Jonas De Geer, Greg Johnson: Debata o chrześcijaństwie [CZĘŚĆ I] – Baza Dokumentów Papieskich

Jonas De Geer, Greg Johnson: Debata o chrześcijaństwie [CZĘŚĆ I]

Przedstawiamy tłumaczenie pierwszej części debaty dotyczącej związków między chrześcijaństwem a tożsamością europejską, która miała miejsce 18 kwietnia 2015 roku w Sztokholmie. Stanowisko tradycjonalizmu katolickiego zajmuje tu szwedzki publicysta Jonas De Geer, zaś jego adwersarzem jest amerykański przedstawiciel białego nacjonalizmu Greg Johnson.


Wystąpienie wstępne Jonasa De Geera:

„Czy silna tożsamość chrześcijańska jest warunkiem koniecznym do zapewnienia kulturowej i politycznej przyszłości europejskich ludów?”

Dla celów tej dyskusji chciałbym się skupić na socjologicznych korzyściach, jakie chrześcijaństwo daje naszym społeczeństwom, w szczególności nacjonalistycznemu ruchowi oporu. Nie należy przez to rozumieć, że mam funkcjonalistyczne podejście do Wiary albo redukuję ją do pewnego rodzaju narzędzia psychologiczno-politycznego.

Ponadto kiedy odnoszę się do „Europejczyków”, mam na myśli również ludzi europejskiego pochodzenia zamieszkujących Amerykę, Australię, RPA i tak dalej.

Nie ma również wątpliwości co do tego, że kościoły dzisiaj, przynajmniej w świecie zachodnim, bez jakichś znaczących wyjątków, znajdują się w opłakanym stanie. Zostały intelektualnie i duchowo zdeformowane nie do poznania przez umysłowego wirusa zwanego poprawnością polityczną dzięki swojej kretyńskiej i patologicznej chęci znalezienia sobie miejsca wewnątrz nowoczesnego paradygmatu ze swej natury i nierozerwalnie wrogiemu chrześcijaństwu.

Również tyczy się to współczesnego Kościoła katolickiego. Kościół katolicki – pozostawmy na uboczu kwestie teologiczne i eklezjologiczne – był bez porównania główną kulturalną, intelektualną i polityczną siłą w chrześcijaństwie (swoją drogą jeszcze nie tak dawno, w czasach cywilizowanych, „chrześcijaństwo” było synonimem „świata zachodniego” czy „białego świata”).

Oddajmy głos T. S. Eliotowi, który nie był katolikiem:

„Kiedy rozważamy świat zachodni, musimy uznać, że jego główna tradycja kulturalna odpowiada Kościołowi Rzymskiemu. Ledwie w ciągu ostatnich czterystu lat objawiła się jakaś inna. Każdy, kto posiada poczucie centrum i peryferii musi uznać, że tradycja zachodnia była łacińska, a łacińska znaczy rzymska.”

Jest niezaprzeczalnym faktem, choć w kręgach nacjonalistycznych często słabo rozumianym, że rozkład Kościoła katolickiego trwa równolegle z – albo nawet poprzedza – moralną, społeczną i etniczną samozagładą świata europejskiego. Nie jest to przypadek.

Kościół katolicki został na wiele sposobów zniszczony na początku lat 60. wraz z II Soborem Watykańskim, odbywającym się w Rzymie w latach 1962-1965. Dla zorientowanych katolików nie było to zupełną niespodzianką. W rzeczywistości w wieku XIX i na początku wieku XX Kościół bardzo silnie zwalczał próby infiltracji katolickiej hierarchii przez siły żydowskie i masońskie i ideologie przez nich promowane: modernizm i liberalizm.

Istnieje obszerna XIX-wieczna literatura, głównie w języku francuskim, ale też w angielskim, na temat tego spisku przeciw Kościołowi. Są to dobrze udokumentowane materiały, nie fantazyjne spekulacje.

Niemniej jednak spisek ostatecznie triumfował na początku lat 60., co ze względu na wpływ Kościoła katolickiego miało katastrofalne kulturalne i społeczne konsekwencje dla całej Cywilizacji Zachodniej, pośrednio także dla tych jej części, które były głównie protestanckie.

Bezpośrednio po II Soborze Watykańskim wprowadzane są z pełną siłą rewolucja kulturalna, tzw. rewolucja seksualna, rozwody na masową skalę, zinstytucjonalizowana aborcja, masowa imigracja, proklamowanie „społeczeństwa wielokulturowego” itd., bowiem ostatni bastion integralności europejskiej – Kościół – został właśnie wyeliminowany przez siły sprawujące aktualnie władzę. Teraz śluzy zostały szeroko otwarte i europejska ludność mogła zostać zredukowana do masy zdegenerowanych, debilnych konsumentów.

Wszystko stało się niesamowicie szybko. Żadne inne dziesięciolecie w historii naszej cywilizacji nie doświadczyło tak drastycznej społecznej i moralnej zmiany jak te pomiędzy rokiem 1965 i 1975.

Bardzo wymownym przykładem tego co się stało po reformie/destrukcji Kościoła jest porzucenie przez Hollywood MPPC (Motion Picture Production Code, inaczej zwany kodeksem Haysa). Na początku lat 30. po groźbie bojkotu ze strony amerykańskich katolików, największe studia filmowe z niechęcią wprowadziły kodeks moralny dla produkcji filmowych, w którym znajdował się zakaz naśmiewania się z duchowieństwa, zakaz pokazywania wulgaryzmów i nagości, ale też zakaz krzyżowania ras. Ten system był w użyciu do roku 1968, kiedy został uznany za przestarzały. Oczywiście wówczas był on potrzebny bardziej niż kiedykolwiek, i od tamtego czasu żydowskie sudia filmowe dostały zielone światło na bombardowanie pokoleń nieszczęsnych mieszkańców Zachodu wszelkimi rodzajami propagandy i plugastwa. Na tyle przewrotnie, że zachodnim pokoleniom spodobała się ta psychologiczna wojna przeciwko nim, którą uznali za rozrywkę, czego skutki trudno przecenić.

Prawdą jest, że Kościół jako instytucja znana przez wieki, dobrze ponad tysiąclecie, został porwany przez swoich wrogów, ale nie umarł, nie może umrzeć, jego tradycja i depozyt Wiary są nienaruszone, jego sukcesja apostolska nieprzerwana.

Prawdą również jest, że świat europejski jako całość staje się coraz bardziej zsekularyzowany. Jasne, ale jest to część naszego zaprogramowanego samozniszczenia.

Na dłuższą metę żaden człowiek nie może przetrwać bez religii, a zdolna do życia religia nigdy nie może być skonstruowana. Może być stworzona przez człowieka, to oczywiste, ale nigdy nie może być wymyślona, by była dopasowana do programu politycznego.

Poczynione w niektórych kręgach nacjonalistycznych starania stworzenia nowej religii albo odtworzenia starej, były delikatnie mówiąc beznadziejnie daremne.

Inną ważną rzeczą jest, że znajdujemy się dzisiaj w sytuacji, w której Europa obłędnie importowała do siebie dziesiątki milionów muzułmanów, którzy w większości przypadków traktują swoją religię dosyć serio. Niezależnie od tego co sądzimy o 11 września albo ataku na Charlie Hebdo, i choć prawdą jest, że architektami multikulturalizmu byli głównie żydzi, nie było wśród nich żadnych muzułmanów, muzułmańska kolonizacja jest mimo to tykającą bombą. Totalnie zsekularyzowani mieszkańcy zachodu nie rozumieją, że zarówno muzułmanie jak i żydzi nadal uważają nas za chrześcijan, aczkolwiek upadłych chrześcijan, którzy utracili swoją wiarę i przez to swoje morale. Ani przez chwilę nie myślą, że to chrześcijaństwo uczyniło nas słabymi, w rzeczywistości wiedzą oni, że było dokładnie przeciwnie, że jesteśmy żałośnie słabi bez Wiary, bez tradycyjnej moralności i wartości. Jest to jeden z powodów dla którego zorganizowane żydostwo przez wieki robiło wszystko, by osłabić Kościół. To, i oczywiście bardzo stara, głęboko zakorzeniona nienawiść do Chrystusa i Jego Kościoła. Ludzie nie będą walczyć i ginąć dla jakiejś idei posiadania cennego DNA, czy jakiejś nacjonalistycznej interpretacji socjobiologii. Możesz się przeciwstawić jedynie napędzany religijną żarliwością i wiarą – jest to dziś tak samo prawdziwe jak było w czasach Poitiers, Malty czy Lepanto.

Dlatego należy dopasować się do religijnej Tradycji Zachodu, Tradycji, która – mimo tego co przez ostatnie pięćdziesiąt lat stało się z kościołami – jest nadal nieprzerwana i żywa.

Również dla tych, którzy nie mają osobistej wiary w Boga, z pewnością byłoby mądre i zdrowe jeśli nie przyjęcie Wiary, to przynajmniej uznanie zasadniczej, istotnej roli jaką w ciągu historii przez wieki odegrało chrześcijaństwo w kształtowaniu naszej mentalności i naszych wartości; odkrycie na nowo tradycyjnej, chrześcijańskiej kultury europejskiej, od której obecnie kilka pokoleń zostało wyobcowanych.

Europa to Wiara, Wiara to Europa, jak ujął to Belloc. Jest to bardziej prawdziwe niż kiedykolwiek. Rozkład Kościoła katolickiego i jago pośredni efekt na całą kulturę europejską w latach 60. pozostawił świat europejski bezbronnym, i od tej pory szybko się on rozkłada – moralnie, intelektualnie, społecznie i etnicznie.

Za tą uniwersalną tragedią stoją oczywiście inne czynniki, ale ten jest najważniejszy.

Jeśli chcemy odbudować naszą cywilizację w tej czy innej formia musimy połączyć się z jej korzeniami.

Jeśli przyszłość nie będzie się opierać na zachodniej Tradycji, której istotę stanowi chrześcijaństwo, prawdopodobnie dla ludzi zachodu nie będzie przyszłości.

Wystąpienie wstępne Grega Johnsona:

Jaki jest związek pomiędzy chrześcijaństwem a tożsamością europejską? Nie mówię o „zachodniej cywilizacji”, ponieważ chciałbym mówić o całej Europie, Wschodzie i Zachodzie, i o całej europejskiej historii i prehistorii, nie tylko o czasach cywilizowanych.

W tej kwestii możemy przyjąć dwie perspektywy. Jedna spogląda na historię. Druga patrzy na przyszłość.

Patrząc wstecz na historię, widzimy, że chrześcijaństwo odgrywało w Europie przez ponad 1700 lat ważną rolę. Mogło być inaczej. Wielu chciałoby, by było inaczej. W przyszłości może być inaczej. Ale nawet jeśli przyjdzie kiedyś dzień, w którym Europa nie będzie już chrześcijańska, nigdy nie będzie dnia, w którym Europa nigdy nie była chrześcijańska. W tym sensie chrześcijaństwo zawsze będzie częścią tożsamości europejskiej. Tak jak i przedchrześcijańskie religie i kultury sięgające Epoki Lodowcowej również zawsze będą częścią europejskiej tożsamości.

Jednak mimo że był czas, w którym Europa była chrześcijańska, chrześcijaństwo nigdy nie było europejskie. Nie mam tu na myśli żydowskich korzeni chrześcijaństwa, chociaż nie należy o nich zapominać. Od samego początku chrześcijaństwo było tak hellenistyczne jak i żydowskie. Co więcej, definiowało się w kontraście do judaizmu, tak jak judaizm definiował się w opozycji do chrześcijaństwa.

Tym, co czyni chrześcijaństwo istotowo nieeuropejskie, są doktryny, które dzieli ze starożytnymi Grekami i Rzymianami, a nie z Żydami, mianowicie idea, że uniwersalna prawda jest fundamentem uniwersalnej społeczności. Jeśli chrześcijaństwo jest prawdziwe dla wszystkich ludzi, wtedy jest religią uniwersalną, nie religią etniczną. Z powodu swojej natury uniwersalnej religii, chrześcijaństwo nie wiąże się z żadną konkretną rasą czy ludem. Chrześcijaństwo nie jest i nigdy nie było równoznaczne z Europą. Europejski lud wyznawał chrześcijaństwo, ale chrześcijaństwo nigdy nie było religią europejskiego ludu. Wielu Europejczyków wierzy w sprawę chrześcijaństwa, ale chrześcijaństwo nigdy nie wierzyło w sprawę Europy. Celem chrześcijaństwa jest zbawienie całego rodzaju ludzkiego.

Obrońcy zarówno Europy jak i chrześcijaństwa wskazują na fakt, że w przeszłości Kościół popierał obronę Europy przed Islamem. Ale Kościół bronił Europy tylko incydentalnie. W rzeczywistości bronił chrześcijaństwa, które w tym czasie skupiało się w Europie, ale nawet wówczas sięgało do Etiopii, Bliskiego Wschodu a nawet Chin. I Kościół zawsze chciał przelewać europejską krew by bronić i rozszerzać panowanie chrześcijaństwa, od krucjat wyzwalających Ziemię Świętą aż do wieków globalnej pracy misjonarskiej, która trwa do dziś. Krucjaty z pewnością nie są przykładem harmonii między chrześcijaństwem i etniczno-genetycznymi interesami Europejczyków; są za to przykładem tego, jak Kościół prowadził Europejczyków do przelania krwi w obronie utraconych chrześcijańskich ziem na Bliskim Wschodzie.

Spójrzmy teraz na przyszłość. Jeśli obecne trendy się nie odwrócą, Europejczycy wyginą. Nie boję się o wytwory europejskiej cywilizacji, bo Bach i Rembrandt będą w dalszym ciągu chwaleni przez Żydów i Azjatów. Boję się o rasę, która stworzyła te wspaniałości, i może wytworzyć nowe wspaniałości. Nasza rasa stoi u progu biologicznego wymarcia spowodowanego przyrostem naturalnym poniżej progu zastępowalności pokoleń, krzyżowaniem ras i utratą naszych ojczyzn na rzecz kolorowych najeźdźców. Jeśli Europejczycy mają przetrwać, musimy wykluczyć z naszych ojczyzn całą niebiałą ludność i prowadzić politykę która doprowadzi do wzrostu przyrostu naturalnego, w szczególności u tych najlepiej wyposażonych genetycznie. W skrócie, potrzebujemy Białego Nacjonalizmu z polityką prorozrodczą, najlepiej eugeniczną.

Czy chrześcijaństwo będzie raczej pomagać czy przeszkadzać Białemu Nacjonalizmowi w zapobieżeniu biologicznemu wymarciu naszej rasy? By odpowiedzieć na to pytanie musimy wpierw spojrzeć na aktualne zachowanie istniejących kościołów. Wszystkie mainstreamowe kościoły chrześcijańskie sprzeciwiają się polityce Białego Nacjonalizmu. Zamiast tego proponują intelektualne i instytucjonalne wsparcie dla trwającego wywłaszczenia białych co idzie w parze co najmniej z poparciem dla zorganizowanej społeczności żydowskiej, ich starszego wspólnika w zbrodni. Niezależnie od tego co myślimy o „prawdziwym” nauczaniu chrześcijańskim, jeśli białą rasa ma zostać zachowana, musimy walczyć z istniejącymi kościołami na każdym kroku.

Naturalnie pomocne w tej walce będzie, jeśli będziemy mieli swoich sympatyków wewnątrz kościołów. Biali Nacjonaliści którzy są również chrześcijanami spędzają czas na walce z niechrześcijanami w naszych szeregach zamiast walczyć z antybiałymi postawami w swoich kościołach. By dowieść, że ich Biały Nacjonalizm jest w dobrej wierze, muszą zamiast tego podjąć walkę z kościołami. Życzę im jak najlepiej, ale również ich ostrzegam. Polityczny entryzm wewnątrz kościołów nie będzie łatwą sprawą, ponieważ kościoły zostały dawno temu w ten sam sposób zniszczone, a obecne duchowieństwo to mistrzowie tego rodzaju czarnej sztuki. Zobaczą wasze nadejście.

Walka wewnątrz kościołów będzie pomocą, jeśli Biali Nacjonaliści znajdą w Biblii i tradycjach Kościoła argumenty które wspierają politykę etnonacjonalizmu. Nie mam wątpliwości, że tego typu środki istnieją. Ich mobilizacja jest ważnym projektem metapolitycznym, i będzie wiarygodna jedynie gdy zostanie przeprowadzona przez wiernych.

Jednak walka wewnątrz kościoła nie będzie sukcesem jeśli nasz ruch nie poczyni postępów w większej społecznej dziedzinie, z tego prostego powodu, że Kościół raczej podąża za świecką opinią niż nią kieruje. Kościół ma długą historię elastycznego dostosowania się do świeckiej władzy, po prostu dlatego, że jego królestwo nie jest z tego świata. Jego głównym celem jest zbawienie dusz. Z tego powodu jeśli Biały Nacjonalizm osiągnie polityczną władzę, kościoły zaczną szukać biblijnych precedensów na rzecz naszych postulatów i będzie reinterpretować, wyciszać bądź ignorować przeciwne tendencje. Kościół wie jak oddać Cesarzowi to co cesarskie. Naszą rolą jest zostać Cesarzem.

Wielu obrońców chrześcijaństwa argumentuje, że społeczeństwa i jednostki potrzebują religii, i rekomendują chrześcijaństwo wyłącznie z powodu jego znamienitej przeszłości i faktu, że wciąż tu jest. Oczywiście ten argument jest na swój sposób pochopny, ponieważ biała rasa najpierw musi przetrwać zanim zaczniemy się zastanawiać w jaki sposób możemy zorganizować w przyszłości białe społeczeństwo.

Co więcej, w ostatnim wieku chrześcijaństwo w Europie dramatycznie upadło. W artykule Nowa Prawica vs. Stara Prawica dowodziłem, że od trzech wieków to liberalizm, a nie chrześcijaństwo jest faktycznie religią obywatelską w Europie. Nie widzę powodów by sądzić, że chrześcijaństwo będzie w przyszłości miało większe znaczenie niż ma teraz. Może odżyć, może w dalszym ciągu upadać, może istnieć w zmniejszonej formie, albo może całkowicie przestać istnieć.

Sam fakt, że chrześcijaństwo jest obecne nie jest argumentem na jego rzecz, jeśli wybieramy religię opartą wyłącznie na społecznej użyteczności. W rzeczywistości, jeśli jest to nasz podstawowy zamysł, uważam, że lepiej będzie zreformować liberalizm w kierunku rasowo realistycznym i nieindywidualistycznym, ponieważ to liberalizm dominuje dzisiaj, a nie chrześcijaństwo.

Europejskie chrześcijaństwo będzie miało przyszłość tylko jeśli Europejczycy będą mieli przyszłość. Lecz Kościół jest w najlepszym przypadku obojętny wobec przetrwania białych, a dziś aktywnie się temu przeciwstawia. Stąd moja rada dla Białych Nacjonalistów, chrześcijańskich i niechrześcijańskich, by skupić się przede wszystkim na przetrwaniu białych, co wymaga, byśmy bardziej się skupiali na walce z kościołami niż na zachowywaniu ich. Musi istnieć nasza piąta kolumna osłabiająca opozycję Kościoła wobec nas. Nie mogą się obawiać o Kościół, który przetrwa nawet jeśli biali nie przetrwają. Bóg zatroszczy się o swój Kościół, ale biali muszą zatroszczyć się o siebie sami.


Źródło: counter-currents.com

Tłumaczenie: Redakcja Bazy Dokumentów Papieskich Xportal.pl

Podobne...

2 komentarze

  1. 1 października 2015

    […] Przedstawiamy tłumaczenie pierwszej części debaty dotyczącej związków między chrześcijaństwem a tożsamością europejską. Pierwszą część mogą Państwo przeczytać tu. […]

  2. 3 listopada 2015

    […] Source: http://bdp.xportal.pl/publicystyka/jonas-de-geer-greg-johnson-debata-o-chrzescijanstwie-czesc-i/ and http://bdp.xportal.pl/publicystyka/jonas-de-geer-greg-johnson-debata-o-chrzescijanstwie-czesc-i-2/ […]

Dodaj komentarz

Top
error: