ks. Dwight Longenecker: Mit dla mas – symbolika i język liturgii

„Zapomnieliśmy, że religia nie mówi o tym jak uczynić świat lepszym miejscem, ale jak dojść do lepszego miejsca. Stare chtoniczne misteria jaskini zostały zastąpione przez wesołe nawoływania i entuzjazm dla samodoskonalenia i dobrobytu. Starożytny handel z innym światem i transakcje z wiecznością mające na celu zbawienie dusz zostały zepchnięte do półek z książkami na temat starożytnych cywilizacji, antropologii i psychologii. Teraz wiemy lepiej. Wyrośliśmy z tego. Już nie żyjemy w średniowieczu. Czy aby na pewno?”


Longenecker


W swoich rozmowach z dziennikarzem Billem Moyersem mitoznawca Joseph Campbell mówił o potędze ożywionego symbolizmu w życiu zbiorowym. Kiedy sędzia wychodzi w czarnej szacie, siada za wysokim biurkiem i przyprowadza sąd do porządku za pomocą młotka nie jest już zwykłym człowiekiem. Jest wcielonym prawem. Jest sprawiedliwością. Jest autorytetem.

Mundur i etykieta stroju mają znaczenie nie tylko utylitarne. Policjant, żołnierz, pielęgniarka, a nawet kelner, dziecko w szkole, albo człowiek „złota rączka” noszą mundur nie tylko z powodu swoich funkcji. Mundur czasowo zawiesza osobowość. W nim jednostka dopasowuje się do wspólnego dobra i wspólnego celu. Jest to praktyczne zaangażowanie symbolizmu.

Gdy mnich albo mniszka przywdziewają swój habit czynią to samo, a im bardziej surowy habit tym silniejsze jest ich przywiązanie do reguły. Podobnie gdy kapłan przywdziewa swoje szaty przyobleka się w pozostałości starożytnej religii. Okrywa się romanitas, nabywania uprawnień kapłańskich i przyobleka się w Chrystusa Najwyższego Kapłana. Traktujemy ten symbolizm jako coś nadanego – do tego stopnia, że w naszej egalitarnej erze nie rozumiemy go, a nawet odrzucamy jako anachronizm – ciekawostkę kulturową podobną do noszenia lederhosen podczas Oktoberfest.

Te mundury – szaty – są pozostałością starszego, bardziej rytualistycznego i symbolicznego sposobu nie tylko modlitwy, ale także widzenia świata. Przeciętny człowiek rozumiał na pierwotnym i głębokim poziomie, że istnieje inna płaszczyzna bytu, a rytuały religijne miały przenieść go od codziennych zmartwień do transcendentnej transpozycji ku innemu światu. Znaki, symbole, język i liturgia były starożytnym tańcem, który unosił człowieka ponad ten gorzki świat, w kierunku świata lepszego.

Porzucając całe to „kapłaństwo abrakadabra hokus pokus” wszyscy staliśmy się amerykańskimi protestantami – nawet katolicy. Kult stał się utylitarną rozrywką, podczas której gromadzimy się w dużym pokoju by usłyszeć czyjeś banalne śpiewy, sentymentalne rymowanki i posłuchać przemowy motywacyjnej mówiącej o nauczaniu świata jak śpiewać w idealnej harmonii.

Zapomnieliśmy, że religia nie mówi o tym jak uczynić świat lepszym miejscem, ale jak dojść do lepszego miejsca. Stare chtoniczne misteria jaskini zostały zastąpione przez wesołe nawoływania i entuzjazm dla samodoskonalenia i dobrobytu. Starożytny handel z innym światem i transakcje z wiecznością mające na celu zbawienie dusz zostały zepchnięte do półek z książkami na temat starożytnych cywilizacji, antropologii i psychologii. Teraz wiemy lepiej. Wyrośliśmy z tego. Już nie żyjemy w średniowieczu.

Czy aby na pewno? Starożytny symbolizm mitu i magii wciąż świetnie prosperuje w filmach o superbohaterach, powieściach fantasy i popularnych opowieściach o nadprzyrodzoności. Zaiste, nadprzyrodzoność i superbohaterowie są popularni wszędzie za wyjątkiem Kościoła – gdzie zwykli ludzie zrobili niegdyś nadzwyczajny interes z nadprzyrodzonością i nauczyli się jak być tymi superbohaterami zwanymi świętymi.

Joseph Campbell porzucił swoją chłopięcą wiarę katolicką z powodu przerażenia i wstrętu wobec obrazoburczych reform w Kościele po II Soborze Watykańskim. Rozumiał on, że język liturgiczny to nie tylko łacina, ale cały złożony system komunikacji symboli współgrających z architekturą, muzyką, językiem, strojami, rytami, gestami i rytuałami kultu.

W Potędze mitu żalił się w ten sposób: „Rytuał uległ redukcji. Nawet w Kościele rzymskokatolickim przetłumaczono Mszę z języka rytualnego na język niosący mnóstwo najpospolitszych, swojskich skojarzeń. Dawna łacina nabożeństw była językiem, który wyrywał cię ze sfery swojskości. Ołtarz był ustawiony w taki sposób, że ksiądz stał tyłem do ciebie i razem z nim zwracałeś się gdzieś na zewnątrz. Dziś ołtarz jest obrócony do ciebie, a ksiądz wygląda przy nim jak Julia Child1 podczas pokazu; wszystko po domowemu i przytulnie. (…) Zapomnieli, że rytuał ma cię wyrwać ze zwyczajności, a nie wciągać w nią, bo przecież tkwisz w niej przez cały czas.”

Dlatego tradycjonaliści w Kościele katolickim domagają się pewnych form kultu. Niezależnie od tego czy przyjmują starożytny ryt rzymski, sprawują kult w kierunku wschodnim i dowodzą, że kapłan nie jest „odwrócony plecami do ludzi”, ale skupia się z ludźmi na niebiańskiej pracy, jaką jest oddawanie czci Bogu. Podkreślają oni wagę pięknych kapłańskich westymentów. Ich piękno wskazuje na niebo. Ksiądz nie nosi ornatów z brokatem, koronkowych alb i bogato zdobionych kap ponieważ lubi przebieranki, ale ponieważ rozumie, że szaty w znaczący sposób przyczyniają się do ogólnej symboliki kultu. Razem z działaniami ceremonialnymi, starożytnym absurdem kadzidła i ikonografią architektury i sztuki pomagają przenieść kapłana i wiernych ze zwykłego świata ku innemu światu.

Podobnie tradycyjni kapłani katoliccy poświęcają wiele czasu, aby dokładnie nauczyć się gestów kultu. Sposób, w jaki idziesz, twoja postawa oraz gesty mają znaczenie, ponieważ każda część rytuału przyczynia się do ogólnego efektu transpozycji zwykłego czasu i miejsca do nadzwyczajnego. Wysoki, nieco archaiczny i poetycki język celowo został użyty do najnowszego tłumaczenia katolickiej Mszy. Tłumacze wyjaśniają, że wznioślejszy język jest konieczny, aby podnieść kult od doczesności do cudowności. Podobnie muzyka podczas Mszy musi być sakralna. Co ten termin dokładnie oznacza jest przedmiotem nieprzeniknionych debat pomiędzy znawcami muzyki sakralnej, liturgistami i kapłanami. Chociaż możemy się spierać o to, co ten termin obejmuje, wiemy, czego on nie obejmuje: stylów muzycznych skradzionych z broadwayowskiego musicalu, koncertu rockowego, muzyki supermarketowej albo Grand Ole Opry.

Co dokonuje się przez tradycyjny w stylu chrześcijański kult? Po pierwsze żywa łączność z przeszłością. Papież Benedykt mówił o potrzebie „hermeneutyki ciągłości”. Jest to jeden ze sposobów wyrażania konserwatywnej zasady która mówi, że przeszłość powinna objaśniać teraźniejszość i oświetlać przyszłość. Kiedy przeciętny XXI-wieczny katolik praktykuje w tradycyjny sposób, ma udział w tradycji, która rozciąga się nie tylko do I wieku, ale aż do hebrajskich korzeni chrześcijaństwa.

Idąc jeszcze głębiej, uczestniczy w tym, co nazywam mitem dla mas. Oprócz łączności ze starożytnym chrześcijaństwem i judaizmem, uczestniczy w mitycznym mistycyzmie świata starożytnego. Oddziaływanie pomiędzy bogami a ludźmi, temat poświęcenia i służby, wrażliwości i dziewictwa, heroizmu i hedonizmu, miłości i życia, natury i wychowania – wszystkie te głębokie skoki w głąb zbiorowej ludzkości są również obecne w życiu i życiowej drodze kogoś, kto doświadcza rytuałów religijnych praktykowanych w sposób symboliczny i liturgiczny. W tradycji katolickiej i prawosławnej nazywamy sakramenty i sakramentalia „świętymi misteriami”, ponieważ łączą nas one nie tylko z tajemnicami naszego zbawienia, ale również z tymi tajemnicami, które w starożytności były dziwnymi prekursorami wydarzeń z Betlejem, Nazaretu i Jerozolimy.

Czy we współczesnym świecie ma to znaczenie? Jestem przekonany, że we współczesnym świecie ma to znaczenie o wiele większe niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ nasze rozdrobnione społeczeństwo jest jest bardzo wyjałowione i odłączone od głębi i wspaniałych tradycji ludzkiego serca i ludzkiej historii. Możemy badać przeszłość na forum akademickim. Możemy dyskutować o psychologii i fascynować się mitem i znaczeniem. Możemy analizować antropologię i grzebać w prehistorycznych ludach z myślą o wnikliwej analizie, ale w liturgii w pogłębiony sposób partycypujemy w przeszłości. Doświadczamy tajemnicy życia.

Teolodzy wyjaśniają, że greckie słowo anamnesis jest bijącym sercem rytuałów katolickich i żydowskich. Ta koncepcja mówi, że odtwarzając ucztę paschalną podczas katolickiej Mszy, wydarzenie z przeszłości, które zmieniło świat nie jest po prostu upamiętnione tak, jak gdyby ktoś oglądał fotografie z rodzinnych wakacji. Zamiast tego minione wydarzenie poprzez rytuał jest doprowadzone do chwili obecnej, tak że uczestnicy biorą udział w ponadczasowym wydarzeniu poza czasem. „Tam i wtedy” doprowadzone jest do „tu i teraz”, że tak to określę.

To jest serce katolickiej praktyki i serce prawdziwego konserwatyzmu – przeszłość czynnie działa w teraźniejszości i przyszłości. Wierni nie tyle w tę prawdę wierzą, co nią żyją. Poprzez symboliczny język liturgii doświadczamy rzeczywistości, o której głęboko i we wzruszający sposób mówił T. S. Eliot:

Czas przeszły i obecny czas,
Oba obecne są chyba w przyszłości,
A przyszłość jest zawarta w czasie przeszłym.


Ks. Dwight Longenecker – ksiądz katolicki, konwertyta. Wychował się w rodzinie ewangelickiej, następnie przeszedł na anglikanizm i został ordynowany na pastora. W 1995 roku razem ze swoją rodziną został przyjęty do Kościoła katolickiego. W 2006 roku przyjął święcenia kapłańskie. Obecnie proboszcz w parafii pw. NMP Różańcowej w Greenville (USA). Autor popularnych książek apologetycznych, felietonista, współpracownik wielu czasopism, pisze też scenariusze. Żonaty, ma czworo dzieci.


Źródło: theimaginativeconservative.org

Tłumaczenie: Redakcja Bazy Dokumentów Papieskich 

Podobne...

1 Odpowiedź

  1. Sylwia napisał(a):

    Sic!

Dodaj komentarz

Top
error: