Korneliusz Zieliński: Ks. Gregory Hesse (1953-2006)

Ks. Gregory Hesse (1953-2006) jest w polskim środowisku tradycyjnych katolików osobą raczej nieznaną. Warto więc przybliżyć postać tego nietuzinkowego kapłana.


Ks. Hesse urodził się w roku 1953 w Wiedniu. Jego wuj był prałatem i proboszczem parafii św. Rocha w Wiedniu. W młodości Gregory pracował jako robotnik w fabryce Mercedes-Benz, jednak poczuł powołanie kapłańskie i w 1976 roku wstąpił do seminarium duchownego w Rzymie. Na rzymskim uniwersytecie Angelicum zrobił dwa doktoraty – jeden z teologii a drugi z prawa kanonicznego (dyplomy te uważał swoją drogą za całkowicie bezwartościowe). Święcenia kapłańskie przyjął w 1981 roku w Bazylice św. Piotra z rąk abp. Aurelio Sabattaniego (1912-2003). Następnie pracował przez kilka lat w Watykanie jako sekretarz kard. Alfonsa Sticklera SDB (1910-2007). Kard. Stickler słynął jako gorący obrońca tradycyjnej liturgii oraz tradycyjnego magisterium, był autorem znakomitego opracowania „Teologiczna atrakcyjność Mszy Trydenckiej” oraz książki broniącej tradycyjnej dyscypliny dotyczącej celibatu „Celibat kapłański – rozwój historyczny i podstawy teologiczne” (wyd. Ignatius, 1995). W 1986 roku kard. Stickler wszedł w skład rady dziewięciu kardynałów (oprócz niego znaleźli się w niej kardynałowie: Ratzinger, Mayer, Oddi, Casaroli, Gantin, Innocenti, Palazzini oraz Tomko) utworzonej przez papieża Jana Pawła II w celu udzielenia odpowiedzi na pytania: czy Msza święta w tradycyjnym rycie rzymskim została zakazana oraz czy biskup może zabronić podległemu sobie kapłanowi odprawienia tej Mszy? Ośmiu na dziewięciu kardynałów odpowiedziało na te pytania przecząco, ale potrzeba było ponad 20 lat, aby autorytet Ojca Świętego oficjalnie potwierdził to stanowisko (co uczynił Benedykt XVI w motu proprio Summorum Pontificum w 2007 roku). Po przejściu kard. Sticklera na emeryturę ks. Hesse rozpoczął pracę w Tajnym Archiwum Watykańskim.

W 1991 roku Don Gregorio, jak nazywano go w Watykanie, ze względu na swoją nieugiętą obronę Tradycji został zmuszony do przerwania rzymskiej kariery. Poprzez znajomość z wpływowym słowackim biskupem Pawłem Hnilicą SI (1921-2006), wyświęconym potajemnie kapłanem podziemnego Kościoła czechosłowackiego a następnie watykańskim kurialistą, załatwił sobie inkardynację do diecezji Wagga Wagga w Australii. Związał się ze stowarzyszeniem Actio Spes Unica słynnego, tragicznie zmarłego niemieckiego tradycjonalisty ks. Hansa Milcha (1924-1987) oraz z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X, aczkolwiek nigdy nie został członkiem tego stowarzyszenia kapłańskiego. Od roku 1991 rozpoczął posługę jako niezależny kapłan tradycjonalistyczny w USA, Niemczech i Austrii, jeżdżąc także do wielu innych krajów, gdzie głosił wykłady i konferencje na tematy teologiczne. Publikował między innymi w „Catholic Family News”, „The Fatima Crusader” i innych czasopismach. W 2004 roku wystąpił w filmie dokumentalnym poświęconym objawieniom fatimskim zatytułowanym „Niebiański klucz do pokoju”. Był również współautorem książki „Ostatnia bitwa szatana”.

Prawdopodobnie to ks. Hesse zainicjował grupę księży działającą przy tradycyjnej kaplicy w Lozannie na przełomie lat 80. i 90. (wtedy jej właścicielami byli świeccy, obecnie opiekę nad kaplicą sprawują księża z Bractwa Kapłańskiego św. Piotra). Dwaj księża z tej grupy (ks. Gilles Wach i ks. Philippe Mora) zostali potem założycielami Instytutu Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana (łac. Institutum Christi Regis Summi Sacerdotis, ICRSS). Ks. Hesse dzięki swoim kontaktom w Rzymie przyczynił się do tego, że ograniczony terytorialnie do jednej z diecezji w Gabonie Instytut ks. Wacha uzyskał zgodę na działanie w innych diecezjach i otrzymał międzynarodową siedzibę we Florencji. Pomógł też zorganizować święcenia czterech księży, gdy Instytut rozpoczynał działalność mając jedynie dwóch księży: Wacha i Morę. Wach i Hesse przyjaźnili się, ale oddalili się od siebie kiedy Instytut określił się jako zwolennik linii Ecclesia Dei, a ks. Hesse stał się bardziej radykalny w poglądach. Prawdopodobnie to on zasugerował ks. Wachowi, że powinien się ubierać jak protonotariusz apostolski i tytułować się „monseigneur”. Instytut słynie dziś z bogato rozbudowanej tytulatury i ceremonialności. Ks. Hesse swego czasu kierował też (korzystając oczywiście ze swoich znajomości) pewnego rodzaju akcją na rzecz wyświęcania zgodnie z normami kanonicznymi tych tradycjonalistycznych seminarzystów, którzy poszukiwali alternatywy dla seminarium abp. Lefebvre’a w Écône.

Teologicznie ks. Hesse był łacińskim neoscholastykiem, precyzyjnym i legalistycznym, chociaż w wielu sprawach odwoływał się również do tradycji chrześcijańskiego wschodu. W kwestiach dotyczących papiestwa był zwolennikiem istniejącej w kościelnej tradycji zbalansowanej wizji władzy papieskiej. Napisał wiele artykułów dotyczących nieomylności papieskiej i języka użytego w dokumentach Vaticanum II, który uznawał za zwodniczy. Był kanonistą, więc mógł w łatwy do zrozumienia sposób wyjaśnić w jaki sposób ten nowy, pastoralny język został użyty do zerwania z tradycyjnym magisterium. Zwykł mawiać: „Jeśli ktokolwiek zaczyna mówić o interpretacji Vativanum II w świetle Tradycji – uciekaj gdzie pieprz rośnie!” W kwestiach liturgicznych odrzucał zatwierdzone przez papieża Piusa XII zmiany w tradycyjnym mszale dokonane przez niesławnego deformatora liturgii o. Annibale Bugniniego (1912-1982). Szczególnie krytycznie odnosił się do zmian w obrzędach Wielkiego Tygodnia, które były zapowiedzią novus ordo Missae. Większość jego opinii była zgodna z ówczesną pozycją FSSPX (a wiedzieć trzeba, że klimat teologiczny w FSSPX w latach 90. był dużo ostrzejszy niż dzisiaj): uznawał, że trzecia tajemnica fatimska jest zatajona, papież jest heretykiem („ze pope is a hairy-tik”), nowa msza w językach narodowych jest prawdopodobnie nieważna etc. Dawał wyraz swoim niezwykłym i mniej niezwykłym opiniom w sposób elokwentny, czego często brakowało innym kapłanom z ruchu tradycyjnego. Tym co różniło go od innych księży był jego ekscentryczny charakter.

A był to kapłan w iście chestertonowskim stylu. Stanowił swego rodzaju karykaturą barokowego katolicyzmu – był dowcipny, ultrascholastyczny i bardzo zgryźliwy. Słynął także z osobliwego wyglądu. Korzystając z przywileju Urbana VIII, który zezwalał wszystkim księżom wyświęconym w Bazylice św. Piotra na noszenie stroju prałackiego, chodził w szatach renesansowego kanonika. Podczas swoich wykładów zawsze stawiał przed sobą kubek i dzban wina, który wypijał do dna. Jednak nie znaczy to, że był alkoholikiem. Z powodów zdrowotnych (ks. Hesse w wieku 36 lat przeszedł zawał serca) jego lekarz poradził mu wypijać litr wina dziennie. Godzinami potrafił perorować o austriackiej kolei, starych pociągach parowych, wiedeńskich tramwajach oraz żaglówkach. Był miłośnikiem dobrej kuchni, wina i piwa, prawicowej polityki (znał dobrze amerykańskie środowiska konserwatywne), muzyki country oraz komediowego serialu The Munsters i często w rozmowach z przyjaciółmi nucił motyw przewodni tej serii.

Ks. Hesse używał ostrych sformułowań i nie miał za grosz dyplomacji czy taktu. Z drugiej strony był na swój sposób atrakcyjny dla ludzi. Miał wady – bywał apodyktyczny i zachowywał się jak łobuz. Inaczej jednakże było z poczuciem humoru. Chociaż niektóre wypowiedzi ks. Hessego mogły razić pobożne ucho, jego bliscy zapewniali, że jego poczucie humoru – oznaka świętości i zdrowego rozsądku – było wielkim darem dla wszystkich, którzy go znali.

Był ekscentrykiem – ze swoim ścisłym, scholastycznym i bardzo legalistycznym rodzajem rzymskiego katolicyzmu, umiłowaniem do czerwonego wina, The Munsters, lokomotyw parowych i miejskich tramwajów. Jego strój duchowny i maniera zdradzały pewną nostalgię za barokową epoką łacińskiej i środkowej Europy. W tematach wina i kuchni był wśród kapłanów niczym Rossini wśród twórców oper. Być może odczuwał potrzebą odróżniania się od amerykańskiego tygla kulturowego, pełnego teorii spiskowych i wariatów religijnych. Widziałem ogromną różnicę między nim a wieloma zindoktrynowanymi ludźmi, z którymi dyskutował. Uczył mnie jak kosztować dobre czerwone wino i ciągle gadał o lokomotywach parowych i tramwajach w Wiedniu i Zurychu. Jego wokalne imitacje parowozów były bardzo realistyczne. W głębi serca pozostał małym chłopcem – wspomina go jego znajomy, anglokatolik ks. Anthony Chadwick.

Inna osoba, która go znała, wspomina wykład, który ks. Gregory Hesse wygłosił w 2004 roku w piwnicy grekokatolickiego sanktuarium w Waszyngtonie. Obecnych było ok. 20 osób, a ks. Hesse siedział z małym kubeczkiem i wielkim dzbanem wina E&J Gallo. Sprzedawano tam książki i kasety na temat wszelakich teorii spiskowych, dotyczących Fatimy, sobowtóra Pawła VI etc. Najbardziej zdrowym na umyśle człowiekiem na tej sali był sam ks. Hesse – wspomina go znajomy.

Ks. Gregory Hesse zmarł na cukrzycę 25 stycznia 2006 roku w USA w wieku 53 lat. Przed śmiercią przyjął sakrament ostatniego namaszczenia z rąk jednego z kapłanów FSSPX. Będąc zdecydowanym krytykiem II Soboru Watykańskiego i posoborowej rewolucji zostanie zapamiętany jako silny głos na rzecz tradycyjnej Mszy świętej i tradycyjnej doktryny.

Podobne...

1 Odpowiedź

  1. Dietrich napisał(a):

    Zacznę od kwestii imienia. Otóż nie Gregory, a Gregorius. Jak rozumiem, wynika to z faktu, że większość dostępnych w sieci nagrań jest po angielsku. Ja zakupiłem komplet wykładów ś.p. księdza dra Hessego i jeśli ktoś dobrze zna niemiecki, to polecam- był to znakomity orator. Dr Hesse uważał wprawdzie, że Jan Paweł II jest heretykiem, ale tylko materialnym (wyraził nawet przypuszczenie, że Karol Wojtyła nigdy nie poznał wiary katolickiej). NOM uważał za albo nieważny, albo „wątpliwy” (zweifelhaft), co zresztą wystarczać miało do nie brania w nim udziału. Nieważny NOM oceniał łagodniej niż ważny, a niegodziwy („gdy nie dochodzi do przeistoczenia, mamy szczęśliwie do czynienia tylko z rozdawaniem ciastek, a nie z komunią na rękę”). Nie jestem tradycjonalistą, ale osobowość dra Hessego mnie urzekła (mimo pewnych irytujących dla historyka uproszczeń w jego bardzo tradycyjnej wizji historii Kościoła).

Dodaj komentarz

Top
error: