Łukasz Kobeszko: Małżeństwo coraz mniej święte?

Rozumienie sakramentów w Kościele katolickim przechodzi stopniową, ale zauważalną ewolucję, w której coraz bardziej pomija się ich czynniki nadprzyrodzone i transcendentalne na rzecz wyraźniejszego podkreślania aspektów naturalnych, materialnych i typowo przypadłościowych.


250px-Wedding_rings1


Ogłoszony 8 września br. w przypadającą w kalendarzu gregoriańskim uroczystość Narodzenia Matki Bożej papieski List apostolski w formie motu proprio „Mitis et misericors Iesus” („Jezus łagodny i miłosierny”) jest w polskich, ale i zagranicznych mediach komentowany niemal wyłącznie w perspektywie prawno-kanonicznej, niezależnie od pozytywnej bądź negatywnej opinii wyrażanej przez komentujących. Zasadniczo trudno się temu dziwić, bowiem liczący kilkanaście stron dokument ma głównie charakter techniczno-prawny. Najważniejsze rozwiązania praktycznie wynikające z motu proprio papieża Franciszka dość pobieżnie opisał Juliusz Galkowski na portalu Rebelya.pl. Autor słusznie zwrócił uwagę na centralne novum dokumentu: skrócenie i uproszczenie procesu kanonicznego stwierdzającego nieważność sakramentu małżeństwa poprzez likwidację obligatoryjnego w przypadku pierwszego stwierdzenia nieważności, ponownego rozstrzygania sprawy przez sąd II instancji.

Szukając horyzontu nadprzyrodzonego.

Myślę jednak, że w refleksji nad „Mitis et misericors Iesus” warto pokusić się o dużo szerszą perspektywę. Jednym słowem – wykroczyć poza płytkie w swojej istocie rozważania prawno-kanoniczne, łatwo redukowalne w perspektywie oczywistego stwierdzenia, że łacińskie prawo kanonicznie, podobnie jak kobiety, jest zmienne i ulegało, a pewnie ulegać będzie nadal rozmaitym transformacjom. Sama dyskusja nad sensownością zniesienia obowiązku ponownego rozpatrzenia sprawy przez sądy kościelne II instancji też będzie dość przewidywalna. Nie koncentrując się zbytnio na tym aspekcie problemu, warto tylko nadmienić, iż zdrowy rozsądek i ludzka intuicja podpowiadałyby, że każde uproszczenie procedur sądowych przy ogłaszaniu wyroków w tak istotnej materii może nieść ze sobą zwiększenie, a nie zniwelowanie niebezpieczeństwa pomyłek, niedokładności, stronniczego przebiegu procesu itp. Dużo istotniejsza jest jednak kwestia, że papieski dokument w tak ważnej sprawie, bo dotyczącej przecież jednego z siedmiu sakramentów Kościoła, ma tak ubogie i minimalne podbudowanie teologiczne, zmieszczone przez Franciszka na niespełna trzech początkowych stronach motu proprio.

najnowsze motu proprio papieża rzymskiego nie zawiera zbyt wiele odniesień do wielowiekowego nauczania Kościoła na temat małżeństwa, sformułowanego chociażby w czasach pierwszych siedmiu soborów powszechnych

W tym sensie, tekst „Mitis et misericors Iesus” powiela niestety mankament ubiegłorocznego nieformalnego „Relatio” opublikowanego nieoczekiwanie w samym środku obrad III Nadzwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów przebiegającego pod hasłem „Wyzwania duszpasterskie dla rodziny w kontekście nowej ewangelizacji” (kolejna odsłona Synodu odbędzie się w październiku br.). Podobnie jak tamten dokument, najnowsze motu proprio papieża rzymskiego nie zawiera zbyt wiele odniesień do wielowiekowego nauczania Kościoła na temat małżeństwa, sformułowanego chociażby w czasach pierwszych siedmiu soborów powszechnych. W przypisach do „Mitis et misericors Iesus” widnieją jedynie teksty Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium” Soboru Watykańskiego II, konstytucji apostolskiej „Sacri canones” Jana Pawła II z 1990 roku oraz adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium” Franciszka, ogłoszonej przed prawie dwoma laty. Fakt, że w dokumencie dotyczącym materii sakramentu, a więc „widzialnego znaku niewidzialnej łaski”, „mocy, która wychodzi z zawsze żywego i ożywiającego Ciała Chrystusa” oraz „działania Ducha Świętego urzeczywistnianego w Jego Ciele, którym jest Kościół” (por. Katechizm Kościoła Katolickiego 1116), czy w końcu, podstawowego kanału, którym przekazywana jest człowiekowi nieopisywalna Boża łaska, moc i energia służąca uświęceniu nie znajdują się istotne wzmianki o nadprzyrodzonym pochodzeniu sakramentu małżeństwa i wspólnocie związanych nim osób przypieczętowanej wspólnotą eucharystyczną – wspólnym spożywaniem Ciała i Krwi Pańskiej, musi bardzo niepokoić.

Sakramenty coraz mniej święte?

Prowadzi to do mało optymistycznego wniosku, że rozumienie sakramentów w Kościele katolickim przechodzi stopniową, ale zauważalną ewolucję, w której coraz bardziej pomija się ich czynniki nadprzyrodzone i transcendentalne na rzecz wyraźniejszego podkreślania aspektów naturalnych, materialnych i typowo przypadłościowych. Taki proces dobrze widoczny jest w dokumentach niektórych episkopatów lokalnych dotyczących liturgii – najważniejszej przecież i głównej czynności Kościoła, gdzie traktowana jest ona niemal wyłącznie poprzez pryzmat stricte biurokratycznych przepisów i uregulowań. Prowadzi to do dość oczywistego wniosku, że sakramenty zaczynają być postrzegane przez pryzmat jurydyczno-socjologiczny, jako jedna ze zwyczajnych, codziennych i typowo ludzkich czynności. Trudno się wówczas dziwić, że ów negatywny proces, który roboczo można byłoby nazwać mianem laicyzacji eklezjalnego sacrum znajduje swoje odbicie w typowo roszczeniowych postawach wiernych, traktujących sakramenty jako swoiste „pakiety usług religijnych”, oferowane wszystkim chętnym przez parafie, niekiedy nawet w specjalnych „promocjach”.

sakramenty zaczynają być postrzegane przez pryzmat jurydyczno-socjologiczny, jako jedna ze zwyczajnych, codziennych i typowo ludzkich czynności

O ile podczas lektury ubiegłorocznego synodalnego „Relatio” można było odnieść wrażenie, że biskupi Kościoła katolickiego są grupą socjologów, dziennikarzy i publicystów popularnych tygodników opinii, serwujących odbiorcom dość oczywiste rozważania o postępującej sekularyzacji, atomizacji społecznej, deficycie postaw odpowiedzialności i altruizmu u młodego pokolenia chrześcijan oraz trudnych warunkach finansowo-bytowych, w których znajdują się współczesne rodziny, to po zapoznaniu się z treścią motu proprio „Mitis et misericors Iesus” przekonujemy się, że perspektywa sakramentu małżeństwa to głównie obszar mniej lub bardziej skomplikowanych uregulowań jurydycznych, mogących być w dowolny sposób modyfikowanych i interpretowanych. Być może wniosek zabrzmi dość radykalnie, ale wręcz ciśnie się na usta pytanie: gdzie jest w tym wszystkim Bóg? O ile wczesnochrześcijańska, grecka teologia zasadniczo bała się prowadzić rozważania o czymś innym niż Bóg i jego przymioty, to dzisiaj w najważniejszych dokumentach papieskich znajdujemy nadmiar rozważań ograniczonych doczesnym i technicznym horyzontem widzenia.

Łaska ponad administrację

Gwoli sprawiedliwości, krótki teologiczny wstęp do najnowszego motu proprio odwołuje się do Ojców Greckich, w tym przede wszystkim, św. Jana Chryzostoma. To właśnie w jego pismach pojawiła się po raz pierwszy cenna metafora Kościoła jako „szpitala dla rannych”, której dzisiaj większość dziennikarzy i komentatorów przypisuje właśnie Franciszkowi. Papież używa nawet w tym kontekście greckiego terminu „πεπτωκώς” (czyt. „peptokos”), oznaczającego w wolnym tłumaczeniu „rannych” lub „zbolałych”. Jednocześnie, Franciszek przywołuje w tym miejscu figurę biskupa, który z mocy Ducha Świętego działa w miejsce Chrystusa i jest jego obrazem (gr. „εις τόπον και τύπον Χριστού”, czyt. „eis typon kai Topon Christou”) i „pierwszym szafarzem Bożego miłosierdzia w związku z uprzywilejowaniem wykonywania władzy sądzenia, poprzez stosowanie zasad <<oikonomia>> i „<<akribeia>> przynosi wiernym potrzebne łaski od Pana” (w oryginale włoskim: ” Il Vescovo infatti – costituito dallo Spirito Santo come figura di Cristo e al posto di Cristo (“eis typon kai tòpon Christou”) – è anzitutto ministro della divina misericordia; pertanto l’esercizio della potestà giudiziale è il luogo privilegiato in cui, mediante l’applicazione dei principi della “oikonomia” e della “akribeia”, egli porta ai fedeli bisognosi la misericordia risanatrice del Signore. „, za: vatican.va).

Przywołane przez papieża zasad ” ἀκρίβεια” (czyt. akribeia”), oznaczającej ścisłe przestrzeganie kanonów kościelnych w przypadkach, gdzie doktryna i Tradycja Kościoła powinny być bezwarunkowo szanowane oraz „οἰκονομία” (czyt. „oikonomia”), najprościej określanej przez teologię jako sposobu praktycznej realizacji Bożego planu zbawienia człowieka poprzez działania Kościoła, zostało w tekście motu proprio „Mitis et misericors Iesus” niezbyt szczęśliwie powiązane z biskupią władzą nad zawiązywaniem węzła małżeńskiego. Połączenie takie sugerowałoby uzależnienie działania Kościoła w sprawach sakramentu małżeństwa jedynie do władzy jurydycznej posiadanej przez osobę pełniącą godność biskupa, co w konsekwencji może być niewłaściwie rozumiane przez wiernych jako ograniczenie niepojętej łaski Bożej do uwarunkowań li tylko administracyjnych. Sugerowałoby wręcz znów pewne mylne przeświadczenie, że biskup jest urzędnikiem, dysponującym administracyjnymi i prawnymi narzędziami do tamowania przepływu Bożej łaski.

Wydaje się, że ów problem lepiej rozwiązała teologia Wschodu. Widać to chociażby w kwestii sprawowania sakramentu pokuty, gdzie kapłan, odwołując się do tradycji pierwszego tysiąclecia niepodzielonego jeszcze Kościoła, przed wysłuchaniem spowiedzi penitenta najpierw modli się do Trójcy Świętej o wypełnienie łaską całego sakramentu, o łaskę nawrócenia, uzdrowienia i pojednania dla wiernego, czyli wypełnia modlitwą cały sakrament, podkreślając, że jest on dziełem Bożym, a nie ludzkim, a następnie po spowiedzi poucza wiernego. Wskazuje to więc, że łaska sakramentalna – obecna przecież we wszystkich sakramentach, także małżeństwa – jest dziełem „Łagodnego i Miłosiernego Boga”, a nie skomplikowaną wypadkową prawnych, społecznych lub historycznych wektorów.

Znany z tradycjonalistycznych sympatii włoski profesor Roberto de Mattei ocenił, że najnowszy papieski dokument ” zadał chrześcijańskiemu małżeństwu głęboką ranę”. Odnosząc się szczególnie do tytułu motu proprio sądzę, iż tego wyraźnego potwierdzenia nadprzyrodzonego i nie-ziemskiego źródła małżeństwa, które chroni „Łagodny i Miłosierny Jezus” świętą łaską sakramentu i łaską Eucharystii najbardziej mi w jego tekście zabrakło.

Łukasz Kobeszko

Podobne...

Dodaj komentarz

Top
error: