Alice von Hildebrand: Engelbert Dollfuss – katolicki mąż stanu 

Dziennikarstwo ma swoją ironiczną stronę. Bardzo często poświęca się długie kolumny człowiekowi, który kilka miesięcy po swojej śmierci jest już pogrzebany na zawsze. Dostojewski z uszczypliwym poczuciem humoru miał to na myśli kiedy pisał w „Biesach”, że „wszystkie nasze talenty średniej miary, którym współcześni nadają cechy genialności, nie tylko giną prawie bez śladu w pamięci ludzkiej natychmiast po śmierci, lecz często nawet za życia”.  


beznazwy


Z drugiej strony, jest wielu naprawdę wielkich ludzi, którzy są w czasie swojego życia tak oczerniani przez wrogie im media, że pomimo iż ich imiona trafiają na nagłówki w momencie ich śmierci, historia musi „odkrywać ich na nowo”. Musimy być zatem wdzięczni IHS Press za ponowne wydanie książki Johannesa Messnera o Engelbercie Dollfussie. Napisana przez osobę, która znała kanclerza Austrii  – którego później zamordowali nazistowscy szpiedzy – sprawia, że zaczynamy rozumieć, że ta ofiara narodowego socjalizmu zasługuje na to, aby umieścić ją na podium jako jednego z wielkich politycznych liderów dwudziestego wieku i możliwe, że jednego z najwspanialszych katolickich mężów stanu wszystkich czasów. Dlaczego zatem to imię ma być nieznane przygniatającej większości amerykańskich i angielskich obywateli, którzy nie mają żadnej sympatii dla narodowego socjalizmu i, którzy powinni – w związku z tym – chcieć poznać jednego z największych oponentów nazizmu?

Dollfuss był jednym z niewielu politycznych liderów swoich dni, który w niezrównany sposób widział zło narodowo-socjalistycznej filozofii i, który pomimo słabości swojego kraju, rozczłonkowanego w wyniku I wojny światowej, stał się nowym Dawidem skonfrontowanym z nowym Goliatem, Adolfem Hitlerem. To z tego powodu książka Johannesa Messnera jest potrzebna – daje on czytelnikowi doskonały ogląd tego, kim był ten człowiek, jaka była jego filozofia, przed jakimi nieludzkimi trudnościami stanął, jaką miał odwagę i mądrość, dobroć i poczucie sprawiedliwości, jaką miał głęboką wiarę i jakie wyglądało jego męczeństwo. Zatem to dzięki Messnerowi historia odda nareszcie sprawiedliwość Engelbertowi Dollfussowi.

Ta książka zafascynuje czytelnika. Świetnie przetłumaczona, prezentuje fakty z precyzją i jasnością. Oferuje nieprzeliczoną ilość cytatów wziętych z pism oraz mów Dollfussa i pozwala czytelnikowi wyciągnąć własne konkluzje. Powinna zostać przywitana z radością nie tylko z powodu swojej historycznej wartości, ale również dlatego, że daje lekcję współczesnym rządzącym – można być dobrym katolikiem i zarazem mężem stanu, oraz, że bycie katolickim mężem stanu oznacza bycie kimś, kto służy bezinteresownie swojemu krajowi, dla którego władza polityczna oznacza taką właśnie służbę, kto nie jest ambitny (w złym tego słowa znaczeniu), kto nie chce napchać swoich kieszeni, kto nie chce, żeby mu usługiwano, ale kto raczej chce służyć.

Ludzie rzadko wybaczają tym, którzy wytykają im błędy. Nikt nie może się spodziewać, że będzie kochany w czasie swojego życia z powodu potępiania tych, którzy odstępują od prawdy i sprawiedliwości. „Być kochanym przez wszystkich” może być „odwróconym komplementem”, którym obdarza się nieznaczącą postać, która nie lubi napotykać, ani wywoływać opozycji. Jednakże historia przypomina nam, że groźnym jest bycie dobrym. Arystydes był znienawidzony ponieważ był sprawiedliwy, Sokratesa zamordowano, a Najświętszy Chrystus został ukrzyżowany.

Niektórzy polityczni przywódcy są nienawidzeni ponieważ na to zasługują. Inni są nienawidzeni dlatego, że mają odwagę aby przeciwstawić się duchowi czasów i śmiało głoszą prawdę, która jest niemiła upadłej naturze ludzkiej. Dollfuss był niezwykle wielbiony przez tych, którzy rozumieli, że jest ich przyjacielem – jako katolik, jako austriacki patriota, jako „jeden z nich”. Ale jego niezwykła dobroć i jego polityczna jasność widzenia wzbudzała niechęć tych, którzy poparli złe sprawy: narodowy socjalizm, komunizm i liberalizm. Niestety ci, których pobudza nienawiść są przeważnie bardziej aktywni niż ci, którymi kieruje miłość. Zło często wydaje się triumfować, chociaż to niemożliwe i nigdy nie ma ono ostatniego słowa. Największym pozornym zwycięstwem zła była Kalwaria, ale po niej nastąpiło Zmartwychwstanie. Tak więc fakt, że działania Engelberta Dollfussa wzbudzały gwałtowny sprzeciw ze strony wszystkich tych, którzy oddali się złu nie powinien dziwić, tak jak nie powinno dziwić to, że został zamordowany. Ponieważ zło cierpliwie podąża ścieżką swojej szkodliwej logiki.

***

Nikt nie mógł przewidzieć, że utalentowany, skromny, niski człowiek, którym był Engelbert Dollfuss – urodzony w chłopskiej rodzinie, dorastający w wiejskich warunkach i przyzwyczajony do ciężkiej pracy, poświęcony swojemu krajowi, najpierw służący w armii w czasie I wojny światowej, a następnie robiący skromną karierę w służbie publicznej – ostatecznie będzie zmuszony przez okoliczności do tego, żeby zmierzyć się z najważniejszymi wyzwaniami przed którymi stanęła Austria w czasie burzliwych lat 30-tych XX wieku.

Gdy 4 marca 1933 roku austriacki parlament został rozwiązany, Dollfuss, który służył jako kanclerz, zobaczył jasno, że potrzebą czasu jest stworzyć autorytarny rząd, który jako jedyny będzie miał szansę stawić czoła straszliwemu zagrożeniu, które stanęło u granic – narodowemu socjalizmowi – i brutalnemu zagrożeniu wewnątrz nich – komunizmowi. Hitler przejął władzę w Niemczech zaledwie 33 dni wcześniej. Dollfuss rozumiał, że jedynie silna, wewnętrznie spójna władza ufundowana na katolickich wartościach może unieść Chrystusowy sztandar i wypowiedzieć duchową wojnę pogaństwu nazistowskich Niemiec oraz ateizmowi sowieckiej Rosji.

Aby pojąć osobisty dramat, który stał się udziałem Dollfussa, warto przywołać jego chłopskie pochodzenie, które dało mu silną wiarę w uczestnictwo austriackiej ludności w pracy Państwa i Narodu, oraz szczerą sympatię do idei Anschlussu – pewnej formy unii pomiędzy Austrią i jej większą niemieckojęzyczną siostrą. Lecz od początku roku 1933 stało się dla kanclerza widoczne, że pomimo jego przywiązania do niemieckiej cywilizacji i Wielkich Niemiec, pochodzący z Berlina nazizm szybko stał się kolejną siłą przyczyniającą się do śmiertelnych podziałów trapiących wówczas kraj. Kraj był podzielony pomiędzy zwolenników nazizmu, komunizmu i liberalizmu (z dwoma ostatnimi Dollfuss zaczął już się zmagać), sytuacja polityczna w Austrii wyglądała jakby była poza ludzką kontrolą. Wielu z tych, którzy nienawidzili komunizmu, stało się oddanymi nazistami; a wielu przeciwników nazizmu zwróciło się ku komunizmowi – w większości nie rozumiejąc, że te dwa pozornie przeciwstawne poglądy były napędzane przez ten sam antychrześcijański etos. Dolfuss jednak widział, że jedynie filozofia oparta o zasady chrześcijańskie i podążanie za nakazami wspaniałej encykliki Piusa XI „Quadragesimo Anno” zbuduje zaporę broniącą Austrię. Rozumiał, że walka o chrześcijaństwo była jednocześnie walką o Austrię, ponieważ spełnianie nakazów Kościoła było równoczesną walką o samo życie Austrii, kraju który przez wieki był zanurzony w zasadach chrześcijańskich i którego kultura była głęboko naznaczona katolicyzmem. Dollfuss, współczesny Dawid, wiedział, że walczy z Goliatem, lecz jako człowiek, który miał być dla swoich ludzi wielkim królem, całą swą nadzieję pokładał w Bogu. Jego obowiązkiem było być wiernym i składać wszystkie swoje talenty na służbę Kościołowi i swojej ojczyźnie. Zwycięstwo mogło pochodzić tylko od Boga.

Tak oto Dollfuss używał wszelkich środków, jakie miał do dyspozycji, by uratować kraj z ciężkiego kryzysu, który trapił go podczas jego krótkich rządów. Najcięższym z kryzysów była prawdopodobnie socjalistyczna rewolta z lutego 1934 roku, podczas której Dollfuss zmuszony był użyć armii a kilkuset żołnierzy i agitatorów poniosło śmierć. Tragedię sytuacji jedynie zwiększył zdradliwy sposób, w jaki niektórzy czołowi intelektualiści katoliccy, włączając w to filozofa Jacquesa Maritaina, który ledwie dwa miesiące wcześniej wyraził w obecności mojego męża Dietricha swój podziw dla Dollfussa, atakowali kanclerza jako ciemiężyciela robotników. Maritain posunął się nawet do organizacji publicznego protestu i zbierania podpisów pod potępieniem austriackiego przywódcy. Chesterton, co nie zaskakuje, ujrzał sedno sprawy. W swoim „Końcu pokoju” („The End of the Armistice”) wysławiał Dollfussa jako „małego człowieka o chłopskim pochodzeniu, kierowanego przez starożytny instynkt swoich przodków, który postanowił ocalić resztki rzymskiej cywilizacji Niemiec”.

Mój mąż, podobnie jak Messner, znał kanclerza Dollfussa osobiście i podziwiał jego katolickie przywództwo, jak również przepełniło go głębokim smutkiem jego morderstwo. Dietrich starał się sumiennie wykonywać swoje obowiązki pomagając rządowi Dollfussa osiągać jego cele i został zachęcony osobiście przez kanclerza, by złożył swoje pisarskie, nauczycielskie i filozoficzne talenty na służbie Austrii. Dollfuss popierał wysiłki mojego męża by założyć czasopismo sprzeciwiające się jednocześnie nazizmowi i komunizmowi, co w owym czasie było unikalnym przedsięwzięciem. Poprzez swojego dyrektora do spraw komunikacji Edmunda Webera, Dollfuss ustanowił Dietricha redaktorem „Der Christliche Ständestaat” (Chrześcijańskiego Państwa Korporacyjnego). Podczas gdy Dietrich chciał takiej nazwy dla magazynu, która by podkreślała szczególnie walkę przeciwko Narodowemu Socjalizmowi, współpracownicy Dollfussa naciskali na przyjęcie nazwy od głównej idei „nowej” Austrii. Fakt, że rząd Dollfussa przyjął taką pozycję na temat istotności idei korporacyjnej nie zaskakuje, biorąc pod uwagę przywiązanie kanclerza do średniowiecznego dziedzictwa społecznego i korporacyjnego katolicyzmu, na którym chciał budować kraj. Stąd taki komentarz do mojego męża podczas ich pierwszego spotkania:

„Dzisiaj kwestie polityczne nie są czysto polityczne, skupiają się na kwestii światopoglądu. Dla mnie walka przeciwko narodowemu socjalizmowi jest w istocie walką w obronie chrześcijańskiej koncepcji świata. Podczas gdy Hitler chce wskrzesić stare germańskie pogaństwo, ja chcę odrodzić chrześcijańskie Wieki Średnie”. 

W poparciu dla tej wielkiej idei i z poświęcenia dla jej największego współczesnego przedstawiciela, mój mąż napisał książkę na temat kanclerza krótko po jego zabójstwie: „Engelbert Dollfuss: Ein Katholicher Staatsman” (Engelbert Dollfuss: Katolicki mąż stanu).

Książka Messnera podkreśla kluczowy cel Engelberta Dollfussa: ustanowienie państwa prawdziwie katolickiego. Krótko przed swoim zabójstwem Dollfuss powiedział:

„To nie siła bogatych spowoduje szczęście narodu, ale wewnętrzny spokój, zgoda i harmonia między jednostkami. By to osiągnąć nie potrzebujemy pustej pobożności, lecz musimy być rzetelnymi, czcigodnymi i stanowczymi ludźmi. Musimy stać się lepszymi i szlachetniejszymi ludźmi w zgodzie z chrześcijańskimi zasadami, i tak się zachowywać wobec naszych bliźnich”.

„Mądry przywódca” – kontynuował – „popiera i wzmacnia życie religii”.  

Zapewne z powodów tych wysokich ideałów śmierć jaką poniósł Dollfuss – była ona prostą konsekwencją jego przywiązania do nich – była męczeńska. Również to męczeństwo Messner relacjonuje w sposób ujmujący i pełny emocji. Jego książko jednak nie powinna być jedynie okazją do poznania ofiary, walki i śmierci wielkiego katolickiego przywódcy. Musi być też zachętą do naśladowania go podczas wszystkich czynności w naszym życiu.

Alice von Hildebrand,

4 maja 2004,

wspomnienie św. Moniki


Tłumaczenie: Redakcja Bazy Dokumentów Papieskich

Źródło: J. Messner, „Dollfuss: An Austrian Patriot”, Norfolk 2004, s. 7-12

Podobne...

Dodaj komentarz

Top
error: