„E supremi apostolatus”

„Drogi zaś, prowadzącej do Chrystusa, nie trzeba odszukiwać: jest nią Kościół. Słusznie przeto mówi Chryzostom: ‚Kościół jest twą nadzieją, Kościół twym zbawieniem, Kościół twą ucieczką’. Na to istotnie założył go Chrystus, nabywszy go za krwi swojej cenę; na to powierzył mu swą naukę i przepisy swego zakonu, obsypując go jednocześnie skarbami łaski Boskiej do uświęcenia i zbawienia ludzi.” (Pius X)


 

Do Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i innych Ordynariuszy miejsca pozostających w łasce i jedności ze Stolicą Apostolską.

O odnowie wszystkiego w Chrystusie

Czcigodni Bracia, pozdrowienie i Apostolskie błogosławieństwo.

POWODY OBAW PAPIEŻA PRZED OBJĘCIEM NAJWYŻSZEGO URZĘDU

Zwracając się do Was po raz pierwszy ze słowem z tej najwyższego apostolstwa stolicy, na którą z niedoścignionych wyroków Bożych zostaliśmy wywyższeni, poczytujemy za zbyteczne przypominać, ile łez wyleliśmy i jak gorąco staraliśmy się oddalić od Siebie ten straszny ciężar Pontyfikatu. Jakkolwiek bowiem nierówni wcale zasługami, możemy jednak, zdaje się, zastosować zupełnie do Naszego położenia te wyrazy, w których św. Anzelm skarżył się, gdy wbrew woli i pomimo oporu był zmuszony do przyjęcia zaszczytu biskupstwa. Tak tedy dla okazania, w jakim to stanie umysłu i woli, przyjęliśmy ten największy ciężar pasterzowania w owczarni Chrystusowej, możemy wygłosić te same jęki boleści, które i on roztaczał. „Świadkami są – powiada – moje łzy, łkania i jęki, które wychodzą z głębi serca mego, a których nie pomnę, bym kiedy był wydawał z jakiejkolwiek żałości, aż do dnia dzisiejszego, w którym, zdawało się, spadł na mnie ten ciężki los biskupstwa Kantauryjskiego. Nie mogli nie zauważyć tego ci, którzy w dniu tym oglądali oblicze moje… Podobny barwą raczej umarłemu, niż żywemu, bladłem z przerażenia i bólu. Wyborowi też temu, a raczej gwałtowi, dotąd, mówiąc szczerze, sprzeciwiałem się, o ile mogłem. Jednak chcąc nie chcąc, wyznać już muszę, że wyroki Boże z dniem każdym coraz silniej opierają się mym wysiłkom, tak iż nie widzę, iż mógłbym się od nich w jakiś sposób uchylić. Stąd też pokonany nie tyle ludzką, ile Bożą przemocą, na którą nie ma rady, czuję, że nic mi nie pozostaje innego nad to, żebym po tylu modłach i staraniach, aby, o ile to możliwe, minął mnie ten kielich, abym z niego nie pił, zrzekając się własnego sądu i woli, na sąd i wolę Boga całkowicie się oddał…” (1). 2. Nie brakło też Nam, zaiste, wielu i wielkich powodów do Naszego oporu. Obok tego bowiem, iż dla niedostateczności Naszej nie uznawaliśmy się w żaden sposób za godnych zaszczytu Pontyfikatu; kogoż by nie wstrząsnęło wyniesienie na następcę tego, który, rządząc Kościołem z wielką mądrością przez lat prawie 26, taką zajaśniał bystrością umysłu, takim blaskiem cnót wszelkich, iż zjednał sobie podziw nawet u przeciwników i uwiecznił swą pamięć dziełami nieprzemijającymi?

Dalej, pomijając wiele innych rzeczy, przerażał nas nad wyraz stan najopłakańszy ludzkości w tych czasach. Komuż bowiem jest tajne, że społeczeństwo ludzkie toczy dziś niemoc głęboka, straszniejsza od wszelkich innych z czasów dawniejszych, która, potężniejąc z dnia na dzień i trawiąc je doszczętnie, popycha je do zagłady? Jaka to jest choroba, rozumiecie to, Czcigodni Bracia: odwrócenie się i odstępstwo od Boga; nad to bowiem, zaiste, nie ma nic zgubniejszego, wedle słów Proroka: „Bo oto giną ci, którzy od Ciebie odstępują” (Ps 73, 27). Uważaliśmy przeto za nasz obowiązek, płynący z powierzonej Nam godności pontyfikalnej, zapobiec temu nieszczęściu; poczytywaliśmy bowiem za skierowany do Nas ten rozkaz: „Daję ci dzisiaj władzę nad narodami i nad królestwami, byś wyrywał i obalał, byś niszczył i burzył, byś budował i sadził” (Jer 1, 10); wszakże przekonani najzupełniej o Naszej słabości, obawialiśmy się przyjąć na się zadanie, tak pełne trudności, a zarazem nie cierpiące zwłoki.

PROGRAM PONTYFIKATU

Skoro jednak Bogu podobało się podnieść Naszą niskość do tej wysokości władzy, czerpiemy otuchę w Tym, który Nas umacnia, a wsparci na mocy Bożej, przykładając rękę do dzieła, oświadczamy, że w sprawowaniu pontyfikatu to jest Naszym celem jedynym, abym „w Chrystusie wszystko naprawił” (Ef 1, 10), aby, mianowicie był: „wszystko i we wszystkich Chrystus” (Kol 3, 11).

Znajdą się z pewnością ludzie, którzy, mierząc rzeczy Boskie miarą ludzką, będą się starali dociekać, jakie też są najskrytsze myśli Naszej duszy, aby je wyzyskać dla celów ziemskich, dla zamiarów stronniczych. Aby im odjąć wszelką tego nadzieję, objawiamy im z całą stanowczością, że nie pragniemy być niczym innym i przy Bożej pomocy niczym innym dla społeczności ludzkiej nie będziemy, jeno służebnikiem Boga, którego władzę przedstawiamy. Sprawa Boża Naszą jest sprawą: dla niej postanowiliśmy poświęcić wszystkie siły Nasze i nawet życie samo. Gdyby przeto kto pragnął mieć od nas jakie zawołanie, które by dążność duszy Naszej streszczało, to jedno zawsze mówimy: „Naprawić wszystko w Chrystusie!”

LUDZIE WALCZĄC Z BOGIEM UBÓSTWIAJĄ SAMYCH SIEBIE

Przy podjęciu i przeprowadzaniu tego wspaniałego dzieła dodaje Nam najżywszej otuchy pewność, że tu będziemy mieli ochotną współpracę was wszystkich. Gdybyśmy o tym wątpili, musielibyśmy niesłusznie uważać, że, albo, nie pojmujecie tej walki świętokradzkiej, którą dziś, rzec można, na każdym miejscu wszczyna się i prowadzi przeciw Bogu; albo też, że was ta walka wcale nie obchodzi. Bowiem, zaprawdę, przeciwko swemu Stwórcy dziś „wzburzyli się poganie, a ludzie rozmyślali próżne rzeczy” (Ps 2, 1), tak, iż ogólny prawie podnosi nie zgrzyt nieprzyjaciół Boga: „Idź precz od nas!” (Hiob 21,14). Stąd to w wielu ludziach zamarła wszelka cześć dla Boga wiecznego, stąd to w urządzeniach życia tak publicznego, jak i prywatnego pomija się dziś zupełnie Jego wolę najwyższą: owszem, wszelkimi siłami i wszelkim podstępem dąży się już do tego, żeby wyrugować nawet pamięć na Boga, samo nawet Jego pojecie.

Kto się istotnie nad tym zastanowi, ten się musi słusznie zatrwożyć, czy czasem ta przewrotność umysłów nie jest pewną próbką i już jakby początkiem nieszczęść, które są przeznaczone czasom ostatecznym; czy czasem „syn zatracenia” (2 Tes 2, 3), o którym mówi Apostoł, nie przebywa już na tej ziemi. Z taką przecież zuchwałością, z taką wściekłością napada się wszędzie na religię, zwalcza się dowody wiary objawionej, dąży się uporczywie do zerwania po prostu wszelkich węzłów człowieka z Bogiem! Natomiast człowiek sam – a jest to właściwie według tego samego Apostoła oznaka właściwa Antychrysta – z najwyższą lekkomyślnością wtargnął na miejsce Boga, wywyższając się nad wszystko, co zwą Bogiem; do tego stopnia, że, jakkolwiek nie może wyniszczyć w sobie doszczętnie samego pojęcia Boga, jednak, odrzuciwszy powagę Jego majestatu, uczynił sobie z tego świata widzialnego świątynię własną, w której sam ma być od wszystkich ubóstwiany. „Zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem” (2 Tes 2, 4).

Jaki zaś obrót weźmie ta walka ludzi słabych z Bogiem, o tym żaden człowiek rozsądny nie ma wątpliwości. Zapewne, może człowiek, nadużywając swej wolności, naruszyć prawo i obrazić majestat Stwórcy wszechrzeczy; atoli zwycięstwo zawsze jest przy Bogu: owszem, nawet porażka jest tym bliższa, im zuchwalej człowiek, pewny tryumfu, powstaje. Bóg sam nas o tym ostrzega w Piśmie św. „Zamyka mianowicie oczy na grzechy ludzkie” (Mdr 11, 23), jakoby zapominając o swej potędze i wielkości: rychło jednak po tym pozornym cofnięciu się, „ocucony niby mocarz, któremu wino sił dodało” (Ps 78, 65), „potłucze głowy nieprzyjaciół swoich” (Ps 68, 22); aby poznali wszyscy, że „królem wszystkiej ziemi jest Bóg” (Ps 67, 8) i „aby poganie wiedzieli, że są tylko ludźmi” (Ps 9, 21).

POWSZECHNE PRAGNIENIE POKOJU

To wszystko, Czcigodni Bracia, wyznajemy, tego wszystkiego spodziewamy się z wiarą niewzruszoną. Ale to nie przeszkadza, abyśmy także, każdy wedle swego działu, nie mieli współpracować w przyśpieszeniu sprawy Bożej i to nie tylko w modlitwie wytrwałej: „Powstań Panie, by człowiek nie triumfował” (Ps 9, 20) ale, co ważniejsze, broniąc słowem i czynem, w jasności dziennej, najwyższej władzy Boga nad ludźmi i nad całym stworzeniem, oraz, żądając aby Jego prawo i moc władania były święcie uznawane i zachowywane. Tego znów wymaga nie tylko obowiązek, płynący z porządku rzeczy naturalnego, ale także i dobro ogólne. Kogóż bowiem, Czcigodni Bracia, nie ogarnie bojaźń i boleść na ten widok, jak większa część ludzi, podczas gdy nie bez słuszności wielbi się postępy ludzkości, walczy między sobą tak zaciekle, że zdaje się, jakoby wszyscy walczyli ze wszystkimi? Pragnienie pokoju przepełnia z pewnością każde serce, nie ma też człowieka, któryby gorąco go nie wzywał. Ale pragnąc pokoju, po wyrzeczeniu się Boga, jest niedorzecznością: gdzie bowiem nie ma Boga, stamtąd znika sprawiedliwość, ze zniknięciem zaś sprawiedliwości przepada cała nadzieja pokoju: „Dziełem sprawiedliwości będzie pokój” (Iz 32, 17). Wiadomo nam, wprawdzie, że nie mało jest ludzi, którzy, powodowani miłością pokoju – czyli, jak się mówi – spokojności porządku, łączą się i zrzeszają w stowarzyszenia i stronnictwa, które zwą stronnictwami porządku. Czcze nadzieje i trudy stracone! Istnieje tylko jedno stronnictwo porządku, które jest zdolne przywrócić spokój wśród panującego zamętu: jest to stronnictwo tych, którzy trzymają z Bogiem. Konieczne jest przeto popierać je, o ile można więcej ludzi do niego wprowadzać, jeżeli kieruje nami zamiłowanie pokoju publicznego.

DOPROWADZIĆ LUDZKOŚĆ DO BOGA

Tego wszakże powrotu ludów do majestatu i władzy Bożej nie da się inaczej osiągnąć, Czcigodni Bracia, jakkolwiek byśmy gorliwie o to się starali, tylko przez Jezusa Chrystusa. Upomina nas pod tym względem Apostoł: „Albowiem fundamentu, innego nikt założyć nie może, oprócz tego, który jest założony, którym jest Chrystus Jezus” (1 Kor 3, 11). On to bowiem jest jedyny, „którego Ojciec poświęcił i posłał na świat” (J 10, 36) „który jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty” (Hbr 1, 3), prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, bez którego nikt nie może poznać Boga jak należy, gdyż „nikt nie zna Syna tylko Ojciec: ani Syna nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić (Mt 11, 27). Stąd wynika, że naprawić wszystko w Chrystusie znaczy to samo, co nawrócić ludzi do posłuszeństwa Bożego. Należy więc nam skierować nasze usiłowania do tego, abyśmy rodzaj ludzki zawrócili do panowania Chrystusowego: po dokonaniu tego, wróci już do Boga samego. Mówimy do Boga, nie do tego bóstwa bezwładnego i obojętnego na sprawy ludzkie, jakiego wymyśliły majaczenia materialistów, ale do Boga żywego i prawdziwego, jednego z natury, troistego w osobach, twórcy świata, rządcy najmędrszego wszechrzeczy, prawodawcy najsprawiedliwszego, który karze złe uczynki, ale też jest rychły w nagradzaniu cnoty.

Drogi zaś, prowadzącej do Chrystusa, nie trzeba odszukiwać: jest nią Kościół. Słusznie przeto mówi Chryzostom: „Kościół jest twą nadzieją, Kościół twym zbawieniem, Kościół twą ucieczką” (2). Na to istotnie założył go Chrystus, nabywszy go za krwi swojej cenę; na to powierzył mu swą naukę i przepisy swego zakonu, obsypując go jednocześnie skarbami łaski Boskiej do uświęcenia i zbawienia ludzi.

Otóż widzicie, Czcigodni Bracia, do czego się w końcu sprowadza zadanie, włożone tak na Nas, jak i na was: abyśmy ludzkość, która błąka się poza mądrością Chrystusową, zawrócili do posłuszeństwa Kościołowi; Kościół zaś odda ją Chrystusowi, Chrystus wreszcie – Bogu. Jeżeli tego dokonamy przy Bożej pomocy, wówczas będziemy mogli sobie powinszować, że nieprawość ustąpiła miejsce prawości, i uszczęśliwieni usłyszymy „głos wielki na niebie mówiący: teraz się stało zbawienie, i moc, i królestwo Boga naszego i zwierzchność Chrystusa jego” (Ap 12, 10). Aby zaś skutek odpowiedział naszym pragnieniom, koniecznym jest dołożyć wszelkich starań, aby wszelkimi środkami i wysiłkami wykorzenić zupełnie ten okropny i przerażający występek, cechujący nasze czasy, że człowiek przywłaszcza sobie miejsce Bogu należne; przywrócić odwieczną godność najświętszym prawom i radom Ewangelii; podnosić wysoko prawdy, głoszone przez Kościół i streszczające jego naukę o świętości małżeństwa, o wychowaniu i nauczaniu młodzieży, o władaniu i użyciu dóbr doczesnych, o obowiązkach tych, którzy zarządzają sprawami publicznymi; przywrócić wreszcie należną równowagę między różnymi warstwami społecznymi, odpowiednio do praw i urządzeń chrześcijańskich. Takie są zasady, które, posłuszni woli Bożej, zamierzamy zastosować podczas Naszego Pontyfikatu i które zastosujemy z całą energią. Do was należy, Czcigodni Bracia, współdziałanie naszym poczynaniom swą świętością, swą nauką, swym doświadczeniem, a nade wszystko, swą gorliwością o chwałę Bożą, nie szukając nic innego, oprócz tego, aby we wszystkim „był Chrystus ukształtowany” (Gal 4, 19).

POTRZEBA KSZTAŁCIĆ ŚWIĘTYCH KAPŁANÓW

Przechodząc dalej do środków, którymi mamy posiłkować się dla osiągnięcia tak wielkich celów zdaje się prawie zbyteczne je tu wymieniać: rzucają się bowiem same w oczy. Pierwszym waszym zadaniem to być powinno, abyście kszałtowali Chrystusa w tych, którzy z obowiązku powołania swego mają Go w innych kształtować. Mamy tu na myśli kapłanów, Bracia Czcigodni, którzy bowiem są w wyższych święceniach, pamiętać mają, iż pośród ludów, między którymi są postanowieni, tą samą mają misję, jaką Paweł otrzymał, wedle tego własnego w tych czułych wyrazach świadectwa: „dzieci moje, oto ponownie w bólach was rodzę, aż Chrystus w was się ukształtuje” (Gal 4, 19). Jakże jednak ci podołają w spełnieniu tego zadania, jeśli naprzód sami w Chrystusa się nie obloką? A nie obloką się tak, by mogli zastosować do siebie słowa Apostoła: „Teraz zaś już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal 2, 20); „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus” (Flp 1, 21). Toteż, jakkolwiek do wszystkich wiernych stosuje się zachęta „aż dojdziemy wszyscy do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa” (Ef 4, 13), to jednakże w sposób szczególny dotyczy ona tego, który spełnia posługiwanie kapłańskie, który też jest mianowany „drugim Chrystusem”, niewątpliwie nie dla udziału jedynie we władzy Chrystusowej, ale też dla naśladowania Jego czynów, przez które ma odbijać w sobie obraz Chrystusowy.

Wobec tego, Czcigodni Bracia, jakaż ogromna ma być wasza piecza wokół ćwiczenia kleru we wszelkich kierunkach uświątobliwienia! Tej to pieczy powinny ustąpić miejsca wszelkie inne troski. Dlatego też najwyższym staraniem waszym być powinno, abyście dobrze urządzili seminaria i nimi kierowali, aby w nich jednocześnie kwitła czystość nauczania obok świętości obyczajów. Poczytujcie każdy seminarium za pociechę serca swego i dla jego pomyślności nie zaniedbajcie najmniejszej rzeczy, jaką był Sobór Trydencki z wielką przezornością postanowił. Kiedy zaś zbliży się czas, iż klerycy będą mieli przyjmować święcenia, nie zapominajcie, proszę was, o tym, co Paweł przepisał Tymoteuszowi: „Na nikogo rąk pośpiesznie nie wkładaj” (1 Tym 5, 22); dobrze o tym przeświadczeni, że zwykle tacy będą wierni, jacy są ci, których do kapłaństwa dopuszczacie. Przeto też nie oglądajcie się pod tym względem na żadnego rodzaju korzyści prywatne: baczcie jedynie na Boga, na Kościół, na dobro dusz wieczne, abyście, wedle ostrzeżenia Apostoła, „nie byli uczestnikami grzechów cudzych” (1 Tym 5, 22).

Dalej konieczne jest, aby młodzi kapłani, opuszczający seminarium, nie byli pozbawieni waszej opieki. Z głębokości duszy Naszej zaklinamy was, abyście często przyciskali ich do swego serca, które powinno płonąć ogniem niebieskim, abyście ich zagrzewali i zapalali, ażeby pożądali tylko Boga i dobra dusz. My zaś, z Naszej strony, Czcigodni Bracia, będziemy nad tym czuwali z całą usilnością, żeby osoby duchowne nie ulegały ponętom pewnej nowej i zwodniczej wiedzy, w której nie czuć Chrystusa, a która za pomocą argumentów okraszonych i podstępnych dąży do zasiania błędów racjonalizmu lub półracjonalizmu, do strzeżenia się przed którymi już Apostoł upominał Tymoteusza, pisząc: „Strzeż depozytu wiary, unikając światowej czczej gadaniny i przeciwstawnych twierdzeń rzekomej wiedzy, jaką obiecując niektórzy odpadli od wiary” (1 Tym 6, 20-21). Nie mamy wszakże zamiaru przez to odmawiać pochwały tym spomiędzy młodszych kapłanów, którzy prowadzą studia naukowe we wszelkich dziedzinach mądrości, aby się stać tym zdolniejszymi do bronienia prawdy i odpierania napaści nieprzyjaciół wiary. Nie możemy jednak zataić, owszem, najgłośniej to wyznajemy, że zawsze będziemy oddawali pierwszeństwo tym, którzy, nie lekceważąc bynajmniej nauk duchownych i świeckich, przede wszystkim wszakże poświęcają się potrzebom duszy, spełniając te obowiązki, które są odpowiedniejsze dla kapłana, o chwałę Bożą gorliwego. „W sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból” (Rzym 9, 2) gdy widzimy, że i do naszych czasów stosuje się owa skarga Jeremiasza: „Maleństwa o chleb błagały, a nie było, kto by im łamał” (Lm 4, 4). Nie brak bowiem kapłanów, którzy, idąc za pociągiem upodobań własnych, zużywają swą dzielność na sprawy raczej powierzchowne, niż głębszej użyteczności: a znów niewielu jest takich, którzy by, za przykładem Chrystusowym, stosowali do siebie owe słowa Proroka: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łuk 4, 18-19).

NAUCZAJCIE PRAWD WIARY!

Otóż komu to być może niewiadomym, Czcigodni Bracia, że, byle człowiek kierował się tylko rozumem i wolną wolą, to najskuteczniejszą drogą do przywrócenia rządów Bożych nad duszami jest nauczanie religijne? Iluż to jest z pewnością takich, co to nienawidzą Chrystusa, brzydzą się Kościołem i Ewangelią, bardziej ze względu na nieznajomość, aniżeli ze względu na złości, o których dałoby się rzec: „Ci zaś temu bluźnią, czego nie znają” (Jud 10). Taki zaś stan duszy spotyka się nie tylko u ludu i w warstwach najniższych, łatwych do uwiedzenia na drogę błędu, ale nawet i w warstwach wykształconych, owszem, nawet wśród tych, którzy, zresztą, posiadają wykształcenie wcale nie zwyczajne. Stąd to u wielu osłabienie wiary. Gdyż niepodobna przypuścić, że wiara słabnie z postępem wiedzy, ile raczej z braku wiadomości; tak, iż gdzie większy brak wiadomości, tam też się spostrzega szersze odstępstwo od wiary. Dlatego też to Chrystus polecił Apostołom: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mat 28, 19).

MIŁUJCIE!

Aby zaś znów z tego apostolstwa i gorliwości w nauczaniu można było zbierać spodziewane owoce i aby we wszystkich ukształtowany był Chrystus, niech o tym pamięta dobrze każdy, Czcigodni Bracia, że nie ma nic dzielniejszego nad miłość. Albowiem „Pan nie był w wichurze” (1 Krl 19, 11). Na próżno spodziewano by się, że pociągnie dusze do Boga gorliwość zgorzkniała; owszem – surowe gromienie błędów, gwałtowne karcenie wad prowadzi nieraz raczej ku szkodzie, aniżeli ku pożytkowi. Wprawdzie upominał Apostoł Tymoteusza: „wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu” – dodawał jednak: „z całą cierpliwością” (2 Tym 4, 2). Tego też, zaiste, nauczał nas Chrystus swym przykładem. „Pójdźcie – czytamy, jak mówił, – do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mat 11, 28). Przez „utrudzonych” zaś i „obciążonych” rozumiał nie innych, tylko tych, którzy byli w niewoli błędu i grzechu. Jakaż to była w tym Mistrzu łaskawość, jaka łagodność, jaka litość nad stroskanymi wszelkiego rodzaju! Serce Jego odmalował wiernie Izajasz w tych słowach: „Sprawiłem, że Duch Mój na Nim spoczął. Nie będzie wołał ni podnosił głosu. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi knotka o nikłym płomieniu” (Iż 42, 1-3). Ta zaś miłość, cierpliwa i łaskawa (por. 1 Kor 13, 4) ma się rozciągać nawet na naszych nieprzyjaciół i prześladowców. „Błogosławimy, gdy nam złorzeczą – świadczył o sobie Paweł – znosimy, gdy nas prześladują” (1 Kor 4, 12). Wydają się oni może gorszymi, niż są w istocie. Stosunki towarzyskie, uprzedzenia, cudze rady i przykłady, a wreszcie nieszczęsne względy ludzkie popchnęły ich do obozu bezbożnych: wola ich jednak nie jest jeszcze tak zepsuta, jak to w siebie wmówić pragną. Dlaczegóż więc nie moglibyśmy mieć nadziei, że płomień miłości chrześcijańskiej rozproszy ciemności, zalegające takie dusze, a zarazem wniesie tam światło i pokój Boży? Opóźni się może nieraz skutek naszych trudów: miłość jednak nigdy nie nuży się oczekiwaniem, gdyż wie, że Bóg przyrzekł swą nagrodę nie skutkom osiągniętym w trudach, lecz dobrej woli.

WSPÓŁPRACA ZE ŚWIECKIMI POD PRZEWODNICTWEM BISKUPÓW

Daleka wszakże jest od Nas myśl, Czcigodni Bracia, jakoby w całej tej ciężkiej sprawie odnowienia w Chrystusie wszystkich ludów mieliście pozostawać bez pomocników, tak wy sami, jak i wasze duchowieństwo. Wiemy dobrze, że „Bóg każdemu z osobna dał rozkazanie o bliźnim swoim” (Syr 17, 12). Zatem nie tylko kapłani, ale i wszyscy bez wyjątku wierni mają współpracować w sprawie Bożej i dusz ludzkich: rozumie się, nie na własną rękę i nie we własnym kierunku, lecz zawsze pod kierownictwem i przewodnictwem biskupów; albowiem przewodzić, nauczać i kierować w Kościele nie dano nikomu poza wami, „których Duch Święty ustanowił abyście rządzili Kościołem Bożym” (Dz 20, 28). Rzecz to jest bowiem od dawna uznana i pobłogosławiona przez naszych Poprzedników, że katolicy, w różnych celach, zawsze jednak dla dobra religii, łączą się w stowarzyszenia.

Nie wahamy się przeto zaszczycić i naszym też uznaniem te dzielne urządzenia i życzymy usilnie, aby się szerzyły i kwitły po miastach i wioskach. Przecież życzeniem jest Naszym, aby tego rodzaju stowarzyszenia do tego najpierw i przede wszystkim dążyły, aby ci, co do nich wstępują, ustawicznie żywot chrześcijański pędzili. Mało, zaiste, przynosi korzyści poruszać subtelnie przeróżne zagadnienia, rozprawiać wymownie o prawach i obowiązkach, gdzie to wszystko dalekie od czynu. Właśnie bo czynów czasy te wymagają; ale czynów, które dążą do wypełnienia zupełnego i sumiennego zakonu Bożego i przykazań kościelnych; do wyznawania szczerego i otwartego religii; do pełnienia uczynków miłosierdzia we wszelkich jego przejawach, bez żadnych widoków osobistych lub ziemskich korzyści. Tego rodzaju wspaniałe przykłady tylu szermierzy Chrystusowych daleko będą dzielniejsze do poruszenia umysłów i do ich porwania, aniżeli wymowa i subtelność rozpraw; a tak łatwo się to osiągnie, że bardzo wielu, pozbywszy się obawy, porzuciwszy uprzedzenia i wątpliwości, powróci do Chrystusa i rozszerzy wszędzie Jego poznanie i miłość ku Niemu, a to są środki do prawdziwej i pewnej szczęśliwości. Rzeczywiście, gdy po miastach i wioskach wszystkich będą sumiennie przestrzegane przykazania Boskie, gdy rzeczy święte będą we czci, gdy będzie częste do świętych Sakramentów przystępowanie, gdy w ogóle będzie przestrzegane wszystko, co należy do całości życia chrześcijańskiego; wówczas, Czcigodni Bracia, niewiele już pozostanie do sprawienia, aby wszystko w Chrystusie było odnowione.

SPODZIEWANE DOCZESNE OWOCE ODNOWY

Nie należy też tego wszystkiego uważać wyłącznie za dążenie do osiągnięcia dóbr niebieskich: przyczyni się to bowiem jak najwięcej do szczęścia doczesnego i do pomyślności ogólnej. Albowiem po dopięciu tego wszystkiego, możni i zamożni w sprawiedliwości i miłości pomagać będą uboższym, ci zaś w pokoju i cierpliwości będą znosili braki życia niedostatniego; obywatele będą się powodowali prawami, nie samowolą; wszyscy będą poczytywali za święty swój obowiązek cześć i miłość ku książętom i innym władcom, „nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga” (Rzym 13, 1). Cóż więcej? Wówczas wszyscy się przekonają, że Kościół musi posiadać zupełną i całkowitą wolność, jaka od Chrystusa, jego twórcy, była ustanowiona, że nie może podlegać obcej przemocy; że wreszcie My sami, walcząc o przywrócenie tej wolności, bronimy nie tylko najświętszych praw religii, ale nadto przyczyniamy się do dobra ogólnego i powszechnego pokoju. „Pobożność – bowiem – przydatna jest do wszystkiego” (1 Tym 4, 8); i gdzie ona jest we czci i w sile, tam, zaprawdę „lud mój mieszkać będzie w stolicy pokoju” (Iz 32, 18).

ZAKOŃCZENIE

Oby Bóg, „który jest bogaty w miłosierdzie” (Ef 2, 4), przyśpieszył łaskawie to odrodzenie narodów w Jezusie Chrystusie; przecież „nie zależy od tego, kto chce lub o nie się ubiega, ale od Boga” (Rzym 9, 16). My zaś, Czcigodni Bracia, „z duchem uniżonym” (Dan 3, 39) w codziennej i usilnej modlitwie błagajmy Go o to dla zasług Jezusa Chrystusa. Uciekajmy się też do przemożnego pośrednictwa Bogarodzicy; dla zjednania też Sobie tego, korzystając z okoliczności, że list niniejszy wydajemy w tym dniu, który jest przeznaczony ku czci Różańca Maryi, zarządzamy i zatwierdzamy również to wszystko, cokolwiek był zarządził i zatwierdził Nasz Poprzednik w sprawie poświęcenia miesiąca października ku czci Dziewicy Królowej, za pomocą publicznego odmawiania różańca po świątyniach; upominając nadto, aby też uciekano się do wstawiennictwa św. Józefa, przeczystego Bożej Matki Oblubieńca, a Kościoła katolickiego patrona, oraz świętych Piotra i Pawła, książąt apostołów.

Aby zaś to wszystko się dobrze spełniło i aby wszystkie wasze prace odniosły skutek szczęśliwy, błagamy dla was o obfitość łask Boskich. Na dowód zaś najsłodszej miłości, którą obejmujemy was i wszystkich wiernych, których Opatrzność Boża raczyła Nam powierzyć, udzielamy najmiłościwiej w Panu Wam, Czcigodni Bracia, duchowieństwu i ludowi waszemu błogosławieństwa Apostolskiego.

Dan w Rzymie, u św. Piotra, dnia 4 października 1903 roku, pontyfikatu Naszego roku pierwszego.

Pius X


Przypisy:

1. List, ks. 3, 1.
2. Hom. „De capto Eutropio”, 6.

 

Podobne...

Dodaj komentarz

Top
error: