Bp Richard Williamson: Wojna w Jugosławii

5 maja 1999 r.

Drodzy przyjaciele i dobroczyńcy!

Co się dzieje w Jugosławii? Dlaczego jest możliwe, że koalicja narodów zrzeszonych w NATO, z USA na czele, zamienia tydzień po tygodniu Serbię w ruinę bezustannym lotniczym bombardowaniem? W obronie praw człowieka? By bronić ludzi, roztrzaskuje się ich kraj na kawałki? Jeśli w to wierzycie, to wierzycie mediom!

Tak więc co się dzieje? Czas znaleźć odpowiedź. Po pierwsze, tchórze dowodzące zachodnimi „demokracjami” dopuszczają się ostatecznego szaleństwa zaczynając wojnę lądową w Serbii, a kiedy do domów zaczną powracać worki ze zwłokami, „patriotyzm” zamknie umysły, a owoce trzeźwego myślenia staną się, jeśli nie w ogóle niemożliwe, to przynajmniej niemożliwe do wyartykułowania.

Po drugie, współczesne wojny nigdy nie są tym, czym się wydają być i katolicy muszą uważać, w co ich „patriotyzm” jest włączany. Na przykład, wielu amerykańskich katolików, rzucając swoje ciała i dusze w objęcia wielkiej liberalnej krucjaty II Wojny Światowej, wyszło z wojny ze swoim katolicyzmem tak oddanym liberalizmowi, że łatwo padli ofiarą „fiftiesismu” [to określenie używane przez SSPX na rozwodniony katolicyzm lat 50. XX w. – przyp. Red.] i II Soboru Watykańskiego, ze stratą dla milionów swych dusz. „Ma rację czy błądzi, jednak to moja ojczyzna!” – jest to nie tylko głupota w tym życiu, jest to jawne niebezpieczeństwo dla życia wiecznego. „Patriotyzm to nie wszystko”; jak powiedziała siostra Edith Cavell.

Tak więc, co się dzieje w Jugosławii? Wojna jest zawsze konsekwencją grzechu, jak mówi nam apostoł Jakub (Jk 4,1), więc wiemy, że w ten czy inny sposób sprawiedliwość Boga karze za grzechy ogółu ludzkości (Medjugorie?). Ale kto grzeszy w szczególności? Oczywiście liberałowie i ich nikczemne media mówią nam, że Amerykanie są święci a Serbowie są diabłami. Ale kiedy przypominamy sobie, że dokładnie ci sami liberałowie i te same media teraz skrzeczą jak jastrzębie, a nad Wietnamem piszczeli jak gołąbki i palili flagi, czujemy podstęp. Co się dzieje?

Każda wojna, tak jak i każdy rozwód, jest skomplikowaną i brudną sprawą, z winą rzadko będącą jedynie po jednej stronie. Z powodu uwarunkowań historycznych Jugosławia jest szczególnie skomplikowaną częścią świata, pełną napięcia, rozgoryczenia i odwiecznej nienawiści. Tym więcej powodów, ktoś by mógł pomyśleć, by NATO nie wchodziło w środek lokalnych konfliktów. Co do licha im się wydaje, że robią?

Mądry komentator, nie katolicki lecz nacjonalistyczny, udziela dobrej odpowiedzi. Dla łatwiejszego odniesienia pozwólmy sobie go nazywać E.Z. Mówi on, jak od początku szturmu Zachodu na Serbię nie widział sensu w tym, co słyszał i gdy widział niekończącą się destrukcję, póki kilka tygodni później rzecznik prasowy NATO w Brukseli, Jamie Shea, nie wyjaśnił: W Jugosławii w grę wchodziło wprowadzenie wieloetnicznych, multikulturalnych i wieloreligijnych społeczeństw, a zatem nowoczesnych państw, w nowy wiek i nowe millenium.

Teraz już było jasne, pisze E. Z. Sztuczne i nienaturalne „narody” skonstruowane na rewolucyjnej bazie tajnych stowarzyszeń, na „wolności, równości i braterstwie” muszą być zachowane i podtrzymywane za pomocą karabinów i bomb. Dlatego serbski przywódca Milosevic był całkowicie do zaakceptowania przez Nowy Porządek Świata tak długo, jak jego represje i przestępstwa służyły ochronie sztucznego konstruktu znanego jako „Jugosławia”. Ale jak tylko, podczas wizyty w Kosowie w 1993r., Milosevic zdał sobie sprawę, że muzułmańscy imigranci w tym regionie, który jest historycznie świętym miejscem Serbii, podjęli się przejęcia go poprzez swój większy przyrost naturalny i zaczął bronić naturalnego narodu „Serbii dla Serbów”, wtedy natychmiastowo został Hitlerem naszych czasów, jak przed nim Saddam czy Kaddafi. Podobnie to, co oficjele USA oznaczyli jako „organizację terrorystyczną”, z dnia na dzień stało się „Wyzwoleńczą Armią” Kosowa.

A zatem, dla E. Z. NATO reprezentuje tutaj sztuczny internacjonalizm prowadzący bezwzględną wojnę przeciwko szczątkom naturalnego nacjonalizmu. Dlaczego NATO? Ponieważ jego niedawne rozszerzenie czynie je dla internacjonalistów bardziej odpowiednim instrumentem, niż ich inny sztuczny wymysł – ONZ, który ostatnio zbyt często ich zawodził. Małe narody zrzeszone w ONZ nie są jeszcze dostatecznie skażone, by były ślepe na druzgocące zagrożenie wiszące nad nimi wszystkimi jeśli NATO-wskie zbrodnicze mieszanie się w wewnętrzne sprawy Serbii zakończy się sukcesem.

E.Z. dodaje możliwe rozmaite drugorzędne motywy szturmu na Jugosławię. Są one użyteczne dla zrozumienia współczesnego świata. Między innymi istnieje zapotrzebowanie na wojnę, by uchronić światową ekonomię przed wpadnięciem w kryzys (to II Wojna Światowa, nie Nowy Ład, wyciągnęła USA z Wielkiej Depresji lat 30.); potrzeba dla przemysłowców, by zarobić miliony dolarów produkując nowe samoloty i pociski obracające Serbię w ruinę i dla międzynarodowych megakorporacji by zarobić miliardy odbudowując ją z gruzów; dla wojsk, by testować w działaniu zaawansowane technicznie ciężkie uzbrojenie; potrzeba może ton gruzów, by ostrzec Rosjan co mogłoby się im stać, jeśliby armia rosyjska [w oryginale bp pisze tu o Armii Czerwonej, ewidentny błąd – Red.] ośmieliła się powstać przeciw gangsterom Nowego Porządku Świata obecnie rujnującym ich kraj; potrzeba dla tych samych gangsterów, by przejąć kontrolę nad bajecznymi podziemnymi bogactwami mineralnymi w Kosowie.

Jakkolwiek by nie było z tymi drugorzędnymi motywami ataku NATO, E. Z. ma na pewno rację co do pierwszorzędnego motywu: przykładnego miażdżenia ostatnich pozostałości nacjonalizmu przez żydomasoński internacjonalizm Nowego Porządku Świata. Ale do kompletnego zrozumienia wydarzeń na Bałkanach (i w wielu innych miejscach) pozostają dwie zasadnicze kwestie, które musiały umknąć sporej części nacjonalistów: dlaczego Nowy Porządek Świata musi zniszczyć naturalny nacjonalizm, i jak może odnosić takie sukcesy dążąc do tak nienaturalnego celu? Jedynie katolik może odpowiedzieć na te pytania, ponieważ odnoszą się one do Jezusa Chrystusa, Króla Narodów, a jedynie katolicy Go za Niego uważają.

Musimy cofnąć się do Wieków Średnich, szczytu Christianitas, kiedy cywilizacja chrześcijańska była w dużej mierze katolicka i kiedy wszyscy chrześcijanie uznawali Jezusa Chrystusa (przynajmniej teoretycznie) za Króla królów i Pana panów (Ap 17,14). W tym czasie Christianitas składało się z rodziny narodów o oddzielnej tożsamości, ale wszystkie cieszyły się razem chrześcijańską jednością. Porównując – nacjonalizm zachowuje tożsamość (np. Serbię dla Serbów), lecz niszczy jedność (Serbia kontra Chorwacja kontra Bośnia etc.), podczas gdy internacjonalizm przywraca pewną jedność (Liga Narodów, ONZ) rozpuszczając tożsamość (w wieloetnicznych, multikulturalnych i wieloreligijnych konstruktach. W jaki sposób Christianitas osiągnęło jednocześnie zachowanie tożsamości narodów i ich jedność?

Ponieważ Nasz Boski Pan czyni narodom to samo, co jednostkom. Tak jak dla jednostki: „Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swoje życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (Mk 8,35), tak i dla narodów. Jeśli (przynajmniej od czasów Chrystusa) naród szuka swojej tożsamości poza Chrystusem, zmierza ku zniszczeniu lub ku utracie tożsamości na rzecz liberalizmu, podczas gdy jeśli poszukuje Chrystusa, wyrzeka się samozaspokojenia pokładanego w dobrach materialnych i nie tylko odkryje swoją prawdziwą tożsamość w Chrystusie, tj. wszystko, czym Bóg chciał by naród był, ale jednocześnie osiągnie również automatyczną harmonię i jedność z innymi narodami tak samo „zatracającymi” się w Chrystusie. Innymi słowy, Nasz Pan mówi narodom to samo, co mówi osobom: „Starajcie się najpierw o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,33).

Tak więc w ciągu trwania Christianitas narody cieszyły się, jak nigdy przedtem i odtąd, zarówno partykularną tożsamością, jak i całościową jednością. Lecz było to możliwe jedynie w Jezusie Chrystusie. Jak tylko narody zaczęły od Niego odbiegać, wtedy próbując zachować swoją tożsamość utraciły jedność – był to nacjonalizm ze swoimi nie mającymi precedensu wojnami, jak I Wojna Światowa, lub, jeśli narody nadal nie odrobią swojej lekcji lecz nadal będą obstawać przy apostazji, wtedy dojdą do sztucznej jedności wyrzucając na śmietnik swoje naturalne tożsamości – to jest właśnie internacjonalizm ze swoim ONZ-em, Nowym Porządkiem Świata itd.

A zatem załamanie się Christianitas przechodziło przez dwa stadia; przez słynne masońskie „Solve et coagula” (Dziel i łącz). W pierwszym okresie nacjonalizm rozbił Christianitas na narody poprzez obrócenie naturalnej tożsamości przeciwko (chrześcijańskiej) jedności. W drugim okresie internacjonalizm ponownie jednoczy narody przez obrócenie (żydomasońskiej) jedności przeciwko naturalnej tożsamości. Atak NATO na Bałkany jest jasnym przykładem działania tego drugiego etapu – nasi zachodni „liderzy” od dawna są kontrolowani przez żydomasonerię.

Teraz jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, które musi umykać nacjonalistom. Dlaczego internacjonaliści muszą niszczyć ostatnie pozostałości nacjonalizmu? Ponieważ żydomasoneria, by uczynić człowieka Bogiem, musi prowadzić wojnę z Bogiem i z naturą ludzką, która jest stworzona przez Boga, i która zawsze może do Boga powrócić. Ale nacjonalizm jest naturalny dopóki respektuje i idzie z danymi od Boga różnicami między rasami, kontynentami i narodami – które są co najmniej tak samo faktyczne jak różnice między braćmi i siostrami w obrębie jednej rodziny. Tak jak Bóg zamierzał, by wszystkie te różnice uzupełniały się nawzajem w harmonijnej jedności rodziny, tak oczywiście zamierzał, by różne narody i rasy troszczyły się o siebie nawzajem w zupełnej jedności ludzkiej rodziny rodzaju ludzkiego. Dlatego też internacjonalizm musi zmieść z powierzchni Ziemi te różnice wśród narodów, które dążą do odtworzenia naturalnego porządku, i musi stłamsić każdy najmniejszy nacjonalistyczny opór, jak w Serbii.

Ale jak internacjonalizm może odnieść sukces w takim nienaturalnym przedsięwzięciu? Przez dokładne odwołanie się do naturalnego u człowieka poczucia jedności rodzaju ludzkiego, i do uporczywej nostalgii za jednością świata chrześcijańskiego. Żadna jedność nie jest możliwa bez Chrystusa, co Napoleon i Hitler odkryli, kiedy obaj starali się naśladować Karola Wielkiego, ale dążenie powraca. I dlatego nonsensowna medialna retoryka o „prawach człowieka” w Kosowie mimo to przekonuje ludzi. Człowiek zawsze posiada naturalne poczucie dążenia do jedności, jakkolwiek sztuczna ta jedność by nie była.

Podsumowując, ta wojna na Bałkanach jest symbolem wojny otwartych wrogów Pana Boga prowadzonej z, można powiedzieć, Jego półprzyjaciółmi. Teraz może wydawać się lepsze bycie półprzyjacielem Chrystusa niż Jego otwartym wrogiem, więc nacjonalizm może wydawać się bardziej pożądany niż liberalizm. Ale Nasz Pan sam powiedział, że z Nim nie ma czegoś takiego jak połowiczna przyjaźń. Nie możesz służyć dwóm panom. Z Nim wszystko albo nic.

Dlatego nacjonalizm bez Chrystusa jest skazany na porażkę. Dlatego nacjonalistyczna Serbia nie uchroni się przed NATO, póki szczerze nie powróci do Chrystusa. Dlatego Chrystus pozwala we współczesnym świecie na jeden horror za drugim, by nas skłonić do powrotu do Siebie. Albo się szczerze nawrócimy, albo wybuchnie III Wojna Światowa, przy której dwie poprzednie wypadną blado. NATO może sobie pogrywać, ale Nasz Pan nie! Nie „Wyrzucić USA z ONZ!”, lecz „Ameryko, Ameryko, nawróć się do Pana Boga Twego!”. Świat potrzebuje Chrystusa, Chrystus potrzebuje księży, księżą potrzebują seminariów. Drodzy przyjaciele, dziękuję wam za wasze ogromne wsparcie przez cały kwiecień.

Wasz szczerze oddany w Bogu,
+ Richard Williamson

Artykuł pierwotnie opublikowany na Xportal.pl

Podobne...

Dodaj komentarz

Top
error: