołali przekazać wiarę przez kilkanaście pokoleń w totalnej izolacji. Ryt chrztu i kalendarz gregoriański pozostały bez zmian. Kiedy w 1867 zakaz dotyczący wyznawania chrześcijaństwa został w Japonii zniesiony, z ukrycia wyszło ponad 30 000 katolików. Obecnie około pół miliona Japończyków przynależy do Kościoła Katolickiego.

Żyjemy w bardzo mrocznych czasach, a przyszłość nie rysuje się w jasnych barwach. Ale męczennicy i ukrywający się katolicy z Japonii pokazali nam, że nawet jak nieprzyjaciele przewyższają nas liczebnie, osaczają nas i polują na nas jak na zwierzęta, pozbawiwszy nas naszych pasterzy, wiara może przetrwać.

Należy przywołać obietnicę Chrystusa:

Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. (Mt, 5,11-12)

Peter O’Dwyer


Źródło: churchmilitant.com

Podobne...

1 Odpowiedź

  1. Agata Kaczorowska napisał(a):

    Cudem tez bylo dzielo Sw Maksymiliana Kolbe, ktory przez pewien czas przebywal w Japonii i gdzie wydawal „Rycerza Niepokalanej” w wersji japonskiej, ktory przyczynil sie do licznych nawrocen. To taki nasz polski akcent

Dodaj komentarz

Top
error: