o. Heinrich Pesch SI: Życie ekonomiczne i życie w społeczeństwie

Przedmowa

Podczas I Wojny Światowej odbyło się wiele dyskusji o tym co postrzegano jako kompletne załamanie się prawa międzynarodowego. Co okazało się ewidentne w czasie trwania wojny, że ważne obszary i zasady leżące u podstaw prawa międzynarodowego były, w najlepszym przypadku, jedynie fragmentaryczne. Stało się to tym bardziej jasne, gdy pod naciskiem niebezpieczeństw, które ukazały się naprzeciwko nich, wiele państw uciekło się w praktyce do polityki, która była jawnym naruszeniem mandatu powierzonego przez prawo międzynarodowe. Jednakże, rosnąca ilość takich zachowań wywołała lub potwierdziła przekonanie pośród ekspertów, że prawo międzynarodowe, dalekie od utraty swojej istotności, miało specjalne znaczenie dla okresu przejścia od I Wojny Światowej do nowego porządku pokojowego, gdy świat zwrócił się w stronę żywotnych i ambitnych zadań o rozmiarach z jakimi nie spotkał się on najprawdopodobniej w dotychczasowej historii.

Próba wzniesienia prawa międzynarodowego do tego wyzwania musi bazować na głębszych i bardziej solidnych podstawach niż te, które dominująca filozofia prawa może dostarczyć. Powiązany z nim przymus nie może wywodzić się wyłącznie z arbitralnej woli państw, z sił tradycyjnych lub z przeważających interesów. Zamiast tego musi on być zakorzeniony w o wiele bardziej podstawowym imperatywie moralnym, w uniwersalnie uzasadnionym prawie naturalnym, które ma swoje źródło w Bogu samym. W rzeczywistości, prawo narodów może uczynić wolność oraz cywilizację żywotnymi, płodnymi, uzbrojonymi kulturalnie i wytrzymałymi, jeśli, sprzymierzywszy się z naszą najświętszą tradycją. ponownie zwiąże się bliżej z ideami i zasadami prawa i państwowości, prawdy i społeczeństwa, miłości sąsiedzkiej i pokoju między narodami – spośród których wszystkie mają swoją najlepiej ochranianą podstawę w chrześcijaństwie.

W naszych czasach wielu ludzi wyraża potrzebę, a nawet chęć, by ani chwili dłużej nie ufać obustronnym relacjom pomiędzy narodami opartym wyłącznie na sztuce mężów stanu i dyplomatów lub na wykształceniu ludzi nauki i prawa. Dlatego też istnieje dostrzegalna potrzeba, aby skierować politykę i prawo w stronę bliższej relacji ze świadomościami narodów, opinią publiczną i całością życia społecznego. Udowodnią one swoją istotność i użyteczność dla odnowy prawa międzynarodowego, gdy refleksja nad nim rozciągnie się poza wąską grupę ekspertów w stronę szerszego koła ludzi kultury. Tak więc należy mieć nadzieję, że cele polityki i prawa zaczną wyróżniać się wielką klarownością dla wszystkich tych, którzy są wezwani do współpracy w utrzymywaniu kontaktów z polityką zagraniczną tak, że będą oni zdolni do czynienia tego z poważaniem należnym etycznym, społecznym i ekonomicznym implikacjom.

Promujący takie idee Komitet Pracy dla Obrony Niemiec i Interesów Katolickich w Świecie w listopadzie 1917 roku powołał Komisję Chrześcijańskiego Prawa Międzynarodowego i przygotował serię artykułów dotyczących odbudowy porządku prawnego i pokoju między narodami. Oczywiście zakres działania Komisji nie dotyczył bezpośredniego zaangażowania w działalność związaną z konstruowaniem ówczesnych traktatów pokojowych. Jednakże, Komisja i jej prace były motywowane przekonaniem, że katolicy w innych krajach, w czasie ostatnich kilku dekad, przywiązywali większą uwagę do prawa międzynarodowego niż katolicy w Niemczech. Naturalnie, przeważające warunki istniejące w danym czasie, częściowo zaniedbane przez katolickich Niemców mogły prowadzić do jednostronnych i wielce szkodliwych konsekwencji dla samych Niemiec. Dodatkowo za ważne trzeba uznać, że naukowy wkład mający swe źródło w katolickiej kulturze zeszłych wieków, jak uznali szanowani naukowcy, przekazał ważne i często nadal niedoceniane skarby, które są potrzebne do potwierdzenia i rozwoju uniwersalnych interesów nauki i kultury.

Uznajemy to za szczególnie szczęśliwy omen dla przyszłości naszego przedsięwzięcia, że główny promotor i przyjaciel chrześcijańskiej jedności między narodami, papież Benedykt XV, 30 grudnia 1917 roku, rozciągnął swe błogosławieństwo na założenie Komisji po tym gdy został o tym zawiadomiony przez kardynała Hartmanna. Zaoferował on również swoje błogosławieństwo by zaproponowane przedsięwzięcie mogło, według jego słów, „mieć bardziej znaczące i korzystne efekty pośród obecnego chaosu międzynarodowego, gdy szczególnie pilnym jest, aby przedstawiać zasady chrześcijańskiej moralności we właściwym świetle i aby wskazywać ich wartość, ponieważ jedynie w zgodzie z nimi ludzkie prawo będzie mogło się rozwijać w trwały i ożywczy sposób.”

Komisja jest złożona z następujących osób: na czele jej prac stoi Dr. Joseph Mausbach, profesor Uniwersytetu w Münster; profesor Dr. Godehard J. Ebers jest jej sekretarzem; profesor i doradca Dr. Konrad Beyerle z Monachium; publicysta, Dr. Joseph Fronberger z Bonn; profesor Dr. Peter Klein z Königsberg i ojciec Heinrich Pesch, jezuita z Berlina.

Wprowadzenie

Czy w życiu ekonomicznym należy kierować się jakimiś moralnymi obowiązkami? Jak stwierdził Georg von Mayr, pytanie to może jawić się jako absurdalne, nie wydaje się aby był jakiekolwiek dobry powód do sugerowania, że prawa moralne nie powinny być stosowane w tak ważnym sektorze życia społecznego jakim jest aktywność ekonomiczna.

Prawa moralne mają uniwersalne uzasadnienie. Ustanawiają one porządek pośród istot ludzkich we wszystkich wolnych aktywnościach. W związku z tym są one ważne dla tego szczególnego sektora ludzkiej działalności, który jest ważny dla życia ekonomicznego.

Nie jest całkiem zbytecznym przypominać ludzkim umysłom tę prostą, oczywistą prawdę, w czasie gdy zwolennicy materialistycznego światopoglądu i krótkowzroczni wielbiciele obecnych trendów ekonomicznych spychając na bok w swoich szalonych próbach wszelkie przeszkody, które mogą stanąć na drodze możliwie najbardziej gwałtownego rozwoju, nie wahają się wykluczać istotność moralnych rozważań w życiu ekonomicznym. Nawet Sombart sugeruje, że wszelkie moralne impulsy i emanacje poczucia sprawiedliwości powinny być zgodne z potrzebami ekonomicznymi rozwijającego się porządku społecznego.

Taki pogląd zakłada, że moralność ostatecznie nie ma żadnego decydującego wpływu na kierunek w jakim postępuje rozwój i sugeruje, że społeczny porządek nie jest zakorzeniony w moralnej glebie.

Reprezentujemy odmienny punkt widzenia. Moralność jest zgodna z każdym rodzajem – bona fide – rozwojutechnicznego i ekonomicznego. Nie ogranicza ona, ani nie staje na drodze zdolności i osiągnięć produkcyjnych, które służą wspieraniu prawdziwego dobra ludzkiego. Przeciwnie, wspiera to dobro. Obecnie, stosunki ekonomiczne nie rządzą się same i nie prowadzą one jedynie do czysto technicznych oraz ekonomicznych rezultatów. Ludzka etyka i narodowa ekonomia nie są jedynie dodatkiem do świata materialnego w którym żyją i funkcjonują. Człowiek jest również ograniczony przez moralne obowiązki i musi on działać z szacunkiem należnym innym ludziom oraz wspólnocie narodowej, której on, jako osoba, jest częścią. W rzeczywistości, materialne dobro narodu jest zasadniczo uwarunkowane przez praktyczne zastosowanie praw moralnych i przez stopień moralności, który jest obecny w ekonomicznym życiu narodu.

Oto teza, którą chcemy rozwinąć na następnych stronach tej książki; warto zaznaczyć, że gdy mówimy o etyce mamy na myśli moralność chrześcijańską.

***

Jeśli nadal będziemy eliminować wszelkie ideały o wartości oraz sile etycznej, jeśli zamontujemy na ich miejsce całkowicie naturalny instynkt samouwielbienia jako siłę przewodnią ekonomii, jeśli postąpimy krok dalej i w poszukiwaniu osobistych korzyści zażądamy dla tej siły przewodniej kompletnej wolności, nie powinniśmy być zdziwieni z powodu konsekwencji. System, który opiera się na fałszywych przesłankach – taki jak system wolnej przedsiębiorczości – i który jest sprzeczny sam w sobie, gdy się go zastosuje, może jedynie prowadzić do absurdalnych konsekwencji. A czym są te absurdalne konsekwencje? Mogą być one podsumowane dwoma słowami: kapitalizm i socjalizm.” (s. 153)

Życie ekonomiczne prowadzone jest w materialnej rzeczywistości kultury i jest ono obustronnie związane z cywilizacją. Działalność ekonomiczna jest częścią składową ludzkiego życia i społeczno-politycznego życia wspólnoty. Ważnym jest, żeby na początku podkreślić, jak istotną jest moralność chrześcijańska dla rozwoju kulturalnego, dla właściwego uformowania tych warunków cywilnej, politycznej oraz społecznej doskonałości, które zazwyczaj przypisujemy cywilizacji i dla pełnego rozwoju oraz uporządkowania całości życia społecznego.

Mimo że rzeczywiście dla m.in. Schleiermachera i Zieglera szaleństwem było uznawać osiąganie przez ludzi doczesnego dobrobytu za „najwyższe dobro” oraz za stały dowód kulturalnego rozwoju rasy ludzkiej to i tak prawdą jest, że rozwój kultury i cywilizacji jest, de facto, uznawany przez chrześcijan za wielkie dobro – którego pragnie [dla nas – T.P.] Bóg, więc zwiększanie jej zasięgu i dzielenie się kulturą przez ludzi między sobą pozostaje uzasadnionym zadaniem ludzkiej rasy w czasie jej podróży z biegiem historii. W końcu nie mówimy o niczym innym tylko o ostatecznej manifestacji boskiego obrazu, który odbija się w ludzkiej naturze i o udziale w boskiej dominacji nad światem natury. Gdy to panowanie jest zabezpieczone i afirmowane w zgodzie z mandatem prawa moralnego, powoduje to, że najwyższe cele człowieka i ludzkości również stają się osiągalne.

Ideą, która stała się najwyraźniejszym rezultatem wpływu chrześcijańskiej moralności na bieg historii, nawet jeśli czasem traci się to z pola widzenia, jest pojęcie prawdziwej natury człowieka – koncepcja ludzkości.

To dzięki właściwej opiece, właściwemu kultywowaniu i wewnętrznemu uporządkowaniu swojej własnej natury, swoich intelektualnych możliwości i swojej woli, przez kontrolowanie swoich podstawowych instynktów i emocji oraz podporządkowanie ich rozumowi i sumieniu, a także przez skierowanie ich w stronę właściwego obiektu i udoskonalanie ich, człowiek staje się ludzką istotą we właściwym i pełnym rozumieniu tego słowa. W ten sposób podnosi się on z poziomu zwierzęcia – poziomu w którym tonie za każdym razem, gdy traci z pola widzenia swoje moralne obowiązki i przez to również wyjątkową godność swojej natury – i jest w stanie wchodzić w społeczne relacje z innymi istotami ludzkimi.

W świecie w którym ludzka jednostka czuje się zagubiona, niezależnie od tego czy akurat jest pracownikiem, czy przedsiębiorcą, kierowanym, czy kierującym, wolnym człowiekiem, czy niewolnikiem, chrześcijańska moralność w jednym i tym samym czasie chroni nie tylko tę jednostkę, ale także jej własną, osobliwą wartość. Pojęcie osobowości i praw podmiotowych jest bezpośrednio związana z właściwymi człowiekowi, indywidualnymi celami, a w szczególności z wyższymi celami ludzkiej egzystencji. W związku z jej ostatecznym celem – wiecznym przeznaczeniem, które jest zasadą wykraczającą poza wszelką historyczną ewolucję – ludzka istota, inaczej niż to co należy do zewnętrznego świat w którym żyje, pozostaje autonomiczna. A zatem nie może ona stać się zwykłym przedmiotem służącym jakiejś ziemskiej władzy. Bez utraty swojej indywidualności, człowiek działa i stara się osiągnąć swoje cele w ramach społeczeństwa. Tam odnajduje on siebie samego pracując pośród innych ludzkich istot, które roszczą sobie pretensje do tych samych praw z racji identycznych celów. Tak jak on, one również mają prawo do środków niezbędnych do zaspokojenia potrzeb życiowych, prawo do funkcjonowania, do rozwijania się i do osiągania przeznaczenia zarówno ziemskiego, jak i wiecznego. Moralny porządek wskazuje sposób w jaki jednostki i narody muszą się zachowywać w relacjach z innymi, wskazuje wzór prawdziwego zachowania rodzaju ludzkiego. Porządek moralny ustanawia również ograniczenia dla wszelkiej arbitralności w wyborze specyficznych środków i celów. Powszechna ludzka solidarność jednoczy wszystko co samo nazywa się człowiekiem, stawia obok siebie pracownika oraz pracodawcę i ochrania czarnych w koloniach od stłamszenia i wykorzystania. Jest w tym prawo; jest też rodzaj sprawiedliwości, która wykracza poza granice pojedynczego państwa; i wiąże to wszystko wielkie prawo chrześcijańskiego miłosierdzia. Nawet samotny wędrowiec na pustyni, przez to, że jest ludzką istotą, zachowuje swoje prawa, swoje roszczenie do udzielenia mu pomocy, którego nikt nie może pogwałcić bez poniesienia moralnej winy. Wszystkie jednostki, włączając w to tak te z Judei, jak i z Samarii, a także wszyscy Ci, którzy okazali taką wrogość do nas, Niemców – Rosjanie, Anglicy, Francuzi i Amerykanie – wszyscy oni pozostają dziećmi wielkiej rodziny Bożej. Gdy odmawiamy modlitwę Ojcze Nasz, prosimy, aby oni także otrzymali swój chleb powszedni, aby odpuszczono im ich winy; co więcej, nie możemy spodziewać się wybaczenia nam grzechów, dopóki nie jesteśmy gotowi przebaczyć winnym wobec nas.

Ta jedność ludzkiej rasy nigdzie nie odnajduje bardziej klarownego wyrażenia niż w życiu Kościoła Chrystusowego. Tam, Ci wysocy i niscy posiadają to samo pochodzenie, te same cele, tego samego Ojca w Niebie, tego samego Zbawiciela i ten sam naturalny oraz nadnaturalny status dziecka Bożego. Gdy najbiedniejsi z biednych przychodzą do świątyni Bożej, rozpoznają oni, że są w domu. W Ems, przez pewien czas, król Saksonii starał się klękać pośród zwykłych robotników przed tą samą balaską i przyjmował tego samego Zbawiciela z rąk tego samego księdza. Gdy przebywałem w Berlinie służyłem ostatnią posługą dla podróżnego krawca. Ministrant, który mi asystował był potomkiem szlachetnego, książęcego rodu. Czy nadzwyczajnym jest dla córek książęcych oferować swoje życie na służbę chorych i biednych? Faktem jest, że franciszkanki ścierające pot z czoła umierającego robotnika robią dla niego więcej i więcej mu oferują niż socjalistyczni agitatorzy, którzy obiecując mu przyszłe Eldorado kradną w tym samym czasie jego wiarę i pokój duszy. Jeszcze w kwestii faktów, Kościół Chrystusowy jest Kościołem wszystkich ludzi, nie jest jedynie Kościołem dla bogatych i dla silnych; nie jest kościołem klasy, ani kasty. On już dawno temu, we właściwy sposób, w zgodzie ze swoją własną konstytucją, zrealizował to co starają się osiągnąć socjaliści: zniesienie różnic klasowych. To w Kościele, gdzie panuje duch rządów Chrystusowych, wszystkich obejmuje ta sama miłość; jest tam nawet szczególna miłość dla małych i biednych ludzi, którym ewangelię głoszono najpierw. Nie jest też Kościół Chrystusowy kościołem narodowym, ale światowym, jest kościołem wszystkich narodów, które obejmuje cała rasa ludzka. Dla szczerych chrześcijan, obcy nie są jakiegoś rodzaju wrogami lub barbarzyńcami. Jest on ich przyjacielem i bratem.

Theodore Meyer powiedział, że tym co stanowi wszechobejmującą naturalną więź braterstwa jest wspólnota szlachetności, która pochodzi z rąk Boga, wspólnota tych, którzy dzielą to samo nadnaturalne przeznaczenie, wspólnota uczestniczących w tej samej ludzkiej pielgrzymce, w stronę tego samego celu, którzy dzielą z tymi, których to dotyczy potrzebę pomocy, zagrożenia, batalie, nadzieje i radości. Oto co stanowi – w świadomości człowieka – uniwersalne ramy moralne ludzkiego społeczeństwa. Gdziekolwiek te etyczne więzi wszechobejmującego ludzkiego miłosierdzia tracą znaczenie, całkowicie egoistyczne interesy prywatne nieuchronnie wysuwają się na pierwszy plan i zaczynają dominować. Nienawiść, zazdrość i brutalna siła stają się siłami napędowymi określającymi drogę rozwoju społeczeństwa. Taki dokładnie był stan pogańskiego świata będący następstwem utraty bożej łaski. Bóg jest jedynym możliwym punktem centralnym w społeczeństwie dla wszystkich narodów i czasów. Czy jednak nowe pogaństwo – grzeszne odejście od Pana Boga w naszych czasach, które odzwierciedla straszliwa Wojna Światowa – nie doprowadziło do tego samego stanu rzeczy [jak w świecie pogańskim – T.P.]? Co powiedziałby Jezus Chrystus na temat tej manifestacji woli, którą okazały narody w celu zniszczenia innych narodów?

Jednostki nie są jedynie rozproszonymi atomami. Kantowskie zrównanie „Ja” i „świata” nie może doprowadzić nas do moralnie prawidłowej relacji jednostki ze społeczeństwem w którym żyje. Człowiek może się spełniać i tego potrzebuje. A zatem, na przykład, z posiadania daru języka i z pragnienia wchodzenia w relacje społeczne wynika, że człowiek jest z natury istotą społeczną. Przychodzi na ten świat jako członek swojej rodziny, swojego plemienia, swojego klanu i swojej narodowej wspólnoty. Zyskuje on na tym, że jest członkiem wspólnoty, która nie tłumi jego indywidualności. Ale musi on również dostosować się do społeczeństwa, a nawet podporządkować się mu jako wyższej oraz determinującej wspólnocie i musi służyć celom tej wspólnoty oraz dobru tych, którzy są z nim połączeni w jej życiu. Z tym pojęciem obowiązkowej służby związana jest chrześcijańska koncepcja zajęcia lub funkcji w społeczeństwie. Etyczna osobowość jednostki ludzkiej wzrasta przez wypełnianie jej funkcjonalnych obowiązków i bez poświęcenia się funkcji lub zawodowi cnotliwe życie staje się niemożliwe. Tak więc chrześcijańska etyka nie rozwija osoby ludzkiej jedynie dla wyższego świata w przyszłym życiu, ale również – w bardzo specyficznym sensie – dla współdziałania w zadaniach, które stoją przed nami tutaj, na ziemi. Jak odnotował F.W. Foerster zmienia to jednostkę odśrodkową w jednostkę dośrodkową i w najskrytszym jej zakamarku pozwala się narodzić takiemu życiu, które wykracza poza zwykłą indywidualność, żeby uczynić możliwym przetrwanie i wsparcie dla życia we wspólnocie z innymi jednostkami ludzkimi.

Prawdziwą komórką ludzkiego społeczeństwa jest rodzina. Jak powiedział A.M. Weiss, to w rodzinie religijność musi odnaleźć swój najgłębszy i niemożliwy do wyrwania korzeń, w innym wypadku nigdy nie będzie się dobrze rozwijać. To tam znajdują się pierwsze i najmocniej chronione podstawy Wiary, posłuszeństwa, szacunku dla autorytetu, poświęcenia dla dobra wspólnego – cztery podstawy społecznej struktury. To również tam rozwijają się ziarna uzasadnionego zmysłu zachowawczego, który szanuje obyczaje, tradycje i formy osłon ochronnych dla cech, osobliwości i zwyczajów ras, plemion oraz narodów. Tutaj posiadanie własności, tradycyjne zachowania zawodowe oraz umiarkowanie w nabywaniu rzeczy odnajdują swoje zabezpieczenie i ochronę. Tutaj również uformowano odnawiające się więzi międzyludzkie, które są de facto więziami najsilniejszymi ze wszystkich – więzy krwi. Tutaj ludzie jednoczą się, a osoby, których ścieżki w innym przypadku podążałyby w różnych kierunkach są powiązane ze sobą przez przyjacielskie i wspólnotowe interesy. Jedynie tam gdzie rodzina została ustanowiona w sposób chroniony i uporządkowany możemy się spodziewać, że pokój społeczny zostanie zapewniony.

Pierwotnie punkt centralny życia ekonomicznego mógł być odnaleziony w gospodarce krajowej, która – jako samowystarczalna jednostka ekonomiczna – służyła bezpośrednio zaspokajaniu potrzeb i wymagań rodziny. Następnie, gdy wymiana ekonomiczna stopniowo rozprzestrzeniła się, stała się regułą i osiągnęła konieczną stabilizację, stara jedność między producentem i konsumentem generalnie znikała coraz bardziej. Człowiek naszych czasów poszukuje zarobków przeważnie poza gospodarstwem domowym. Kobiety i dzieci nie są, z reguły, zaangażowane w działalność ekonomiczną, ale zdarza się, że i one pracują poza tym gospodarstwem. W rodzinach, w których nadal prowadzi się pracę zarobkową w gospodarstwie domowym, jak w przypadku małych przedsiębiorstw klasy średniej i gospodarstw rolnych, uprzednio znacząca ekonomiczna rola rodziny została zachowana w większym stopniu. W innych przypadkach, w gospodarstwach domowych, ma miejsce jedynie konsumpcja. Ojciec i syn zasiadają przy stole domowym aby skonsumować to, co matka przed nimi położyła. Pewne produkty odzieżowe i inne dobra tekstylne zapewne mogłyby być nadal wykonywane w domu i często ich czyszczenie i reperowanie nadal odbywa się w domu. W rzeczywistości nawet gospodarstwo, w którym ograniczono się do konsumpcji, obecnie jest zagrożone tym, że zostanie opuszczone. Wiele spośród czynności, które do tej pory były wykonywane w domu, jak np. pieczenie, pranie, ubój, obecnie również są wykonywane poza nim. Ale czy to oznacza, że rodzinie jest pisane być zniesioną całkowicie i odstawioną na bok przez taką kulturalną rekonstrukcję pola gospodarczej działalności tej rodziny? Z drugiej strony: istnieje wystarczająco wiele ważnych zadań pozostawionych rodzinie, które mogą być wykonywane o wiele lepiej w sytuacji, gdy ekonomiczne obciążenia są znoszone. Schmoller (6) powiedział, że Ci, którzy wysłaliby każdą głodną osobę do jadłodajni, każdą kobietę w ciąży do kliniki, każde dziecko – od urodzenia do pełnej dorosłości – do kolejnych instytucji edukacyjnych, po prostu odniósłby sukces w zmianie społeczeństwa w agregat egoistycznych włóczęg, których neurotyczność i napięcia dostarczyłyby nadwyżkę kandydatów dla szpitali psychiatrycznych. Ludzie w naszych czasach stają się coraz bardziej mobilni, coraz bardziej istotnym jest zabezpieczenie więzi miłości, które są wyłączne dla rodziny, które wymagają zaufania i szacunku dostarczanego jedynie przez nią. Przyszłość narodów i prawdziwą emancypację kobiet można odnaleźć nie w zniszczeniu domu rodzinnego i krajowej gospodarki, ale w ich właściwej restauracji.

Ale czy restauracja życia rodzinnego jest możliwa tam, gdzie dominuje moralna degradacja, gdzie współżycie seksualne staje się celem samym w sobie, gdzie za miłość uznaje się raczej namiętność, niż prawdziwe, szczere uczucie oparte na wzajemnym szacunku, powiązane z poczuciem odpowiedzialności i wiernością obojga małżonków, wspólnie poświęcających się wychowaniu dzieci? Nie było pozbawionym sporej dawki ekstrawaganckiej fantazji to, że Engels i Bebel próbowali nauczyć biednych robotników, że kobieta w czasach prymitywnych posiadała wolność seksualną i ekonomiczną, że wraz ze zniknięciem praw macierzyńskich staną się one własnością mężczyzn. Pewnym jest, że matki w wielkich metropoliach i miastach przemysłowych obecnie nie cieszą się takimi prawami, jakie właściwe są życiu towarzyskiemu zgodnemu z chrześcijańską etyką. Zamiast tego służą one jako narzędzia zaspokajające pożądania, jako niewolnice mężczyzn. Bez matczynej miłości, bez miłości między małżonkami, życie małżeńskie jest, tak jak rzekomo było w prymitywnych czasach, często jedynie zwykłą, krótką przerwą w seksualnej i ekonomicznej wolności, a nawet czymś od tego gorszym! Każdy kto obserwuje życie w naszych miastach i metropoliach dobrze wie, że tym, co konstytuuje szerzące się zagrożenia dla podstaw naszej kultury, jest destrukcja chrześcijańskiego życia rodzinnego. Nikt lepiej nie dochodzi do rozpoznania i zrozumienia wartości chrześcijańskiej rodziny niż kapłan w jednej z wielkich instytucji pomocy społecznej działającej w naszej metropolii.

Zadanie restauracji życia rodzinnego wzywa również do regulacji relacji między sługą, a tym który go zatrudnia. Wszelkie wysiłki zmierzające do rozwiązania tego problemu będą próżne dopóki działalność usługowa ponownie nie zacznie być uznawana za zaszczytny zawód o stosownym statusie. Cesarzowa Austrii ukazuje nam piękny przykład takiego szacunku, ona, która sama nosi imię służki, świętej Zyty. To kwestia wielkiej wagi, że służba staje się integralną częścią konkretnej rodziny. Nie można wynagradzać służby jedynie pieniędzmi. Należy się również nauczyć jak traktować ją właściwie, by złagodzić ciężar, który podąża za podporządkowaniem, przez szacunek i miłość, przez pewnego rodzaju rodzinną troskę i psychiczną rekompensatę w zgodzie z moralną odpowiedzialnością. Roscher powiedział, że ideał można odnaleźć tam, gdzie służba domowa jest zaangażowana, gdzie mieści się oraz staje się częścią struktury rodzinnej i gdzie szacunek okazują sobie zarówno panowie jak i słudzy. Oznacza to faktycznie, że musi tam panować, z jednej strony, życzliwość i, z drugiej, oddanie, a z obydwu lojalność zgodna z bezinteresowną troską o obecne i przyszłe interesy innej grupy tamquam sua [z łac. „jakby byli jedno” – T.P.], a w szczególności troska o wieczne dobro każdej z grup.

Artykuł pierwotnie opublikowany na Xportal.pl

Podobne...

Dodaj komentarz

Top
error: